15-MINUTOWA KATECHEZA

21.06.2025

Słyszeliśmy niegdyś wypowiedź jezuity, że nie chce mieć nic wspólnego z Bogiem, który nie zbawi tzw. rozwodnika, żyjącego w ponownym już niesakramentalnym związku, i że ów jezuita z takimi ludźmi idzie do piekła. Załóżmy, że są to słowa szczere i że o. Mieczysław tak właśnie rozumuje. Przypomnijmy też, żeby nie przypisywać ogromnego kryzysu osobie, która o nim mówi. W tym przypadku mi.

Oto jezuita widzi setki lub tysiące przypadków, z których po ludzku nie widać wyjścia. Ktoś wziął ślub kościelny, potem odszedł od żony lub męża i z kimś innym mieszka, sypia i ma dzieci. Co stworzyło taką sytuację? To dość proste - stworzyło ją niedokształcenie ludzi z zasad wiary katolickiej. To niedokształcenie zaś wzięło się z rozpowszechnienia się w Kościele herezji modernizmu. I oto teraz z jednej strony stanie modernista, z drugiej katolik, tzw. tradycjonalista. I modernista będzie mówił: oto wychodzę na przeciw ludzkim problemom i z miłości do ludzi chcę udzielać Komunii św. rozwodnikom, a niedobry tradycjonalista odmawia im nie tylko Komunii ale i zbawienia.

Po ludzku brzmi to nawet miłosiernie. Ale patrząc rozumem wiary, modernista nie tyle wychodzi na przeciw ludzkim problemom, co jest tworzy. I co więcej, próbując po ludzku wyjść na przeciw problemowi, który modernizm stworzył, wpycha Kościół i człowieka w jeszcze większe problemy. Dlaczego mówię, że modernizm stworzył problem tysięcy ludzi, którzy chcą uważać się za katolików, a żyją daleko od swojej żony i kimś innym, z kim ma dzieci? Oto scenka. Do księdza przychodzi para narzeczonych. Są zakochani i proszą o ustalenie terminu ślubu. Ksiądz ten od razu, z 99% pewnością, może założyć, że ludzie ci nie byli właściwie katechizowani. Mógłby na miejscu, w 15 minut, dać im garść informacji w pigułce. Czy ludzi powinno się katechizować w 15 minut w zakrystii? Oczywiście nie, ale ksiądz ten nie może cofnąć czasu i rozpocząć ich katechizacji we wczesnym dzieciństwie.

Może więc teraz zapytać np. młodego mężczyznę: czy jeżeli żona przestałaby w ogóle być dla Pana miła, straciła urodę, zdradziła Pana kilka razy i uciekła z kimś innym, Pan będzie uważał ją za żonę do końca swojego życia, ze swojej strony starał się gorliwie wypełniał wszystkie obowiązki stanu małżeńskiego i modlił się o nawrócenie żony i zbawienie jej duszy? Czy rozumie Pan, że przysięga, którą Pan składa nie jest warunkowa? Że do słów "ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską, w zdrowiu i chorobie" itd. nikt małym druczkiem nie dopisał "oczywiście, jeżeli będzie w miarę miło i romantycznie"?

Podobne pytanie ksiądz ten mógłby zadać narzeczonej. Być może wyszliby mówiąc, że jakiś dziwny ksiądz zniechęca nas do małżeństwa. Tymczasem współcześnie Ksiądz taki, mogąc mieć 99% pewność, że ma przed sobą dwoje ludzi, którzy nie odebrali pełnej katechezy, oferuje im coś co nazywa się "nauki przedmałżeńskie", które też nie zawierają pełnej katechezy, ani tego co w tej katechezie najważniejsze, i wyznacza termin romantycznego ślubu. A za chwilę ma cały świat przepełniony tzw. rozwodnikami w ponownych związkach, którzy chcą do Komunii.

Kiedyś wszystko zostanie odkryte. Dowiemy się wtedy, i co więcej, sami twórcy wszystkich zwodniczych nauk, dowiedzą się o skali dewastacji, które spowodował ten rak, zwany modernizmem.

Komentarze