Środowiska Tradycji katolickiej, jak wiemy, zgłaszają swoje zastrzeżenia do współczesnych zmian w Kościele, jakie dostrzec można zarówno w sposobie sprawowania kultu, jak i rozumienia i przeżywania religijności. Hierarchowie, księża, zakonnicy i świeccy, którzy świadomie lub nieświadomie przyjęli te nowości (choć dla nich mogą to nie być nowości, gdyż zmiany te dominują od kilkudziesięciu lat) przedstawiają to nowe chrześcijaństwo jako, w odróżnieniu od tradycyjnego, żywe i autentyczne.
Wiele z tych osób nie wie, że słucha nauk rozcieńczonych, a wymagania im stawiane (jeżeli w ogóle) są zmiękczone, co uniemożliwia pełne nawrócenie. Tragizm sytuacji polega na tym, że to rozcieńczone, zmiękczone, a przez to zupełnie wypaczone chrześcijaństwo nie poszło drogą Lutra, nie wyodrębnia się z Kościoła jako odstępcy, ale głoszone jest w samym sercu Kościoła. Większość tych ludzi jest przekonana, że jest katolikami, choć ich umysły i serca przeniknięte są duchem rewolucyjnym, duchem tego świata.
Kardynał John Henry Newman w jednym ze swoich kazań zatytułowanym "Religia Obecnego Czasu" tak scharakteryzował ten współczesny typ duchowości: Nie zawiera ona prawdziwej bojaźni Bożej, ani gorliwości w chronieniu czci Boga, ani głębokiej nienawiści wobec grzechu, ani przerażenia na widok grzeszników, ani oburzenia wobec bluźnierstw heretyków, ani zazdrosnego przestrzegania prawdy doktryny, ani lojalności wobec Kościoła Świętego Apostolskiego, o którym mówi Credo, ani uznania autorytetu religii jako czegoś zewnętrznego wobec umysłu. Jednym słowem cechuje ją zupełny brak powagi - i dlatego nie jest gorąca ani zimna lecz letnia. Jaką sztuczką posługuje się dziś szatan? Religia tego świata przyjęła jaśniejszą stronę Ewangelii - jej pociechy i przykazania miłości, jednocześnie wszystkie mroczniejsze i głębsze poglądy na kondycję i przyszłość człowieka popadły w zapomnienie. To religia łatwa i przyjemna, główną cnotą jest w niej życzliwość, podczas gdy pierwszą pozycję wśród wszystkich grzechów zajęły nietolerancja, dewocja i nadgorliwość.
Mój Drogi Czytelniku, w kilku najbliższych rozprawkach wymienię cechy charakterystyczne tego "wesołego chrześcijaństwa" i różnice między nim a katolicyzmem. Każdy z nas prawdopodobnie po części te różnice wyczuwa. Jeżeli masz chęć, napisz w komentarzu jakie przejawy tych zmian widzisz w głoszonej współcześnie religijności. Nie pytam Cię o istotę modernizmu, bo na to ledwie starcza miejsca w grubej książce. Pytam o proste przejawy/objawy tej choroby. Podobnie jak z chorobą wirusową, oddzielamy źródło choroby - wirusa, w tym przypadku jest nim modernizm, od symptomów choroby. Jeżeli masz chęć napisz jakie przychodzą Ci do głowy. Będę uważnie czytał komentarze. Temat symptomów tego nowego, zmienionego chrześcijaństwa będę kontynuował przez kilka najbliższych rozprawek.
Komentarze
Np. stwierdzenie, że "wiara jest w nas".
Taka wiara to czyste samolubstwo.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, iż poniekąd to stwierdzenie jest prawdziwe; że "wiara jest w nas". Natomiast niewyjaśnienie i nie doprecyzowanie przez Kościół Katolicki tego jak należy to prawidłowo rozumieć daje taki efekt, iż każdy wierzy po swojemu.
Prawidłowe rozumienie pojęcia prawdy jest rozwiązaniem tego problemu. Mianowicie prawda rzeczywiście jest w nas na sposób subiektywny, ale jest ona determinowana czynnikami zewnętrznymi i dopiero ta zgodność jest w sensie ścisłym prawdą.
Więc obiektywnością - rzeczywistością wiary są wszystkie dogmaty, natomiast to co jest w nas, to subiektywne umieszczenie tych prawd, a istotą wiary będzie idealna korelacja (adekwacja) dogmatów i tego co jest w nas.
Kto więc patrzy tylko w siebie nie zważając na nic innego, ma w sobie wiarę, ale na pewno nie wiarę katolicką.
W dzisiejszych czasach niszczy się najskuteczniej integralność człowieka. Nie naucza się harmonijnego współdziałania między rozumem, który poznaje prawdę, wolą, która wybiera dobro, emocjami i zmysłami zawiązanymi pozytywnie z prawdą i dobrem. Miłość trywializuje się łącząc ją tylko z emocjami i zmysłami. U podstaw prawdziwej miłości jest rozum i wola , które się bardzo osłabia.