Warto wiedzieć, że ten ksiądz był ekskomunikowany a po bardzo krótkim czasie ekskomunika została zdjęta przez abp Rysia. https://archwwa.pl/wiadomosci/ks-michal-misiak-ktory-zaciagnal-ekskomunike-powrocil-do-kaplanstwa-nie-ma-zadnych-kar-koscielnych/
Po prostu tragedia. Radosna wizja powszechnego zbawienia w wydaniu tegoż kapłana. I w ten sposób Kościół Katolicki gnije od środka.
Nie wiem co boli bardziej od patrzenia - oczy czy dusza...
Szkoda, że nie u nas ...
Świetny tekst, bardzo pomocny. O wiele łatwiej byłoby nam przekonywać osoby będące za aborcją - gdyby, tak jak ten bot, kierowały się zasadami logiki, a nie widzimisiami, emocjami i z góry ustalonymi założeniami. W innym przypadku logiczne argumenty odbijają się jak od ceglanej ściany - w co jeszcze wchodzi ludzka pycha, nie pozwalająca przyznać się do błędu oraz w dalszej kolejności do zmiany podejścia do tematu.
Zapomnieli jeszcze zmienić słowa "germanił" na "krzyżaczył". Ale może w następnym wydaniu poprawią ten kardynalny błąd. ;)
W mediach pojawiają się informacje, że ksiądz zmarł.
Do zobaczenia na Marszu! ;)
In saecula saeculorum! Nie jestem prawnikiem, więc nie mam zielonego pojęcia czy jest jakiś sposób na obejście tego problemu. Może to co napiszę to sposób nieco infantylny, ale warto spróbować zadziałać w taki sposób, żeby odwrócić proporcje i wolę. Zrobić tak, żeby to ta osoba nie chciała skorzystać z Pani usług. Oczywiście na sposób katolicki - bez kłamstw i półprawd. Kreatywność jak najbardziej wskazana. ;)
W przyrzeczeniach ślubnych powtarzamy za księdzem: "Dopóki śmierć nas nie rozłączy". Myślę, że rozdzielenie płci, czyli właśnie to żeby małżonkowie nie siedzieli razem ma wymusić na człowieku odczucie odosobnienia od realiów życia doczesnego i zwrócenia uwagi na to, że przez śmierć będziemy przechodzić jedynie z własnym bagażem cnót, wad, doświadczeń i myśli - na sądzie nie będziemy stać za rękę z żoną lub mężem. Jest to także pewnego rodzaju ukierunkowanie poszczególnego człowieka na Pana Boga i chwilowe oderwanie go w sferze sacrum, jaką jest uczestniczenie w Najświętszej Ofierze Mszy Świętej, od każdego przywiązania ziemskiego - nawet od własnej rodziny - i skierowanie myśli jedynie na Stwórcę.
Jest to bardzo dobry pomysł. Od siebie dołożę jeszcze taką myśl, aby wprowadzić trzeci filtr sortowania wpisów - według ostatniej aktywności. Czyli jak ktokolwiek skomentuje którykolwiek post to, żeby taka "sprawka" lądowała na pierwszym miejscu. Myślę, że byłoby to duże ułatwienie odnośnie śledzenia interesujących sprawek, które zostały już przysłonięte nowymi.
Przebiegłość diabelska znacznie przewyższa nasze ludzkie pojmowanie. Szatan jakby działał w prosty sposób – czyli w kontrze do naszej woli, byłoby nam o wiele łatwiej się mu sprzeciwić. Znacznie bardziej efektywnym kursem jego poczynań jest doprowadzenie do tego, żebyśmy sami myśleli, że chcemy tego, co w rzeczywistości jest nam przez niego narzucone (Tak jak dobry sprzedawca, który najpierw musi u przyszłego odbiorcy swojego produktu wywołać określoną potrzebę, która popchnie go do zakupu). Analogicznie ma się to do kwestii wiary. W momencie jak człowiek stara się przylgnąć do Tradycji, diabeł zaczyna wykorzystywać to w identyczny sposób. Zamiast próbować odciągnąć człowieka od wiary (co byłoby znacznie trudniejsze) zaczyna za to brnąć w drugim kierunku. Wykorzystuje niejako siłę kinetyczną człowieka tak żeby nasz wyprowadzony cios przeciwko niemu, wykorzystać realnie przeciwko nam samym. Nie mówi człowiekowi „nie”, zaś „tak, ale”, niejako utwierdzając nas w tym co sądzimy, wprowadzając w to jednakże nutę zamętu i niepewności, zaskarbiając sobie jednocześnie zaufanie człowieka. Tak samo jak niegdyś w raju wąż nie zaprzeczył otwarcie zakazowi Boga, ale natomiast pierwszym swoim zdaniem wprowadził zamęt i pokazał pewną dozę niby zrozumienia, by po chwili zaoferować człowiekowi wizję lepszego życia – niejako wywołując potrzebę posiadania produktu, który zaraz będzie chciał sprzedać. „Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu? 2 Niewiasta odpowiedziała wężowi: «Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, 3 tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli». 4 Wtedy rzekł wąż do niewiasty: «Na pewno nie umrzecie! 5 Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło”. Na katolików tradycji zazwyczaj nie zadziała już pokusa powrotu do modernizmu czy innych herezji. Na nas rozstawione są zupełnie inne sidła. Sidła negowania coraz to większej ilości rzeczy, i ze spraw słusznych – wyprowadzania nonsensów i zgubnych dla naszej wiary i zbawienia idei. I dlatego też skoro jako katolicy wiemy, że zmiany posoborowe były złe, diabeł nie będzie tego negował ale da nam inną pokusę. Taką, żebyśmy zaczęli podważać coraz większą ilość rzeczy - żebyśmy próbowali dotrzeć coraz głębiej do niby rzeczywistych korzeni modernizmu – np. negując prymat papieża, jednego lub też kilku, szukając coraz to starszej i starszej liturgii. Próbując zgłębić niezgłębione tajemnice, takie jak rzekoma podmiana Siostry Łucji, budowa Świątyni Jerozolimskiej – aż skończymy w pewnym momencie u sedewakantystów, którzy nie uznają papieży od Jana XXIII oraz realnie są poza Kościołem Katolickim. Mamy nieskazitelną naukę Kościoła głoszoną w FSSPX? No to zły na to odpowiada: „idź dalej, brnij w to, Bractwo też już jest pewnie zsekularyzowane”. Dlatego właśnie z całą stanowczością odradzam kanały takie jak przytoczony powyżej w linku, gdyż nie prowadzą one realnie do tego, czym powinniśmy się zająć – a tworzą za to opieranie się nieustannie na sensacji, która jak najbardziej może być niekiedy ciekawa szczególnie dla Katolików. Argumenty zawarte w tego rodzaju materiałach mogą być niejednokrotnie bardzo logiczne. Jednakże nie wszystko co logiczne, zawsze musi być prawdziwe. W ten sposób człowiek dla narzuconego produktu samorealizacji – (dla nas katolików samorealizacji na płaszczyźnie rzekomej wiary – zgłębiania wszystkiego, od III świątyni po antychrysta) opuszcza się w pielęgnowaniu cnót, pracy nad wadami, głębszej modlitwie, obowiązkach stanu.
Bardzo inspirująca i ciekawa rozprawka :)
Proszę próbować po mału do przodu. Tak jak Pani sama napisała - własnym dobrym przykładem. Myślę natomiast, że dobrym "przyśpieszaczem" w dojściu do tradycji przez Pani męża, byłoby zwrócenie jego uwagi na wymiar najważniejszy - czyli tego w jaki sposób traktowana jest często Komunia Święta na NOMie, i próba wywołania u męża wewnętrznego pytania, czy aby na pewno w ten sposób powinno być traktowane Ciało Pańskie, jeżeli rzeczywiście wierzymy że realnie przyjmujemy Tego Który Jest? Pan Nasz Jezus Chrystus jest Królem Królów i Panem Panów, jak wiec można tak go nie szanować, jeżeli przed byle królem - władcą świeckim zawsze należało uklęknąć i oddać mu należną cześć. Czy postawa stojąca jest godna Króla? Czy dotykanie Ciała Pańskiego ręką jest odpowiednie? Co się dzieje z cząstkami Ciała, które lądują na dłoniach - przecież spadają na podłogę a następnie je depczemy. Przecież Kościół Święty naucza że w każdej choćby najmniejszej cząstce Komunikantu znajduje się cała pełnia Jezusa Chrystusa, łącznie z całym Bóstwem. Po co jest w końcu patena i puryfikaterz - jeżeli cząstki które miały być za pomocą tych liturgicznych paramentów wyłapane, teraz mogą się walać po naszym dłoniach i ubraniach. Czy jakakolwiek próba rozumowej akceptacji Komunii na rękę, nie prowadzi przypadkiem do konieczności zminimalizowania Bożej Obecności w przyjmowanym kawałku chlebka? Jeżeli mąż natomiast przyjmuje w sposób godny to na Pani miejscu spróbowałbym go uświadomić że na 99% depcze Komunię, która opada tam bezwiednie z rąk innych ludzi.
Sądząc po samym zdjęciu - nie.
https://www.youtube.com/watch?v=MfRTP2S7zgY - Poprawny link Zachęcam do dyskusji :)
https://oko.press/sobor-watykanski-ii drugi link działający
Mnie także. Zagłosuję na BB.
Myślę, że akurat w tym przypadku nie ma aż tak dużego zagrożenia jak w przypadku sakramentu Eucharystii. Jak jesteśmy już dobrze uformowani i pewni tego w co wierzymy, to uważam nawet, że jeżeli trafimy na jakiegoś modernistycznego kapłana w konfesjonale (a tacy zdarzają się stosunkowo rzadko - zazwyczaj są to zwykli księża parafialni, którzy jedynie wysłuchają spowiedzi i powiedzą 2 zdania pouczenia) to poniekąd możemy przysłużyć się czemuś dobremu, niejako przypominając o grzechach, które dzisiaj za grzechy często już uznawane nie są (dobry przykład wiernego, może działać również na księdza). Pamiętajmy, że celem Bractwa jest przechowanie Katolicyzmu w prawdziwym wydaniu - ale przede wszystkim, przekazanie tego do kościołów parafialnych - jako całości. Nawet na nagrobku arcybiskupa Marcela Lefebvre'a znajduje się napis: „Tradidi quod et accepi”, nawiązujące do słów św. Pawła Apostoła: „otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem” (1 Kor 11, 23). Ostatecznym celem FSSPX jest doprowadzenie do tego, żeby prawidłowo rozumianą wiarę i Tradycję, którą utrzymało - w ostatecznym rozrachunku przenieść na nowo do Kościoła ogólnego.
Myślę, że jakimś pomysłem byłoby pokazywać Pani tacie kazania księży tradycyjnych - w kontekście takim, iż są one bardzo rzeczowe, i mocno dotykające spraw, o których na nowej mszy możemy pomarzyć (np tematy dotyczące piekła, czyśćca). Mężczyźni lubią konkrety, więc może to po pewnym czasie przekonałoby Pani tatę do częstszego wsłuchiwania się w owe kazania, a w dalszej kolejności może i w mszę w rycie tradycyjnym. Starszych drzew się nie przesadza, ale zawsze najlepszym przykładem dla innych jest własny przykład, ale nic na siłę. Przede wszystkim najgorsze co możemy zrobić to zachowywać się jak neofici, którzy właśnie odkryli prawdę objawioną. Wtedy inni patrzą na nas jak na jehowych co próbują wszystkim wcisnąć swoje dziwne racje. I jest to często normalne, gdyż dochodzi do nas, jak wielu ludzi jest zwiedzionych w obecnych czasach i próbujemy ich jak najszybciej uświadomić o tym co sami w łasce wiary dostaliśmy. Wiem niestety z autopsji, że zbyt wiele to nie wskóra. Jedyne co możemy w ten sposób zrobić to zrazić innych. Najlepiej robić to z pewnym umiarem i bardzo powoli, gdyż ludzki umysł od zbyt dużej dawki informacji sprzecznych z dotychczasowo wyznawanymi ideami może przejść w tryb obronny i zacząć podświadomie negować wszystko, łącznie z tym co ma sens i na chłodno jeszcze by się przyjęło.
Myślę, że warto to odpowiednio wyważyć. Z jednej strony z mniejszymi dziećmi warto postępować z nakazem (nie bo nie - bo rodzic tak chce), ale niestety im większe dziecko, tym częściej musimy się mierzyć z dobrą argumentacją - dla lepszej skuteczności (jednocześnie rozwijamy intelekt potomka). Rzeczywiście może się okazać, że po jakimś czasie praktyki religijne będą kojarzyć się pańskiej córce z przymusem i poszkodowaniem na tle rówieśników. Być może warto dziecku tłumaczyć na zasadzie nie tylko dlaczego to co chce tata jest dobre, ale także dlaczego to co chcą rówieśnicy jest często złe i jakie to będzie miało konsekwencje. Zazwyczaj dziewczynki lgną bardziej do ojców. Może to co piszę to banały, ale myślę, że dobrze byłoby, żeby budować w jej oczach niepodważalny autorytet ojca - jednocześnie stanowczego, ale opiekuńczego i wyrozumiałego. Pan wie, że to co nakazuje jest dla córki dobre, ale na razie ona jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy. Może więc zachęcić ją do pójścia jakąś małą drobną zachętą/nagrodą. Na tyle małą, żeby nie okazało się, że dziecko pójdzie na różaniec jedynie dla nagrody; jednakże na tyle dużą, żeby jednak zachęcić. (W taki sposób, żeby czy to modlitwę czy jakieś praktyki kojarzyły się z czymś pozytywnym. Nie chciałbym tutaj mędrkować, ale jeszcze zauważyłem taką zależność, że największym sprzymierzeńcem w nauce dzieci jakichś czynności, jest własna konsekwencja rodziców, co do tego, czego wymagają od dzieci. Czyli jak dziecko zobaczy, że sami sporadycznie nie robimy czegoś, co sami wymagamy to będzie miało to znaczny wpływ na posłuch nakazów i zakazów. Tyle ode mnie. Może niech wypowie się ktoś bieglejszy i bardziej zorientowany ode mnie w temacie :)
https://wolnelektury.pl/media/book/pdf/pan-tadeusz.pdf 139 strona
Przed chwilą także obejrzałem przytoczony materiał i mam równie pozytywne wrażenia na jego temat. Miodem na uszy jest słyszeć głos rozsądku w Kościele - szczególnie w posoborowych strukturach. 10 dni temu Ksiądz Daniel Wachowiak skomentował na swoim kanale fenomen rzekomych objawień w Medjugorie. Po tym materiale również widać, że Ksiądz zmierza w bardzo dobrym kierunku :)
Czy wiadomo jak dużo jest sióstr w tym klasztorze?
Mogę się nieśmiało zgłosić jako miłośnik Feliksa Konecznego. Kilka lat temu obudowałem na tejże zacnej postaci swoją pracę magisterską. Uważam, że jego nauka i twierdzenia są ponadczasowe i idealnie odzwierciedlają dzisiejsze procesy geopolityczne. Ponadto rozróżnienie konkretnych cywilizacji oraz wiedza o tym jakimi wartościami się kierują, pozwoliłyby rządzącym na zwiększenie roli Polski w świecie. (np to, że cywilizacja turańska respektuje jedynie zawodników areny międzynarodowej, którzy korzystają z argumentu siły; lub też rzeczywiste dążenia Niemców, jako przedstawicieli pruskiego bizantynizmu).
Grzegorz Braun