MECHANIZM INTENCJI

  @wavey
11.05.2025

Dlaczego nie robimy tego, co wiemy, że powinniśmy? Czyli o intencji, pragnieniu i napiętej cięciwie


Od jakiegoś czasu pracuję nad autorską metodą, która ma pomóc ludziom wyrwać się z kompulsywnego korzystania z telefonu i internetu. Nie przez siłowanie się ze sobą, ale przez zrozumienie, odkłamanie pewnych mechanizmów i świadome działanie. Coś w stylu Allena Carra i jego metody pomagającej rzucić palenie papierosów. Efektem końcowym ma być konkretna terapia, a potem książka. Ale teksty, które będę publikował w zakładce SPOŁECZNOŚĆ, nie będą dotyczyć samej metody, tylko ogólnych tematów, które mogą się przydać każdemu, kto chce lepiej rozumieć siebie i działać bardziej świadomie.


Dziś temat bardzo życiowy:

Mechanizm intencji. Nuda i dlaczego tak często nie robimy tego, co wiemy, że powinniśmy?


Czym właściwie jest intencja?

Intencja to wewnętrzny kierunek działania. Nie chodzi jeszcze o samą decyzję ani emocję - tylko o to, że w głowie i sercu pojawia się pewien „wektor”, który mówi: tam warto iść. To może być bardzo proste („idę się napić wody”) albo bardzo głębokie („chcę wychować dziecko na świętego”). Intencje wynikają z naszych przekonań (prawdziwych lub fałszywych).

Intencja sama z siebie nie wykonuje działania - ale ustawia całą naszą uwagę w konkretną stronę.

I teraz najważniejsze: intencje też mają swoją jakość. Nie każda intencja jest dobra. Nie każda wypływa z dojrzałości.


Trzy poziomy intencji

Można powiedzieć, że są trzy główne źródła intencji – i warto je w sobie umieć rozpoznać.

  1. Intencje emocjonalne
    To te, które pochodzą prosto z pragnień. Chcę, bo czuję napięcie. Chcę ulgi, chcę bodźca, chcę przyjemności.
    Typowe dla dzieci, dla osób uzależnionych, dla ludzi działających odruchowo. Nie ma refleksji, nie ma rozeznania - jest tylko reakcja.
  2. Intencje fałszywe (racjonalizowane)
    To te, które powstają na bazie emocji, ale potem są ubierane w piękne słowa: „robię to, bo to moja misja”, „bo to dla dobra”.
    Brzmi to dojrzale, ale kiedy się temu przyjrzeć, często okazuje się, że cała ta intencja była tylko zasłoną dla ukrytych lęków, potrzeb czy emocji. Typowe dla ludzi owładniętych ideologią lub zmanipulowanych przekazem medialnym.
  3. Intencje wyższe (refleksyjne)
    To te, które wynikają z poznania prawdy, z wartości, z rozumu i z sumienia. Często nie są przyjemne, nie mają wielkiego ładunku emocjonalnego - ale są prawdziwe.
    To właśnie te intencje prowadzą nas do dobra - i to one zasługują na realizację, nawet jeśli nie mamy „ochoty”.


Pojawia się pragnienie – i dzieje się akcja

Zacznijmy od tego, jak działa człowiek w wersji „na autopilocie”. Pojawia się w nim pragnienie - i praktycznie od razu włącza się intencja, żeby to pragnienie zaspokoić.

Pragnienie wygody, przyjemności, ulgi, bezpieczeństwa, rozrywki, informacji…

To pragnienie niesie ze sobą bardzo mocny ładunek emocjonalny. Pojawia się napięcie. Dyskomfort. I ciało z umysłem chcą natychmiast ulgi. To właśnie to napięcie daje siłę – jesteś w stanie zerwać się z miejsca, sięgnąć po telefon, uruchomić aplikację, odpalić coś, co „zaspokoi” to napięcie.

Nie potrzebujesz motywacji. Pragnienie samo niesie cię jak fala.

To działa szybko, instynktownie, bez zastanowienia. Dlatego tak łatwo działać pod wpływem pragnień - i tak trudno działać pod wpływem samego rozumu.

A teraz inny scenariusz: masz dobre intencje, ale stoisz w miejscu.  Znasz to?

– Wiesz, że warto się pomodlić.

– Wiesz, że warto poczytać coś wartościowego.

– Wiesz, że powinieneś ogarnąć jakiś ważny temat.

Masz intencję. Jest kierunek. Ale nie ma siły. Bo nie ma napięcia.

I co wtedy? Nic. Człowiek siedzi i czeka, aż coś go poruszy.

Czasem czeka w nieskończoność.


Co może dać Ci siłę, kiedy nie masz pragnienia?

To ważne pytanie. Bo często mamy dobre intencje, ale nie idzie za tym żadna emocjonalna siła.

I wtedy pojawia się napięcie między „chcę” a „nie robię”.

Jednym ze źródeł siły, które można wtedy wykorzystać - jest nuda.

Nuda to stan napięcia bez konkretnego celu. To taki moment, w którym czujesz, że „musisz coś zrobić”, ale nie wiadomo co. I właśnie wtedy warto włożyć do tej cięciwy jakąś dobrą intencję.

Nadać jej kierunek.

Nie trzeba wtedy czekać na „pragnienie robienia dobra”. Można po prostu podjąć decyzję:

– Mam już napięcie (bo się nudzę),

– Mam też kierunek (bo wiem, że warto zrobić to czy tamto),

– No to strzelam.


Nuda to nie wróg – to źródło siły

W dzisiejszym świecie jesteśmy uczeni, że nuda to coś złego. Trzeba ją zabić. Uciec. Rozproszyć się. Miliony firm i aplikacji zarabiają fortuny na tym, żebyśmy nigdy nie byli sami ze sobą - nawet przez 30 sekund.

A tymczasem nuda objawia się naturalnym napięciem, poczuciem dyskomfortu, które organizm wytwarza, żeby zachęcić nas do zmiany stanu.

I to napięcie - jeśli nie zostanie rozproszone - można wykorzystać jako siłę napędową.

Pamiętaj, że intencja to tylko kierunek, ale sama w sobie nie ma siły napędowej. To napięcie wynikające ze stanu nudy ma w sobie tę siłę, ale brakuje mu kierunku.

Nie masz siły na modlitwę? Na rozmowę? Na działanie?

Może nie potrzebujesz więcej motywacji. Może wystarczy… pozwolić sobie na nudę.


Default Mode Network – czyli mózg pracuje, gdy Ty „nic nie robisz”

To nie teoria - to sprawdzone naukowo i na własnym doświadczeniu. Kiedy odpoczywasz od bodźców, nie scrollujesz, nie rozpraszasz się, nie reagujesz… Twój mózg wchodzi w tryb nazwany Default Mode Network (DMN) - tłum. „sieć w trybie domyślnym”.

To taki stan „ciszy operacyjnej”, w którym - paradoksalnie  dzieją się bardzo ciekawe rzeczy.


Wtedy właśnie pojawiają się pomysły, nagłe skojarzenia, rozwiązania problemów, które gdzieś w tle Cię męczyły.

To właśnie w tych momentach mamy często nasze małe i duże „eureki”.

Ale nie przyjdą, jeśli cały czas jesteśmy podpięci do kroplówki bodźców.

Mam w domu wannę, aby sprawdzić jak zachowa się moja głowa podczas nudy nie brałem na długie kąpiele nic, co dostarczało bodźców. Po prostu patrzyłem w ścianę i byłem w szoku jakie myśli wpadały mi do głowy po kilku minutach takiego stanu.


Ale czy bez napięcia da się działać?

Tak - ale będzie opór.

Będzie niechęć, rozproszenie, ciągłe „zaraz”.

Dlatego wiele działań, które mają wartość, trzeba robić „na sucho”.

Bez emocjonalnego wsparcia. Bez fali pragnienia.

I to też jest w porządku - bo każdy, kto choć raz modlił się mimo zniechęcenia, wie, że to często właśnie wtedy dzieją się najważniejsze rzeczy.

Ale kiedy już wiesz, jak działa ten mechanizm – możesz też uczyć się świadomie korzystać z napięcia. Nie tego, które cię ciągnie w złe strony, tylko tego, które pojawia się „bez celu” - i wtedy sam ten cel nadajesz.


To tylko liźnięcie tematu intencji, jednak myślę, że może okazać się pożyteczne.


Komentarze