Stając przed zadaniem wyboru tematu kolejnej rozprawki mam świadomość, że z każdym dniem rośnie odległość od ostatniej rozprawki o wychowaniu dzieci, a przecież tę tematykę rozpoczęliśmy i jest wskazane, aby ją kontynuować. Jest jednak pewna niewidzialna przeszkoda, która nie pozwala mi posuwać się naprzód i dziś, choć z niejakim oporem, może nawet strachem, postanowiłem ją raz na zawsze pokonać.
Jaka to przeszkoda? Ano stres przed mówieniem kobietom i mężczyznom o relacjach damsko-męskich. Już wychowanie dzieci jest tematem tak w XXI wieku zakłamanym, że ten temat powodował u mnie tremę jak przed maturą, czy może lekki stres jak przed wyrwaniem zęba. Narosło bowiem tyle fałszu w ludzkich wyobrażeniach i przekonaniach, że potrzeba siły, aby się z tym tematem mierzyć. Z relacjami damsko-męskimi jest podobnie, ale trzy razy mocniej. Dlatego najpierw chciałem podejść do tematu "łatwiejszego", jakim jest wychowanie, a tamto pozostawić na kiedyś. A dziś już wiem, że to błąd rozumowy. Na wychowanie dzieci składają się: formowanie zachowań, katechizacja, system zachęt i kar, rozmowy.
Ale przed tym wszystkim jest... przykład. Dzieci bardziej uczą się naśladując niż wykonując instrukcje. Leniwy rodzic może użyć wszystkich technik by wychować pracowite potomstwo, ale raczej skazane to będzie na porażkę, podczas gdy pracowity rodzic, jeżeli tylko będzie pozwalał dziecku się obserwować, być może w ogóle nie będzie musiał zaprzątać sobie głowy tym jak mówić dziecku o pracowitości. Skoro zatem przykład jest ważniejszy niż wychowanie za pomocą słów, oczywistym staje się, że temat relacji damsko-męskich jest pierwotny względem wychowania i że mój sprytny plan, który miał oszczędzić mi mówienia o temacie, który poruszać się obawiam, spalił na panewce.
Synowie obserwują ojców. Córki obserwują matki. Męskość ojca i kobiecość matki realizują się przede wszystkim w ich wzajemnej relacji. Zatem relacja małżonków to lwia część wychowania. Ktoś mądrzejszy musiałby ustalić jak duża, według mnie jest to około 80%. Pozostałe 20% to aktywne formowanie synów i córek. Relacja małżonków. Cóż za stres o tym mówić. Ale skoro obiecałem tematykę wychowania, a spełnienie tej obietnicy jest niemożliwe bez rozpoczęcia od spraw damsko-męskich, czas wreszcie zerwać ten plaster. Odkłamujmy wszystko, czego rewolucja uczy nas od kilkudziesięciu lat i róbmy to od razu z grubej rury.
Drodzy Panowie i drogie Panie. Proszę o spokojne i wyważone komentarze na temat kilku pytań, które za chwilę zadam. Proszę nie rzucać telefonem w ścianę, gdyż będzie to działanie przeciwskuteczne. Pytania brzmią: czy zgadzasz się moja Droga Czytelniczko i Mój Drogi Czytelniku, że kobieta została stworzona dla mężczyzny, a mężczyzna nie został stworzony dla kobiety? Czy zgadasz się z tym, że mężczyzna jest chlubą Boga, a kobieta jest chlubą mężczyzny? Czy zgadzasz się, że głową rodziny jest mężczyzna i że kobieta musi słuchać mężczyzny, a mężczyzna nie musi słuchać kobiety?
Z tego miejsca przypominam, że to tylko pytania, nie ma potrzeby krzyczeć na ekran. Nie było moim marzeniem poruszać tej tematyki, ale bez tego nie pójdę do przodu z tematem wychowania dzieci. Proszę o zrozumienie. I o wyważone komentarze...
Komentarze
"(...) i że kobieta musi słuchać mężczyzny, a mężczyzna nie musi słuchać kobiety?"
Z tym się akurat nie zgadzam. Uważam, że w zdrowej relacji obie strony słuchają się siebie nawzajem. Jeżeli, jest jakaś kwestia sporna, to obie strony powinny przedstawić argumenty i wspólnie zadecydować. A kiedy nie jest możliwe, aby obie strony się zgodziły w jakiejś kwestii to wtedy powinien zadecydować mężczyzna i ponieść wszelkie konsekwencje tejże decyzji. Ale też nie jest to zasadą, ponieważ zależne jest to od tego jakiej kwestii będzie dotyczył spór. W niektórych kwestiach ta druga osoba może mieć większe doświadczenie, więc nie da się jednoznacznie stwierdzić, kto powinien podejmować decyzję w małżeństwie.
W zdrowej relacji właśnie ta zasada powinna być niewzruszona
Moja odpowiedź na wszystkie pytania brzmi tak, oprócz ostatniego. Mężczyzna powinien również słuchać żony, ale nie w takim stopniu i nie we wszystkich sytuacjach jak kobieta swojego męża.
A kto zatem określi w jakim stopniu mąż ma słuchać żony? W 50 procentach czy w 80? A w jakich sytuacjach? Jakiekolwiek podważenie zasady powoduje wcześniej, czy później manowce
Przyznaję rację.
Zgadzam sie z autorem, kiedy panuje matriarchat to jest to rodzaj dysfunkcji w małżeństwie. Co w sytuacji , kiedy to mężczyzna jest niewierzący albo stracił wiarę? Jezeli chodzi o wychowanie dzieci w wierze to wtedy decyzyjność w tej kwestii musi przejąć matka . Są też sytuację odwrotne od tej opisanej, kiedy to mężczyzna nie chce podejmować decyzji , a nie taka , że kobieta chce być liderem w małżeństwie . Problem leży nie tylko po stronie współczesnej mentalności kobiet, ale jest również poważna zmiana w mentalności mężczyzn. Niestety, bez przyjęcia katolickiej nauki, to się nie zmieni.
Strasznie trudny temat. Nie dziwię się że ma Pan "traumę" przed mówieniem o tym :-)
Zgadzam się całkowicie. Zawsze myślałem że małżeństwo to relacja partnerska gdzie dwóch małżonków jest na równi - brak katolickiej nauki na novusie. Dzisiaj widzę że to jest dramat jak nie ma podziału władzy w rodzinie. Każde z małżonków ma na wszystko swoje zdanie.
Jeśli jest duża zgodność światopoglądową to może nawet uda się w takim małżeństwie "partnerskim" funkcjonować jako tako. Ale jeśli w wielu tematach nie ma zgodności, to zaczynają być przepychanki i kłótnie. No bo konflikt się bierze stąd że 2 osoby chcą rządzić. To jest ten sam problem co z demokracja. Jak wszyscy rządzą to nikt nie rządzi i nic nie idzie ustalić bo wszyscy się kłócą o swoje.
Dlatego logiczne jest że ktoś musi rządzić. A ta osoba jest mężczyzna. Nie tylko wynika to z objawienia Bożego w Nowym Testamencie, ale również z logiki - jeśli są 2 osoby i jedna z tych osób ma zmienne emocje,cykle i hormony i jest bardziej zmienna emocjonalnie to zrozumiałe jest żeby osobą która ma władzę była ta druga osoba która takich ograniczeń nie ma
Niestety takiego wzorca jednoznacznego podziału władzy w rodzinie już prawie nie widać. To jest istna rozwałka w małżeństwach które obserwuje. Mężczyzna pozbawiony odpowiedzialności za swoje decyzje. Bo te decyzje nie są do końca jego - tylko wspólne z Żoną. Zawsze można zwalić na nią. A ona może zwalić na męża.
Nie wiem jak dla Was ale dla mnie to jest jeden z FILAROW tej plagi rozwodów która obserwujemy od dziesięcioleci. Feministki dopięły swojego. Już nie ma patriarchatu. W najlepszym przypadku jest partnerski związek a w najgorszym... Kobieta zakłada spodnie i rządzi a facet sie podporządkowuje - co też coraz częściej obserwuje.
Ważny temat. Warty uwagi, ale myślę że taka samą uwagę trzeba poświęcić temu, mężczyzna ma dużo ważniejsze zadanie - kochać żonę tak jak Chrystus umiłował kościół. Co to oznacza? Chrystus dał się ukrzyżować przez Kościół i jeszcze mu z tego krzyża błogosławił. Więc jakby generalnie nie wiem jakie znaczenie ma to czy żoną słucha męża skoro to on i tak i tak musi ją kochać ślużyć jej itd?;)
Warty temat pogłębienia ale Jezus na początku był sługą, a następnie nazwał ich swoimi przyjaciółmi. Można zapytać teologa czy tak Pan Bóg widzi małżeństwo. W momencie kiedy biblia mówi że mąż ma kochać a żona szanować to kto w sumie wychodzi na to jakby żona była ważniejsza, ale ja nie mam takiej śmiałości żeby sobie wymyślać takie tezy:)
Tak zgadzam się.
Dobrze że moja żona nie widzi co napisałem.