Dlaczego tak trudno jest nakłonić osobę o woke'istowskim światopoglądzie lewicowym do zmiany poglądów? Wydaje mi się, że jedną z poważnych przeszkód jest pewien holizm tych poglądów. Z łatwością można zauważyć, że istnieją połączenia pomiędzy na pozór odrębnymi ideologiami. Poza nielicznymi wyjątkami, osoba "tolerancyjna" jest też feministką lub feministą, w temacie aborcji jest pro-choice, wierzy w ochronę praw zwierząt, in-vitro postrzega jako dobrodziejstwo oraz oczywiście jest "świadoma" zmian klimatycznych. Jest nieufna wobec tez o jednej prawdzie, jak również wobec słów takich jak "nacjonalizm" czy "katolicyzm" (brrr). A zatem łączy się to w jeden, holistyczny światopogląd.
Katolicy, czy też szerzej osoby o poglądach przeciwnych wobec woke'izmu, często dziwią się jak niełatwo rozmawia się z tzw. lewakami. Przecież gdzie nie dotkniesz ich światopoglądu, tam szybko ujawniają się nieścisłości, niekonsekwencje, brak logiki. A jednak przekonać taką osobę do zmiany myślenia jest wyjątkowo trudne. Dlaczego? Moim zdaniem ma to związek z czymś co łączy osoby o takich poglądach, a o czym dość rzadko się wspomina. Jest to zaufanie do instytucji. Każdy z nas musi w coś wierzyć, musi mieć poczucie pewnego porządku, bezpieczeństwa związanego z zaufaniem w ten porządek. Podczas gdy katolicy wierzą w Boga i we wszystko co objawił, nie jest dla nich końcem świata przyjąć na przykład, że instytucje kłamią i działają na ich szkodę. To przykre, ale to nie chwieje poczuciem fundamentalnego porządku.
Wczujmy się na chwilę w sytuację osoby o poglądach progresywnych. Kościół dla niej jest instytucją dawno już obnażoną jako ściema. Obnażoną przez Hollywood i Netflixa. Ale co w miejsce Kościoła? No na szczęście są przecież instytucje, a w niej sensowni ludzie reprezentujący interesy nas wszystkich. Jest Światowa Organizacja Zdrowia, są naukowcy, jest Organizacja Narodów Zjednoczonych, jest Unia Europejska, są uniwersytety... Pomyślmy czym dla takiej osoby byłoby uświadomienie sobie, że instytucje te w ogóle nie są tym, czym się prezentują, że dawno już ktoś przejął nad nimi kontrolę i wykorzystuje je dla własnych, sprzecznych z tymi naszego kolegi progresisty, interesów. Wyobrażam sobie, że byłoby to zachwianie całym światem takiej osoby, a pamiętajmy, że nie może oprzeć stopy na prawdzie objawionej przez Boga.
Dlatego też zupełnie szczerze mówię, że mam wiele zrozumienia dla sytuacji każdego zaniepokojonego klimatem, tolerancyjnego Europejczyka z uśmiechniętej Polski. Nie kpię. Stąd też warto zrozumieć, że bez Bożej łaski dotarcie do takie osoby jest niemożliwe. A przy okazji uświadomić sobie jaki to dar, że jest się wierzącym.
Komentarze
Jako katolik też mam wielki problem ze słowem nacjonalizm
Masz problem nie ze słowem, ale z tym, jak świat je zniekształcił. Nacjonalizm, jeśli oznacza umiłowanie ojczyzny podporządkowanej Chrystusowi Królowi – jest dobry. Ale nacjonalizm, który stawia naród ponad Boga – jest bałwochwalstwem. Katolik powinien rozróżniać.
Tak naprawdę to mam problem z nacjonalistami. Jeszcze nie spotkałem takiego co by naprawdę cenił Prawo Boże, czyli umiał ustawić odpowiednio hierarchię.
Natomiast teorie rasowe często słyszę od rzekomych bądź prawdziwych nacjonalistów.
Druga sprawa, to właśnie nacjonalizm byl narzędziem masońskim służącym do obalenia resztek monarchii katolickich w Europie.
To wszystko składa się na to, iż właśnie jako katolik mam problem z nacjonalizmem.
"Tylko nikczemne i złośliwe indywidua lub absolutni głupcy mogą porównywać nacjonalizm polski z charakterystycznym nacjonalizmem niemieckim lub czarnosecinnym rosyjskim. Nacjonalizm polski nie tuczył się nigdy cudzą krwią i łzami, nie smagał dzieci w szkołach, nie stawiał pomników katom. Zrodził się z bólu, największej tragedii dziejowej. Przelewał krew na rodzinych i na wszystkich innych polach bitew, gdzie tylko chodziło o wolność."
"Sławić wszystko co polskie, kochać swój naród, czcić jego przeszłość i wierzyć w jego przyszłość. Należy miłować ojczyznę nade wszystko i należy myśleć przede wszystkim o jej szczęściu. Ale jednocześnie pierwszym obowiązkiem prawdziwego patrioty jest czuwać nad tym, by idea jego Ojczyzny nie tylko nie stanęła w przeciwieństwie do szczęścia ludzkości, lecz by się stała jedną z jego podstaw. Tylko w tych warunkach istnienie i rozwój Ojczyzny staną się sprawą, na której całej ludzkości zależy. Innymi słowy, hasłem wszystkich patriotów powinno być: przez Ojczyznę do ludzkości, nie zaś: dla Ojczyzny przeciw ludzkości."
Henryk Sienkiewicz