Dlaczego nie robimy tego, co wiemy, że powinniśmy? Czyli o intencji, pragnieniu i napiętej cięciwie
Od jakiegoś czasu pracuję nad autorską metodą, która ma pomóc ludziom wyrwać się z kompulsywnego korzystania z telefonu i internetu. Nie przez siłowanie się ze sobą, ale przez zrozumienie, odkłamanie pewnych mechanizmów i świadome działanie. Coś w stylu Allena Carra i jego metody pomagającej rzucić palenie papierosów. Efektem końcowym ma być konkretna terapia, a potem książka. Ale teksty, które będę publikował w zakładce SPOŁECZNOŚĆ, nie będą dotyczyć samej metody, tylko ogólnych tematów, które mogą się przydać każdemu, kto chce lepiej rozumieć siebie i działać bardziej świadomie.
Dziś temat bardzo życiowy:
Mechanizm intencji. Nuda i dlaczego tak często nie robimy tego, co wiemy, że powinniśmy?
Czym właściwie jest intencja?
Intencja to wewnętrzny kierunek działania. Nie chodzi jeszcze o samą decyzję ani emocję - tylko o to, że w głowie i sercu pojawia się pewien „wektor”, który mówi: tam warto iść. To może być bardzo proste („idę się napić wody”) albo bardzo głębokie („chcę wychować dziecko na świętego”). Intencje wynikają z naszych przekonań (prawdziwych lub fałszywych).
Intencja sama z siebie nie wykonuje działania - ale ustawia całą naszą uwagę w konkretną stronę.
I teraz najważniejsze: intencje też mają swoją jakość. Nie każda intencja jest dobra. Nie każda wypływa z dojrzałości.
Trzy poziomy intencji
Można powiedzieć, że są trzy główne źródła intencji – i warto je w sobie umieć rozpoznać.
Pojawia się pragnienie – i dzieje się akcja
Zacznijmy od tego, jak działa człowiek w wersji „na autopilocie”. Pojawia się w nim pragnienie - i praktycznie od razu włącza się intencja, żeby to pragnienie zaspokoić.
Pragnienie wygody, przyjemności, ulgi, bezpieczeństwa, rozrywki, informacji…
To pragnienie niesie ze sobą bardzo mocny ładunek emocjonalny. Pojawia się napięcie. Dyskomfort. I ciało z umysłem chcą natychmiast ulgi. To właśnie to napięcie daje siłę – jesteś w stanie zerwać się z miejsca, sięgnąć po telefon, uruchomić aplikację, odpalić coś, co „zaspokoi” to napięcie.
Nie potrzebujesz motywacji. Pragnienie samo niesie cię jak fala.
To działa szybko, instynktownie, bez zastanowienia. Dlatego tak łatwo działać pod wpływem pragnień - i tak trudno działać pod wpływem samego rozumu.
A teraz inny scenariusz: masz dobre intencje, ale stoisz w miejscu. Znasz to?
– Wiesz, że warto się pomodlić.
– Wiesz, że warto poczytać coś wartościowego.
– Wiesz, że powinieneś ogarnąć jakiś ważny temat.
Masz intencję. Jest kierunek. Ale nie ma siły. Bo nie ma napięcia.
I co wtedy? Nic. Człowiek siedzi i czeka, aż coś go poruszy.
Czasem czeka w nieskończoność.
Co może dać Ci siłę, kiedy nie masz pragnienia?
To ważne pytanie. Bo często mamy dobre intencje, ale nie idzie za tym żadna emocjonalna siła.
I wtedy pojawia się napięcie między „chcę” a „nie robię”.
Jednym ze źródeł siły, które można wtedy wykorzystać - jest nuda.
Nuda to stan napięcia bez konkretnego celu. To taki moment, w którym czujesz, że „musisz coś zrobić”, ale nie wiadomo co. I właśnie wtedy warto włożyć do tej cięciwy jakąś dobrą intencję.
Nadać jej kierunek.
Nie trzeba wtedy czekać na „pragnienie robienia dobra”. Można po prostu podjąć decyzję:
– Mam już napięcie (bo się nudzę),
– Mam też kierunek (bo wiem, że warto zrobić to czy tamto),
– No to strzelam.
Nuda to nie wróg – to źródło siły
W dzisiejszym świecie jesteśmy uczeni, że nuda to coś złego. Trzeba ją zabić. Uciec. Rozproszyć się. Miliony firm i aplikacji zarabiają fortuny na tym, żebyśmy nigdy nie byli sami ze sobą - nawet przez 30 sekund.
A tymczasem nuda objawia się naturalnym napięciem, poczuciem dyskomfortu, które organizm wytwarza, żeby zachęcić nas do zmiany stanu.
I to napięcie - jeśli nie zostanie rozproszone - można wykorzystać jako siłę napędową.
Pamiętaj, że intencja to tylko kierunek, ale sama w sobie nie ma siły napędowej. To napięcie wynikające ze stanu nudy ma w sobie tę siłę, ale brakuje mu kierunku.
Nie masz siły na modlitwę? Na rozmowę? Na działanie?
Może nie potrzebujesz więcej motywacji. Może wystarczy… pozwolić sobie na nudę.
Default Mode Network – czyli mózg pracuje, gdy Ty „nic nie robisz”
To nie teoria - to sprawdzone naukowo i na własnym doświadczeniu. Kiedy odpoczywasz od bodźców, nie scrollujesz, nie rozpraszasz się, nie reagujesz… Twój mózg wchodzi w tryb nazwany Default Mode Network (DMN) - tłum. „sieć w trybie domyślnym”.
To taki stan „ciszy operacyjnej”, w którym - paradoksalnie dzieją się bardzo ciekawe rzeczy.
Wtedy właśnie pojawiają się pomysły, nagłe skojarzenia, rozwiązania problemów, które gdzieś w tle Cię męczyły.
To właśnie w tych momentach mamy często nasze małe i duże „eureki”.
Ale nie przyjdą, jeśli cały czas jesteśmy podpięci do kroplówki bodźców.
Mam w domu wannę, aby sprawdzić jak zachowa się moja głowa podczas nudy nie brałem na długie kąpiele nic, co dostarczało bodźców. Po prostu patrzyłem w ścianę i byłem w szoku jakie myśli wpadały mi do głowy po kilku minutach takiego stanu.
Ale czy bez napięcia da się działać?
Tak - ale będzie opór.
Będzie niechęć, rozproszenie, ciągłe „zaraz”.
Dlatego wiele działań, które mają wartość, trzeba robić „na sucho”.
Bez emocjonalnego wsparcia. Bez fali pragnienia.
I to też jest w porządku - bo każdy, kto choć raz modlił się mimo zniechęcenia, wie, że to często właśnie wtedy dzieją się najważniejsze rzeczy.
Ale kiedy już wiesz, jak działa ten mechanizm – możesz też uczyć się świadomie korzystać z napięcia. Nie tego, które cię ciągnie w złe strony, tylko tego, które pojawia się „bez celu” - i wtedy sam ten cel nadajesz.
To tylko liźnięcie tematu intencji, jednak myślę, że może okazać się pożyteczne.
Komentarze
Fenomenalny tekst! Bardzo praktyczny i zgodny z moimi obserwacjami. Prosze o wiecej.
Bardzo ciekawy tekst. Myślę, że może pomóc tym bardziej otwartym i świadomym ludziom.
Moje dzieci znają hasło: "Nuda jest kreatywna". Niestety na nastolatka w okresie buntu to już nie działa.
Osobiście nie znam słowa nuda :-) Zawsze coś jest do zrobienia. Zawsze brakuje godzin, mimo że telewizora nie oglądam i coraz częściej wyłączam WiFi na komórce. Ustawiłam sobie codzienny Różaniec jako priorytet. Mogę nie dokończyć sprzątania, ale Różaniec odmówić muszę. Oczywiście nie jest to wynikiem mojego silnego charakteru, tylko ewidentnie działanie Boga. Gdy nie chce mi się czegoś zrobić, bardzo często odmawiam krótką modlitwę do Ducha Św., albo akt strzelisty do Jezusa Chrystusa lub Matki Bożej. Zdarza mi się też wykonać jakąś nudną czynność, mimo tego, że tak mi się nie chce tego zrobić, że aż mnie boli wewnątrz i wtedy ofiarowuje swój trud Panu Bogu. Ostatnio nawet zrobiłam z tego wyzwanie ;-)
Trzeba pamiętać, że w oczach Boga działanie mimo wielkiego oporu jest nad wyraz cenne, bo jest prawdziwym zapieraniem się siebie.
Takie opory jednak będą przychodzić na nas same, nie trzeba ich szukać na siłę. Pan Bóg dał nam głód abyśmy chcieli jeść, dał nam mechanizm nudy abyśmy mogli się motywować i wychodzić „poza siebie”. Szatan to wie dlatego świat tak bardzo chce, abyśmy nie umieli się nudzić, abyśmy wierzyli, że nuda jest straszna zła i że jak jesteśmy w tym stanie to będziemy czuć sie nieszczęśliwi.
To przez takie pranie mózgu właśnie młodzież tak ciężko przekonać do tego, ale zobaczmy na małe dzieci, takie 1-2 lata. Jeśli nie zakłócimy ich rozwoju bajkami czy innymi dopaminowymi źródłami, to one potrafią bardzo sprawnie wykorzystywać mechanizm nudy aby zrobić coś dla swojego rozwoju, przez co cały czas jakby automatycznie się rozwijają :)
Intecja, kierunek, cel, czy dobrze rozumiem?
A nuda jest po to, by pojawiła się właściwa intencja, kierunek, cel?
To w takim razie natłok kiepskich intencji jest problemem?
W największym skrócie:
1. Intencja to jakby motyw naszych działań.
2. Dzielimy intencje na dwa główne typy:
- intencja „impulsowa”, wynikająca z chęci natychmiastowego zaspokojenia jakiegoś pragnienia czy potrzeby. Takie intencje działań mogą mieć nawet zwierzęta (czuję głód - poluję bo chcę go zaspokoić)
- intencje wyższe, wynikające z systemu wartości, doświadczeń, poznania dobra i zła itp. Takie intencje może miec tylko istota używająca rozumu.
Te pierwsze cechuje to, że mają w sobie bardzo duży ładunek emocjonalno - „napięciowy”, dlatego nie wymagają specjalnej motywacji. Ten ładunek siły zawarty w impulsie często wystarcza aby coś zrobić.
Intencje wyższe, przez to że wynikają z rozumu a nie z impulsu emocjonalnego, nie mają w sobie tego „ładunku”, w którym zawarta jest siła. Dlatego często możemy czuć opór przed np. przeczytaniem jakiejś pożytecznej duchowej lektury mimo, że mamy intencje stawania się lepszymi katolikami.
Nuda natomiast jest zjawiskiem, które pozwala generować ten ładunek, tę siłę, ale jest ona bez kierunku, dlatego mając tę świadomość można to wykorzystać na swoją korzyść.
Zalecam każdemu oswoić się z nudą. Przekonać się na własnej skórze, że brak bodźców, jakichkolwiek - nie tylko tych złych - wcale nie jest taki straszny, pozwólmy sobie na ten dyskomfort, ze świadomością, że to on „napina łuk naszej wewnętrznej siły aby coś zrobić”. Przekonajmy się, że nie trzeba odrazu zabijać tego stanu.
Świat tresuje nas aby unikać nudy, bo wie, że wtedy ludzie nie będą mieli paliwa, aby robić rzeczy wyższe, zostanie tylko to co emocjonalne, tylko impulsywne, zwierzęce intencje. Dlatego w długim terminie nasz świat wygląda jak wygląda. To iście szatańska taktyka.
Wracając do intencji często mamy sytuacje gdzie musimy wartościować bo są w nas dwie sprzeczne intencje. Np. Muszę zwrócić uwagę przyjacielowi gdy czyni źle bo moją intencją jest jego dobro, ale z drugiej strony nie chcę mu zwracać uwagi bo moją intencją jest unikanie dyskomfortu, który będę czuć zwracając mu uwagę.
Kiedy umiemy to wartościować i stawiać intencje wyższe ponad te wynikające z impulsu, to właśnie jest oznaka mądrości i dojrzałości.
W tym wszystkim ogromną rolę odgrywa sens, to on „racjonalizuje” intencje - zgodnie z prawdą lub fałszywie. Umacnia też intencje wyższe w czasie emocjonalnej pokusy.
Mam nadzieję, że teraz jest trochę bardziej zrozumiale dla pana :)
Powiem szczerze, że nie.
Jest Pan na bardzo wysokim poziomie abstrakcji. No ale czekam na kolejne wykłady może mi się coś rozjaśni.
I jeszcze odpowiadając na pytanie. Nie ma czegoś takiego jak kiepska intencja. Motyw działania po prostu jest. Człowiek w swoich najgłębszych pragnieniach chce dążyć do szczęścia (zaleznie od tego jak je rozumie), unikać nieszczęścia oraz aby czuć się bezpiecznie. Każda intencja koniec końców zawiera w sobie mieszankę tych 3 pragnień, ale problem w tym jak dany osobnik je rozumie. Np wyborca Trzaskowskiego może szczerze wierzyć, że jak Nawrocki zostanie prezydentem to on będzie nieszczęśliwy i nie będzie czuć sie bezpiecznie (przez nagonkę w TVN), dlatego jego działania będą skoncentrowane na tym, aby Nawrocki nie wygrał i każde działanie w tym temacie będzie miało taki motyw.
Kiepskie mogą być nasze działania i konsekwencje które z nich wynikają, jednak same motywy albo wynikają z emocji, albo z głębokich przekonań i są raczej ich skutkiem a nie przyczyną.
Tak więc upraszczając, możemy miec kiepskie przekonania z których wynikają jakieś intencje prowadzące do zła, a nie kiepskie intencje same w sobie.
Ciekawy tekst, wydaje mi się, że dobrze ujmuje zajwisko. To powinno byc pomocne. Mam jednak problem z "nudą", to znaczy, praktycznie jej nie doświadczam. Oczywiście nie dlatego, że zajmują mnie rzeczy glównie wartosciowe, ale też dlatego, że za rzadko się zastanawiam nad ich wartoscią (przyczyną, celem, ważnością).
Dlatego dla mnie nauka z powyzszego tekstu, to przede wszystkim analiza swoich intencji i działań z nich wynikających, a w konsekwencji może jakieś bardziej aktywne nimi zarządzanie.
Nie do końca zrozumiałem pana problem ale jeśli chodzi o nudę to w tym artykule zostało to tylko dotknięte. Należałby się jej osobny wpis.
Tak jak pan Bóg dał nam mechanizm głodu abyśmy chcieli jeść, mechanizm popędu, abyśmy chcieli zakładać rodziny, tak dał nam w jakimś celu mechanizm „wpadania w nudę”.
Nie ma osoby, która nie miałaby tego mechanizmu, ale jest wiele osób które nie doświadczają go przez większość życia bo ciągle muszą coś robić lub wystawiać się na bodźce.
Skoro pan Bóg w swojej mądrości nie mógł się pomylić, omyłkowo dając nam taki defekt jak poczucie nudy, to znaczy, że ten mechanizm jest do czegoś potrzebny, ma jakąś swoją rolę.
I tak, gdyby nie było nudy, człowiek mógłby osiągać pewien poziom stagnacji, to znaczy dojść do takiego momentu w życiu, że nie musiałby już nic robić, jednak ten mechanizm pojawiającego się dyskomfortu im dłużej nic się nie dzieje jest właśnie po to abyśmy nie stali w miejscu, aby iść do przodu.
Szatan jednak wypaczył to i przez wszystkie te zabijacze nudy sprawił, że iluzorycznie mamy wrażenie że coś robimy, że idziemy do przodu, ale w praktyce nie robimy nic co miałoby znaczenie, Kolejny serial, kolejny mecz, kolejna gierka. Film itd… W praktyce stoimy.
No i teraz do meritum. Skoro nuda daje nam emocjonalnej siły, aby coś zmienić, a dobre intencje wyższe tej siły same w sobie nie mają - bo wynikają z refleksji, z systemu wartości a nie z emocji, to właśnie tutaj doszukiwałbym się źródła codziennej motywacji do wychodzenia ponad siebie.
Człowiek nigdy sam z siebie nie wyjdzie ze strefy komfortu - tak działa rzeczywistość. Musi go coś do tego zmusić, musi coś dać siłę aby pokonać opór wygody. Albo będzie to ciężka, trudna sytuacja życiowa - ale te zdążają się losowo, albo właśnie umiejętność wykorzystania tego „generatora siły do zmiany” jakim jest nuda.
Aby zacząć to robić, trzeba przede wszystkim zmienić swoje przekonanie odnośnie nudy. Jeśli wierzymy, że nuda jest czymś negatywnym, że trzeba ją szybko zabić, że trzeba jej unikać to zamkniemy sobie drogę do nauki akceptacji tego, że ona jest i się pojawia, oraz do ewentualnej nauki tolerowania tego stanu.
Kiedy już oswoimy się z nudą, można zacząć powoli wykorzystywać jej moc. Człowiek czekający na natchnienie aby zrobić coś dobrego, ważnego to człowiek niestały, natomiast ktoś, kto umie motywować się w codzienności potrafi naprawdę wiele zdziałać. Wykorzystanie nudy jako narzędzia może w tym bardzo pomóc :)
Dodam jeszcze, że nuda jest bramą do stanu, który nazwałbym pustką emocjonalną. To właśnie tego stanu obawia się tak wiele osób, bo to właśnie w tym stanie można zastanowić się prawdziwie nad sensem życia, nad prawdą o sobie i tak naprawdę to w tym stanie możemy prawdziwie kontemplować. Pustka emocjonalna jest jednak podświadomie bardzo przerażająca dla ludzi, unikają jej jak ognia. Umartwianie się w naszej wierze ma miedzy innymi prowadzić człowieka do tego, aby był zdolny do NIE UCIEKANIA od pustki emocjonalnej.
Zrozumiałem, że "nuda" jest w tym podejściu swego rodzaju "potencjałem" albo jakąś jego częścią, dzieki któremu, jest mozliwość przemyslenia: kierunków działań, potrzeb, itp. Jesli się nie mylę, to bez "nudy" jesteśmy trochę jak bez paliwa, w sensie generowania refleksji.
.. ale mozliwe też, że nipoprawnie to rozumiem
Nuda jest całym mechanizmem, z którego można czerpać pewien potencjał motywacyjny - siłę, która pozwala nam działać wedle tych intencji, które same w sobie takiego potencjału nie mają.
Bez nudy mogłoby nam być ciężko znajdować motywację do robienia rzeczy nie dających odrazu dużego impulsu emocjonalnego.
Siła do działania jest w zawarta w emocjach, napięciu a nie w rozumie i refleksji.
Tak więc bez nudy, tracimy bardzo silny motywator do działania.
Jasne, tak zrozumiałem, dzięki
Super, że Pan próbuje znaleźć odpowiedź na to jak działa człowiek. Jeśli jest Pan zainteresowany tematem mogę podesłać bardzo ciekawe książki.
W skrócie i w dużym uproszczeniu mogę Panu powiedzieć, że każdy człowiek jest systemem samodzielnym, czyli sam pobiera energię i informacje ze środowiska oraz tę energię i informacje przetwarza, a następnie pardonez le mot wydala do otoczenia.
Ze względu na taki kształt człowieka ma on swoje:
a) parametry sztywne (oznacza to, że zmieniają się ale bardzo wolno i są nam „dane z góry”):
- intelekt, (inteligencja - jak szybko pobieramy informacje, pojętność jak szybko zapamiętujemy, talent – jakiego rodzaju informacje najłatwiej przetwarzamy. Są to cechy rozłączne tzn. można mieć inteligencję, ale nie mieć pojętności i talentu)
- dynamizm charakteru (dzieci mają nadwyżkę energetyczną, starcy mają za mało energii),
- szerokość charakteru (tolerancja - określa na jakie bodźce reagujemy naturalnie, podatność – określa bodźce, na które reagujemy „po obróbce”)
b) parametr elastyczny (szybko zmienny w czasie, nie jest wrodzony, ale jest najważniejszy):
- motywacja – homeostat systemu wybiera takie decyzje, które są korzystne dla nas. Dzięki motywacji możemy działać we własnym interesie.
Jeśli mamy samoświadomość tego jak działamy, łatwiej możemy spróbować sami się przeprogramować, uzgodnić nasz program działania z Metasystemem, czyli z panem Bogiem i pójść do nieba. Reasumując idziemy do nieba kiedy mamy odpowiednio poukładane w głowie, czego Panu i sobie życzę.
Z Panem Bogiem
Dziękuję za odpowiedz jednak pozwolę sobie na wstępie skorygować pana w jednej sprawie. Rozumiem skrót myślowy, ale do Nieba idziemy przede wszystkim jeśli jesteśmy w stanie łaski uświęcającej lub w momencie śmierci dostąpiliśmy łaski żalu doskonałego.
To oznacza, że człowiek może całe życie mieć niepoukładane w głowie, ale na koniec, dzięki specjalnej Bożej łasce może pójść do Nieba.
Jeśli chodzi o pana pierwszą część tekstu, co nieco zrozumiałem, ale bez zagłębienia w każdy podpunkt ciężko mi operować na tym poziomie abstrakcji „z bomby”.
Wiem jednak jedno, badanie mechanizmów naszej psychiki, co rusz wprawia mnie w zdumienie, jak Pan Bóg mądrze to wszystko obmyślił. Człowiek to jest niesamowite arcydzieło, a badając naszą psychikę i jej defekty uczciwie, spójnie i logicznie zawsze można będzie dostrzec w tym pełną zgodność z Nauką Katolicką, co tylko jeszcze bardziej potwierdza jej prawdziwość :)
Oczywiście jest to skrót myślowy. Pisałem nie od strony teologicznej, ale powiedzmy praktycznej.
Zdecydowanie, im więcej wiemy o człowieku, tym bardziej niesamowite wydaje się być jego działanie. I do tego jest to działanie zgodne z Magisterium Kościoła.
Kościół Katolicki był zawsze na naukowym topie. Jak ktoś zaadaptuje teorie, o których wspominam na potrzeby nauki katolickiej, to będzie to coś niesamowitego :-) Ja niestety nie jestem taki mądry :-(