WIERZĘ W CENZURĘ

10.05.2025

Dziś o wolności słowa. Niegdyś przytrafiła mi się taka przygoda - o 7:30 rozpocząłem pracę nad ukazującym się w piątki programem Sprawki Okiem Katolika. Pracowałem w skupieniu i bez przerw do godziny 16:00, o której zjadłem pierwszy posiłek i następnie do 20:20 o której zakończyłem pracę nad odcinkiem. Premierę ustawiłem na 21:00. Udało mi się obejrzeć materiał razem z widzami.

Dokładnie w chwili zakończenia premiery dostałem powiadomienie, że YouTube usunął mój film, gdyż - uwaga - "zagraża on bezpieczeństwu dzieci". Platforma ta nigdy nie podaje więcej szczegółów, czasem łaskawie wskaże moment w filmie, który wzbudził rzekomą wątpliwość i tym razem wskazano 36 minutę filmu, w której pokazane są dorosłe aktywistki klimatyczne niszczące obraz Moneta. W YT nie istnieje komórka, do której można zwrócić się z zapytaniem w jaki sposób pokazanie tego happeningu ekologistów "zagraża bezpieczeństwu dzieci". Sprawa jest dla YT zakończona. Dość osobliwe uczucie po 14 godzinach nieprzerwanej pracy. Film umieściłem na platformie Rumble oraz bezpośrednio na Twitterze. Na Facebooka się nie zdecydowałem. Jeżeli YT znalazł problem, FB znajdzie większy i mogę stracić swoje konto.

Co myślę o tej sytuacji? Czy ktoś pogwałcił moją wolność słowa? Czy to według mnie oburzające? Być może zdziwię Cię, mój Drogi Czytelniku, ale nie uważam, żeby sama cenzura w wykonaniu YouTube była czymś złym. Niezliczone rzesze ludzi o poglądach konserwatywnych, czując się osaczonymi przez cenzurę Big Techu, która zawsze, dziwnym trafem, uderza w myśl prawicową, patriotyczną, chrześcijańską, antyglobalistyczną, zaczęło z zapałem krzyczeć o WOLNOŚCI SŁOWA, jakby była to wartość nadrzędna. Moje podejście jest takie, że w tym punkcie historii każdy przejaw wolności słowa, każde małe zwycięstwo jest czymś dla mojej strony światopoglądowej niezwykle cennym. Dobrze, że Elon Musk kupił Twittera i pozwala tam puszczać antyglobalistyczne treści. Dobrze, że powstały Rumble czy polski BanBye.

Ale wolność słowa sama w sobie nie jest wartością w którą wierzę i do YouTube nie mam żalu. Znam ich agendę. Wiem, że nienawidzą chrześcijaństwa i promują wszystko co najgorsze. Jeżeli świat byłby takim, jakim chce go YouTube, byłby to świat czystego satanizmu. O to mam do nich żal. Ale o samą cenzurę nie, gdyż w cenzurę, uwaga... Wierzę. Gdyby sytuacja się odwróciła. Gdybym, powiedzmy, został właścicielem YouTube, czy wprowadziłbym tam wolność słowa? Czy gdyby pojawił się YouTuber z programem SPRAWKI OKIEM NEOMARKSISTY i wykładał ludziom, że Freud miał rację, że Ziemia się kończy, że prawa zwierząt to podstawa. Lub, przenosząc się do Kościoła, że Teilhard de Chardin to człowiek mądry, modernizm jest świetny, a tak w ogóle to Bóg jest w Czwórcy Jedyny...

Czy wyznając wolność słowa miałbym pozwolić tym treściom sączyć się do głów ludzi? Cenzurowałbym na potęgę. Wolność słowa, jak zresztą każda inna wolność, służy jedynie do głoszenia Prawdy. Nie do głoszenia wszystkiego co się chce. Skoro świat pozwolił firmom Big Tech stać się ponadnarodowymi potęgami i niemal cały oddał się w ich ręce, kto przy zdrowych zmysłach oczekuje, że ci nowi władcy świata pozwolą katolikowi mówić co zechce? W YouTube czy Facebooku problemem jest ich stanięcie po stronie zła i fałszu, a nie cenzura sama w sobie.

Tagi: cenzura media

Komentarze