We wczorajszej rozprawce rozpocząłem temat błędów współcześnie forsowanej odmiany chrześcijaństwa. Dziś chciałbym kontynuować temat wykorzystując obszerny komentarz Pana Mateusza Maciejewskiego. Oto on.
Komentarz do rozprawki (o różnicach między katolicyzmem a wesołym chrześcijaństwem).
* Praktycznie każdy ma dostęp do Komunii Świętej. Bp Ryś w swojej Mszy znienacka na Arenie Młodych powiedział, że kto chce, może podejść po Komunię świętą.
* Zanik przywiązania do liturgii (Msza bp Rysia również jest dobrym przykładem).
* Ograniczenie mówienia o potrzebie nawrócenia i o walce z grzechem, o Szatanie.
* Inkluzywność: praktycznie każdy jest katolikiem, choćby anonimowym. Wyjątek stanowią wyraźne akty odstępstwa (apostazja, powtórny chrzest) oraz tradycjonaliści ;-) . W efekcie żydzi to starsi bracia w wierze, w efekcie mamy ekumenizm, w efekcie muzułmanie to katolicy anonimowi.
* Podkreślanie ważności uczuć. Muzyka w kościołach ma pobudzić emocje: radości, poczucia bezpieczeństwa, czasem smutku/nostalgii. Uniesione ręce w czasie modlitwy, zamykanie oczu i bujanie się w rytm muzyki.
* Podkreślenie ważności wspólnoty między ludźmi - jest to czasem ważniejsze od spotkania z Bogiem. Na przykład Msza to moment, w którym wspólnota jednoczy się przy stole Pańskim. Antropocentryzm: to człowiek jest najważniejszy, a Bóg jest konceptem mającym pewne ludzkie potrzeby duchowe wypełnić. Wiąże się to z punktem o wspólnocie. Stąd odwrócenie księdza tyłem do tabernakulum. Stąd komunia na rękę jest dobra, bo klientowi eucharystycznemu jest tak lepiej (nie zważając na godzenie w Chwałę Bożą). Stąd po ohydnych rekolekcjach w Toruniu przepraszali ludzi za to, że mogli się źle poczuć, a sam Bóg nie został przeproszony. Stąd błogosławieństwa parom dewiantów, bo tak będą się lepiej czuli, itd.
* Dzielenie się słowem, czy przeżyciami z danego spotkania modlitewnego: co Pan do mnie powiedział w tym wydarzeniu/słowie. Nie jest ważna nauka katolicka, ale moje przeżycia. Podobnie na modlitwach charyzmatycznych: Bóg do mnie przemówił, Bóg mnie tak doświadczył, itd. i przekazywanie tego innym.
* Niska pokuta w konfesjonale.
* Kanonizacja zmarłych. Głoszenie powszechności zbawienia.
* Śliska niejasna mowa. Papież i biskupi nie sprzeciwiają się jawnie nauce katolickiej, ale tak mówią, by się jej nie sprzeciwić, w efekcie uczynić to, by ta nauka została praktycznie zmieniona metodami duszpasterskimi.
* Unikanie prozelityzmu.
* Puste kazania: księża nastawiają się na to, by kazanie fajnie brzmiało, by wzbudzić odpowiednie emocje, ale nie po to, by człowieka prowadzić ku lepszemu, by go czegoś nauczyć. Podobnie katechezy w szkołach są bardzo miałkie, nie są traktowane poważnie. Lepiej coś zaśpiewać, ksiądz zagra na gitarze. Ja po 8+4 latach religii w szkole mam potężne braki w wiedzy.
* Pomniejszanie roli rozumu w wierze. Wiara to poruszenie serca. Rozumem nie pojmiemy Boga, więc lepiej go nie używać, dać się porwać emocjom i przytulić się do naszego Tatusia w Niebie.
* Długie i napisane trudnym językiem encykliki.
* Dostosowywanie wiary do czasów. Ciągłość objawienia. Wygląda to tak, jakby hierarchowie doszli do wniosku, że ich poprzednicy grubo przesadzili z interpretacją Pisma Świętego i z nauką, że jest to niedostosowane do obecnych czasów, jest anachroniczne i trzeba jakoś miękko to zmienić, by nie robić obciachu. W efekcie głoszone jest istnienie tylko jednego istotnego soboru.
* Jest jeszcze jedno zjawisko, które ciężko mi dopasować do powyższych. Nieraz księża opierają część swojej nauki o to, że w bardziej oryginalnej wersji Biblii jest napisane tak, a w Polsce czytamy inaczej. Zatem dotychczasowe zrozumienie tego fragmentu było fałszywe i należy głębiej wejść w to słowo i wyciągnąć z niego naukę, która średnio się ma do nauki katolickiej. Czasami mam wrażenie, że księża lubią w ten sposób szukać sensacji, aby głosić coś nowego w swoich kazaniach, że niby dogłębniej poznali słowa Pana Jezusa i że mogą uczyć czegoś, czego dotąd nikt nie uczył. Czasem interpretacje Pisma są wtedy bardzo karkołomne (vide: x. Szustak).
Komentarze
Współczesny Kościół sądzi iż lepiej mieć relacje niż rację, ponieważ żywi nadzieję, że mając relacje w końcu przeforsuje swoją rację. W mojej ocenie jest to naiwnością gdyż może się okazać, że niewielu, albo nawet nikt nie został co pamiętałby o tej racji.
Więc relacja którą buduje Kościół ze światem jest zasadzona na fałszywej antropologii człowieka - Kościół przestał rozumieć kim człowiek tak naprawdę jest, akceptuje go takim jakim się stał, i sądzi, że da to w przyszłości efekty; no niestety nie daje. Gdyby potraktować religię jako "produkt", to propagatorów tego nowego już dawno by zwolniono, bo "sprzedaż" spada.
Wszelkie błędy współczesnego świata powinny być przez Kościół ganione i pokazywany ich absurd na gruncie nie zmiennej doktryny. Natomiast miłość bliźniego powinna się przejawiać ewentualnie tylko w tolerancji. Gdzie tolerancję należy prawidłowo rozumieć jako cierpliwe znoszenie błędu, bądź grzechu, by nie stracić całkowicie tego konkretnego grzesznika. Zgodnie z tą definicją ten konkretny grzesznik nie może mieć fałszywego przeświadczenia o naturze tego co jest przedmiotem jego grzeszności. I nie może tu być tolerancji bez granic, bo to prowadzi do afirmacji.
Tak też widzę tą strategię Kościoła - ona prowadzi do afirmacji grzechu.