LICh,
chciałam zapytać osoby, które mają taką sytuację, jak radzą sobie w małżeństwach, w których jedno z małżonków chodzi na mszę trydencką i jest tradycyjnym katolikiem, a drugie nie umie się przekonać do mszy trydenckiej i chce chodzić na Novus Ordo.
Ja mam taką sytuację, że jestem "tradycyjną" katoliczką, chodzę na mszę trydencką do FSSPX, zaczęłam chodzić na mszę trydencką już po ślubie, kiedyś chodziłam na nową mszę. Mój mąż natomiast nie umie się w pełni przekonać do tradycji i tradycyjnej mszy, szanuje ją, czasami ze mną chodzi na mszę trydencką, ale mam wrażenie, że ze względu na mnie, bo go proszę, przekonuję, a nie ze względu na przekonanie do tej mszy. Czyli ja chodzę zawszę na mszę trydencką, a mąż czasami na nową, a czasami na trydencką. Dodam, że cała nasza najbliższa rodzina, w tym nasi domownicy, chodzą wszyscy na nową mszę, co w mojej sytuacji nie pomaga, żeby przekonać męża i innych członków rodziny do mszy trydenckiej. Jesteśmy dosyć młodym małżeństwem. Mam ciągle zagwozdkę, jak to będzie z naszymi przyszłymi dziećmi, czy mąż się zgodzi na to, żeby dzieci przyjmowały sakramenty w FSSPX i chodziły tylko na mszę trydencką. Dyskutujemy czasami na ten temat, wie, że to dla mnie bardzo ważne, ale nie wiem, czy się zgodzi i co zrobić w tej sytuacji, żeby go przekonać.
Wiem, że ważne jest dawanie dobrego przykładu mężowi i rodzinie. Próbuję, średnio to wychodzi, czasami dyskutujemy na ten temat. Na początku w ogóle byli przeciwni, żebym chodziła co niedzielę na mszę tradycyjną, ale nic nie mogli zrobić, później zaczęli to tolerować czy akceptować.
Powiem szczerze, że na początku było trudno, teraz jest trochę lepiej, ale nadal wiąże się to z pewnymi wyzwaniami i chyba jestem postrzegana jako ekscentryczna.
Jestem ciekawa, jak jest u innych osób w podobnej sytuacji.
Pozdrawiam
Komentarze
W moim małżeństwie miałem podobny problem. Moja żona też miała problem z zaakceptowaniem mojego wyboru opieki duszpasterskiej FSSPX. Początkowo do najbliższej mi kaplicy Bractwa (około 90km) jechałem sam. Jednocześnie wcześniej byłem na nowej mszy w mojej parafii. Żona pytała: "to co, msza do poprawki"? Odpowiadałem: muszę tam być aby uczestniczyć w Mszy Świętej słuchanej przez licznych świętych i słuchać zdrowej nauki katolickiej. Trochę to trwało. Pewnej niedzieli szykowałem się do wyjazdu wkładając garnitur i wiążąc krawat. Zona pyta mnie: czy mnie zabierzesz ze sobą? Odpowiedziałem : ależ oczywiście. Potem po jakimś czasie oboje doszliśmy do wniosku, że nie potrafimy nadal uczęszczać na nową mszę. Po dłuższym czasie dołączyła do nas nasza dorosła córka wraz z mężem. Dobry Pan Bóg sprawił to, że zatęskiniłem za Mszą Świętą wszech czasów, którą pamiętam z czasów gdy byłem jeszcze małym chłopcem w wieku przedszkolnym. Jego łaska sprawiła, że żona i córka dołączyły do tradycji.
Dziękuję za podzielenie się swoją historią. Modlę się za mojego męża. Dobrze, że czasami jeździ ze mną na mszę trydencką, chociaż go to niezbyt przekonuje. Może kiedyś on i nasza rodzina odkryją tradycję. Ja też byłam kilka lat temu oporna co do mszy trydenckiej, najpierw przekonała mnie tradycyjna nauka, a dopiero później msza, więc może potrzebują więcej czasu.
Proszę próbować po mału do przodu.
Tak jak Pani sama napisała - własnym dobrym przykładem.
Myślę natomiast, że dobrym "przyśpieszaczem" w dojściu do tradycji przez Pani męża, byłoby zwrócenie jego uwagi na wymiar najważniejszy - czyli tego w jaki sposób traktowana jest często Komunia Święta na NOMie, i próba wywołania u męża wewnętrznego pytania, czy aby na pewno w ten sposób powinno być traktowane Ciało Pańskie, jeżeli rzeczywiście wierzymy że realnie przyjmujemy Tego Który Jest?
Pan Nasz Jezus Chrystus jest Królem Królów i Panem Panów, jak wiec można tak go nie szanować, jeżeli przed byle królem - władcą świeckim zawsze należało uklęknąć i oddać mu należną cześć.
Czy postawa stojąca jest godna Króla?
Czy dotykanie Ciała Pańskiego ręką jest odpowiednie?
Co się dzieje z cząstkami Ciała, które lądują na dłoniach - przecież spadają na podłogę a następnie je depczemy. Przecież Kościół Święty naucza że w każdej choćby najmniejszej cząstce Komunikantu znajduje się cała pełnia Jezusa Chrystusa, łącznie z całym Bóstwem.
Po co jest w końcu patena i puryfikaterz - jeżeli cząstki które miały być za pomocą tych liturgicznych paramentów wyłapane, teraz mogą się walać po naszym dłoniach i ubraniach.
Czy jakakolwiek próba rozumowej akceptacji Komunii na rękę, nie prowadzi przypadkiem do konieczności zminimalizowania Bożej Obecności w przyjmowanym kawałku chlebka?
Jeżeli mąż natomiast przyjmuje w sposób godny to na Pani miejscu spróbowałbym go uświadomić że na 99% depcze Komunię, która opada tam bezwiednie z rąk innych ludzi.
Dzień dobry,
mąż przyjmuje Komunię w sposób godny, ale tłumaczę mu, że mimo to partykuły spadają na ziemię itp. oraz że inni przyjmują na rękę. Oraz że nie ma wystarczającej troski o Ciało Pana Jezusa na nowej mszy po przeistoczeniu. Niestety mąż i rodzina odbierają to jako nadmierne przywiązanie do szczegółów, chyba modernizm sprawia, że nie przekonuje ich to. Tłumaczę im, że dzięki mszy tradycyjnej i takiemu traktowaniu Ciała Pańskiego nabrałam wiekszego szacunku do Pana Boga, ale niestety ich to wystarczająco nie przekonuje.
Ponadto mają problem z łaciną, tłumaczę im, że są mszaliki, że ja zapamiętałam najważniejsze części mszy wraz z rozumieniem ich dosyć szybko i podaję różne inne argumenty.
Może ten link okaże się przydatny
https://gdynia.fsspx.pl/2005/01/01/nie-dla-komunii-witej-na-rk/
Są tam fragmenty wypowiedzi Świętych oraz dokumenty papieży odnośnie zakazu przyjmowania Komunii na rękę.
Jeżeli to też nic nie wskura to proszę trwać w modlitwie. Pan Bóg przy odrobinie dobrej woli człowieka może zdziałać cuda :)
wiele rodzin cierpi na taki podział - tu nie ma innej rady - jak cierpliwość, wyrozumiałość, modlitwa , uświęcanie siebie.
U mnie w domu wystarczyło, że pokazałem żonie film "Ukryty skarb Kościoła" i od razu się zainteresowała, a po pierwszej mszy trydenckiej była całkowicie przekonana. Zamieszczam link
https://youtu.be/6fLqshrM0EY?si=JUXuOa62WyUiCXNg
Dziękuję, już pokazałam ten film kilka miesięcy temu, ale niestety nie przekonał wystarczająco męża.
My z zona mamy tak sytuacje. Ja preferuje msze w bractwie, choc nie jest to dla mnie kwestia fundamentalna, bo z tego co wiem liturgia sama w sobie nie jest dogmatem wiary. Jako osobie z autyzmem latwiej zdecydowanie mi sie skupic i modlic na mszy trydenckiej. Kwestia fundamentalna jest natomiast nauczanie i dogmaty wiary. Dlatego do srodowisk bractwa nie tyle przyciaga mnie (i z tego co widze wielu innych ludzi) sama liturgia, co popycha dzialanie reszty kosciola pod przewodnictwem obecnego Papieza i Biskupow, szczegolnie pachamama, zlosliwe traditionis custodes i niedawne swiecenie milosci dwojga ludzi w zwiazku niesakramentalnym ale nie jako pary tylki indywidualnych jednostek.
Mojej zonie blizej do charyzmatycznego kosciola i wogole nie mamy na tym polu problemow z dogadaniem sie. Poruszamy sie na polu milosci widzac, ze kazde z nas ma inna forme przezywania bliskosci z Bogiem – ja wole Cisze i kontemplacje, ona aktywnei bardziej emocjonalne wielbienie Boga itd.
Do kosciola chodzimy razem jako rodzina z dziecmi w jedna niedziele do SSPX a w druga na Novus Ordo. Dzieci wychowujemy w oparciu o tradycyjna wiare a na katecheze chodza w ramach NOM w szkole + dodtakowo w SSPX i tam moja corka przyjela pierwsza komunie. Powod tego wyboru byl taki ze zagadnienie poruszane na katechezie SSPX byly powazniejsze i prezentowaly wyzszy poziom stad wybralismy ta forme, tak jak wybralismy dla nej szkole o wyzszym poziomie nauczania w trosce o jej rozwoj umyslowy.
Nie wiem jakie panuja relacje w innych malzenstwach bo mialem w zyciu tylko 1 zone, ale trudno mi sobie wyobrazic dlaczego forma mszy, czy nawet komunii, nie bedaca dogmatem wiary (tak jak np. kwestia Trojosobowego Boga, czy zmartwychwstania Jezusa) mialaby by byc kwestia dzielaca malzonkow.
Dzień dobry, u nas jest to kwestia sporna, dlatego że ja uważam, że nowa msza osłabia wiarę, szczególnie w dłuższej perspektywie, kształtuje ją na sposób, który ma w sobie dużo naleciałości protestancko-modernistycznych, ponadto uważam, że od kiedy słucham tradycyjnej mszy i nauki, moja wiara się pogłębia, a szacunek do Boga jeszcze zwiększył się. Natomiast mężowi nie podobają się niektóre przejawy modernizmu w Kościele, ale nie widzi większego problemu w nowej mszy, jest do niej przyzwyczajony. Ja natomiast nie chodzę już od dłuższego czasu na nową mszę, poza okazjami typu śluby itp., które nie są ode mnie do końca zależne.
Jedną z innych kwestii spornych jest Komunia, szacunek do Ciała Pana Jezusa. Kościół naucza, z tego, co wiem, że w każdej widocznej partykule Hostii po przeistoczeniu jest całe Ciało Pana Jezusa. Na nowych mszach, nawet jeśli ksiądz starałby się maksymalnie, nawet jeśli nikt nie przyjmowałby Komunii na rękę, podczas czego partykuły spadają na podłogę i zostają na rękach, to nawet przy godnym przyjmowaniu Komunii, używaniu pateny itp., podejście do konsekrowanej Hostii jest mniej staranne, np. ksiądz może rozłączyć palce po podniesieniu Hostii i partykuły spadają, chyba są też różnice w puryfikacji dłoni - na tradycyjnej mszy jest to praktykowane staranniej, z troską o partykuły. Mąż natomiast uważa to za koncentrację na szczegółach i toleruje to na nowej mszy, tak samo reszta rodziny.
Mysle ze kwestia oslabienia wiary zalezy od charakteu danego czlowieka. Ja jestm np. z natury przekorny i lubie byc w kontrze, wiec im bardziej modernizm w kosciele jest nachalny tym bardziej mnie od niego odpycha. Podobnie moja zona. Na NOM chodzilismy przez pierwsze prawie 40 lat naszego zycia i w tym czasie nasza wiara z pewnoscia wzrosla. Mysle ze wielu tak, ma. Bo im bardziej modernizm szaleje w ostatnich latach tym bardziej tradycyjne wspolnoty rosna – to obserwowalny fakt. Mieszkam poza Europa i kiedys rozmawialismy z tradycyjnymi katolikami z Salt Lake City w Utah w USA, gdzie jest wiekszosc mormonow i pytalismy czy nie boja sie w wplyw ich wszedobylskiej propagandy na dzieci. Oni argumentowali ze wrecz przeciwnie, ze w takim srodowisku ich dzieci sa od malego zmuszone zapoznac sie z wlasna wiara i zglebic ja lepiej bo sa o nie pytane a czasem atakowane przez rowiesnikow. Czy my wszyscy nie mamy podobnie? Czytalismy chyba wszyscy np. Ottaviani Intervention i inne dokumenty dot. Liturgii, bo chcielismy sie dowiedziec dlaczego ta a nie inna jest lepsza, wiekszosc z nas nie zrobilaby tego gdyby byla tylko jedna masza w Kosciele itd.
Natomiast argumenty dotyczace partykul mnie do tej pory nie przekonuja. Nie widze zwiazku logicznego miedzy relana obecnoscia Chrystusa w kazdej, najmniejszej nawet czesci Eucharystii a kwestiami „drobinek” spadajacych na podloge jako braku szacunku. Jesli zrobimy prosty eksperyment myslowy i pociagniemy ten argument to logicznego konca wynikajacego z fizyki, to skoro Jezus jest relanie obecny w kazdej najmniejszej czastece Hostii, to jest tez obecny w czastkach wielkosci kurzu, ktore unosza sie niechybnie podczas podawania czy sa zwiewane z pateny przez ruch powietrza itd. To juz wchodzi w absurdalen argumenty. Mysle ze normalny,fizyczny proces lamania i odzielania sie mniejszych czecsi z wiekszego materialu i ich opadanie na ziemie nie jest jednoznaczne z brakiem szacunku.
Jezus ustanowil komunie przez lamanie chleba co jest czynnoscia sama w sobie generujaca ogromne ilosci kruszyn i partykul. Potem wzial i rozdawal uczniom podczas ostatniej wieczerzy do rak (gdyby inna,nietypowa forma byla zastosowana zapewne Ewangelie nie omieszkaly by o tym wspomniec) i te kruszyny jego Najswietrzego Ciala spadaly na podloge. Nie wiem dlaczego mialbym byc bardziej swiety od apostlow i isc dalej nizli sam Bog. Przypomina mi to Ksiege Rodzaju. Bog nakazal Adamowi i Ewie zeby nie JEDLI z drzewa poznania dobra i zla (Rdz 2,17) a kiedy o ten nakaz pytal ja waz Ewa sama dodala sobie jakoby „Bóg powiedział: Nie wolno wam JESC z niego, a nawet go DOTYKAC” (Rdz 3,3). O dotykaniu Bog nic nie wspominal. Dlatego takie dotatkowe „wymogi” wprowadzane a potem (teraz) znoszone przez kosciol to dla mnie nic innego jak to co zrobila Ewa (i zapewne tez Adam) z nakazem Boga w ogrodzie. Jesli sam Jezus ustanowil komunie w taki soposob, ze jego Cialo bedzie spadac na ziemie to argumenty ze tu spada wiecej a tu mniej to dla mnei non sequitur, bo z tego nie wynika logicznie zaprzeczenie dogmatu o pelnej i relanej Joge obecnosci Hostii. Tak, Bog jest w pelni obecny w kazdej czastce i tak kilka spada na podloge, nie z braku szacunku czy z ludzkiej zlosliwosci, tylko w ramach naturalnego procesu ktory w taki soposob ustanowil sam Chrystus.
"Jeśli sam Jezus ustanowił Komunię w taki sposób, że Jego Ciało będzie spadać na ziemie"
Skoro Pan tak uważa to po co Kościół stosuje w takim razie pateny, puryfikaterz i inne paramenty liturgiczne?
Pewnie z tych samych powodow dla ktorych wprowadzil szaty liturgiczne, budowal piekne katedry z witrazami i ze scenami z Pisma Swietego itd. Zeby poprzez symbole przekazywac poczucie wielkosci i prawdziwosci dogmatow wiary ludziom ktorzy nie byliby w stanie zapoznac sie z nimi inaczej (np. Bedac niepismiennymi itd).
Szanowny Panie Marcinie,
Napisał Pan "dlaczego miałbym być bardziej święty od Apostołów, skoro Pan Jezus łamał chleb z nimi i wówczas także leciały okruchy na podłogę" - parafrazuję.
Czy zauważył Pan, że od tego czasu, czyli od blisko 2000 lat Kościół nieco się rozwinął i zostało w sposób organiczny zgłębione wiele elementów, tak żeby w sposób jak najbardziej dosadny oddawać Panu Bogu należną Mu cześć?
Przecież Apostołowie w Wieczerniku nie rozumieli jeszcze co się stanie. Nie wiedzieli o tym, że chleb który Pan Jezus im podaje będzie Jego Żywym Ciałem. Kościół rozwijając się podkreślił to, że w każdej nawet najmniejszej części znajduje się Pan Jezus.
Więc z całym szacunkiem, ale to co Pan wypisuje, co przytoczyłem w poprzednim poście ("... sam Jezus ustanowił Komunię w taki sposób, że Jego Ciało będzie spadać na ziemie") jest to taka bzdura, jakiej dawno nie słyszałem.
To że kapłan ma złączone palce, że Kościół używa pateny, puryfikaterza i wszystkich innych elementów ołtarza, żeby nie uronić choćby najmniejszej widocznej cząstki Pana Jezusa - mówi Pan, że to wszystko ma być jedynie symbolem.
Takim myśleniem możemy niedługo dojść do przekonania, że zmartwychwstanie także było symbolem.
Czy dostając od kogoś do przeniesienia misę pełną złotych kulek, jakby coś Pan z niej uronił, to nie zacząłby szybko zbierać, ażeby nie uszczuplić majątku tego, kto to Panu powierzył?
O ileż bardziej cennym jest w tym przypadku Ciało Pana Naszego Jezusa Chrystusa, jak więc możemy akceptować to, że choćby najmniejsza jego cząstka została upuszczona.
Działania zarówno Księdza jak i wiernego podczas przyjmowania Komunii po to są przeprowadzane w taki sposób jak są oraz po to jest wykorzystywana tak znaczna ilość różnych paramentów, ażeby właśnie ochronić choćby najmniejszą cząstkę przed znieważeniem - nie jest to symbol, gdyż sfera symboli i metafor znajduje się jedynie w psychice i ludzkiej wyobraźni. Ta sprawa jest jak najbardziej rzeczywista. Rzeczywista jest Obecność Pana Jezusa w Eucharystii - to tak samo rzeczywista jest również sposobność do urażenia Jego Świętości poprzez działania niewystarczające ze strony człowieka przed takowym incydentem.
Poruszę jeszcze jeden problem o którym Pan pisał. Według Pana zakaz dotykania owocu w raju to "dodatkowe, niepotrzebne wymogi" które narzuciła sobie sama Ewa i analogicznie teraz Kościół.
Czy zauważył Pan może, że oprócz sfery grzechu istnieje także pokusa, która do niego prowadzi?
Czy bliskie obcowanie z owocem w raju, który z pewnością miał piękny zapach i był przyjemny w dotyku, nie było narażeniem woli pierwszego człowieka, ze względu na uległość już części zmysłów (powonienia, wzroku, dotyku)?
Pan Bóg dał w tym przypadku jasny komunikat - nie jeść tego owocu. To jest cel rozkazu - niezjedzenie owocu. Droga natomiast do tego musi być jak najbardziej przychylna do ludzkiej natury, ażeby tego zakazu móc dotrzymać.
Czy analogicznie możemy przybliżać się do zła do jakiegoś innego zakazu i obcować z nim?
Nie, ponieważ prędzej czy później nasza słaba ludzka natura (często też leniwa) doprowadzi do tego, że ulegniemy.
Tak jak Ewa uległa namowom szatana na coraz bliższe obcowanie z owocem (gdyby go nie dotykała, a nawet nie oglądała, to łatwiej byłoby go jej nie spożyć), tak samo w Pana opinii pojawia się coraz większa spolegliwość wobec narażenia się na grzech świętokradztwa.
Jakby Ewa nie dotykała - byłaby mniejsza możliwość, że nie zje.
Jakby skrupulatnie dbać o każdą choćby najmniejszą cząstkę Ciała Pańskiego - byłaby mniejsza możliwość, że popadniemy w taką mentalność i zaczniemy wyznawać, że to jedynie symbol, a nie realne narażenie Ciała (co prowadzi prosto do protestanckiego myślenia i w późniejszym czasie odrzucenia wizji rzeczywistej obecności).
Z Panem Bogiem
Dziekuje za obszerna odpowiedz. Z gory przepraszam ze brak polskich znakow w moich wpisac. Polski jest moim drugim jezykiem i niestety nie uzywam go tak czesto jakbym chcial, stad nie mam polskich czcionek na komputerze.
Wedlug mnie to co Apostolowie wiedzieli w Wieczerniku jest bez znaczenie. Sam Bog byl z nimi obecny i to On ustanawial ten sakrament a chleb ktory im podawal juz byl Jego Zywym Cialem w momencie podawania.
To ze kaplan ma zlaczone palce, uzywa peteny itd. jest jak najbardziej symbolem – widomym znakiem tego, ze chleb ktory w tych palca trzyma to nie jest zwykly chleb ale prawdziwe Cialo naszego Pana Jezusa Chrystusa. Ale nadal to tylko symbol wskazujacy na realny fakt przeistoczenia. Bez tego symbolu fakt dalej istnieje. Stad przeklad ze Zmartwychwstaniem jest nietrafiony, bo zmartwychwstanie jest faktem a nie symbolem.
Przyklad z misa pelna zlotych kulek tez mnie nie przekonuje. W kazdej czastec konsekrowanej Hostii jest pelnia Ciala i Krwi i Bostwa Chrystusa, wiec upuszczenie jednej nie czyni pozostalych mniej wartosciowymi lub pelnymi bo w kazdje z nich jest juz cala pelnia czyli majac 100 kulek zktora kazda jest nieskonczernie wartosciowa ma Pan nieskonczenie wielkie bogactwo i jesli Pan jedna straci i nagle ma 99 nadal ma Pan nieskonczone bogactwo.
Co dodatkowych wymogow jakie wprowadzila Ewa, to jest ogromna roznica miedzy indywidualna higienom psychiczna polegajaca na tym, ze czlowiek swiadomy swoich indywidualnych ulomnosci wprowadza sobie samemu pewne ograniczenia i ramy w ktorych czuje sie bezpiecznie a czym innym jest dodawanie do nakazow samego Boga. Ewa nie powiedziala ze Bog nie kazal nam jesc owocow z tego drzewa wiec nie zblizamy sie do niego zeby nas nie kusilo, tylko powiedziala ze to Bog zabronil im zarowno jesc jak i nawet dotykac. To juz jest dodawanie wlasnych postanowien czlowieka do nakazow samege Boga. I tak jak Bog kazal nam brac i jesc bo to jest Jego Cialo itd. a nie kazal nam brac i jesc, tylko uwazajcie zeby nic wam panowie nie upadlo bo bedzie swietokradztwo i wiecznie potepienie.
Poza tym z tego co wiem Ewie te sztuczne, wlasne ograniczenia nie pomogly. Nie wydaje mi sie ze to brak obsesyjno-kompulsywnego podejscia do partykul Ciala Panskiego jest powodem odchodzenie ludzi od wiary w realno obecnosc. Ja w nia jak najbadziej wierze i nie uwazam ze realna obecnosc w kazdej czaste to tylko symbol, symbolem jest patena, stroj luturgiczny, gesty i znaki wykonywane podczas mszy itd. Sa przydatne ale niekonieczne i nie ma sensu kruszyc o nie kopii i klocic sie w malzenstwie.
"To ze kaplan ma zlaczone palce, uzywa peteny itd. jest jak najbardziej symbolem – widomym znakiem tego, ze chleb ktory w tych palca trzyma to nie jest zwykly chleb ale prawdziwe Cialo naszego Pana Jezusa Chrystusa. Ale nadal to tylko symbol wskazujacy na realny fakt przeistoczenia."
Absolutnie nie. Takie podejście jest właśnie pierwszym, małym kroczkiem do tego, żeby wierni porzucili wiarę w rzeczywistą Obecność. Nie jest to żaden symbol. Są to działania, które są wymierzone przeciwko uronieniu choćby najmniejszego kawałka.
Pisze Pan, że to jedynie symbol wskazujący - ale kto tu jest odbiorcą tego wskazywania? Człowiek, ksiądz? Dla kogo ma to być jakaś wskazówka. Niestety jest to bardzo błędne myślenie wynikające już z humanizmu, gdzie wszystko jest ku człowiekowi zwrócone i dla człowieka stworzone.
Kapłan ma złączone palce nie dla nas wiernych żebyśmy się utwierdzali w tym, że jest tam Pan Nasz, ale zaś po to, żeby właśnie cząstki Tegoż Ciała nie upadły bezwiednie gdziekolwiek. To jest działanie jedynie dla Pana Boga (zresztą jak i cała Ofiara Mszy Świętej), a nie dla nas ludzi. Proces obmycia także nie jest symbolem - ale realnym działaniem neutralizującym/rozpuszczającym cząstki Tego co Najświętsze.
"Stad przyklad ze Zmartwychwstaniem jest nietrafiony, bo zmartwychwstanie jest faktem a nie symbolem."
Czy dobrze rozumiem, że mówi Pan poprzez to zdanie, że Obecność Pana Jezusa w drobinkach pozostałych na dłoniach wiernych lub na podłodze nie jest faktem, a jedynie symbolem?
W porównaniu ze złotymi kulkami chciałem wyrazić to, że upuszczenie części z nich nie umniejsza wartości pozostałych, jednakże znieważamy w ten sposób ich właściciela, który nam je powierzył, gdyż nie obchodzimy się odpowiednio jego majątkiem.
Odnośnie Ewy, czy uważa Pan, że na Kartach Starego Testamentu znajdują się wszystkie słowa jakie zostały wypowiedziane do pierwszych ludzi przez Boga?
To, że w jednym fragmencie jest zapisane, że Pan Bóg nie pozwolił im jeść z drzewa, nie oznacza, że nie było również niezapisanego w Piśmie fragmentu o jego nie dotykaniu. Powiem więcej, z tego co mówi Ewa do węża, możemy wnioskować, że taki zakaz (o niedotykaniu) także został wypowiedziany przez Pana Boga, gdyż Ewa cytuje wężowi słowa, które sama usłyszała. Z całą pewnością wątpię, iż dodała coś od siebie.
Mówiąc, że to pewnie wymysł Ewy, bo nie znajduje się w innym miejscu w Piśmie Świętym, to tak samo jakby powiedział Pan, że skoro przekaz o Łazarzu znajduje się jedynie w Ewangelii Janowej, a w trzech pozostałych nie ma o tym słowa, to znaczy, że to pewnie wytwór wyobraźni św. Jana, a nie rzeczywiste zdarzenia.
"I tak jak Bog kazal nam brac i jesc bo to jest Jego Cialo itd. a nie kazal nam brac i jesc, tylko uwazajcie zeby nic wam panowie nie upadlo bo bedzie swietokradztwo i wiecznie potepienie."
Tym zdaniem stawia się Pan w kontrze do ogólnie rozumianej Tradycji KK. W ten sposób można uargumentować wszystko co nie zostało wprost spisane na Kartach Pisma Świętego.
Trochę to brzmi jak Sola Scriptura - jak czegoś nie ma jasno określonego w Piśmie - to na pewno jest złe.
Przykładowo można na takiej samej zasadzie stwierdzić, że Pan Jezus nigdzie nie powiedział, że trzeba budować kapliczki przydrożne, a to, że ludzie je tworzą można analogicznie wg pańskiego podejścia nazwać (cytując Pana, Panie Marcinie) "obsesyjno-kompulsywnym tworzeniem własnych sztucznych wymogów".
No z takim podejściem to już bliżej do protestantyzmu niż katolicyzmu. W końcu po coś Magisterium Kościoła i jego nauczanie istnieje od blisko 2000 lat...
Piszemy o bardzo roznych rzeczach.
Po pierwsze obecnosc Pana Jezusa w drobinkach nie jest symbolem. Symbolem sa wszystkie ceremonialy i gesty liturgiczne temu towazyszace.
Nie jest dla mnie problemem dbalosc o szacunek dla Ciala Panskiego, tak jak problemem nie sa dla mnie kapliczki. Sam mam w domu maly oltarzyk z woda swiecona i liczne obrazy swiete i figury. Problem zaczyna sie z mojej perspektywy kiedy ktos z tego robi „zlotego cielca”. Rozumiem i szanuje ludzi, ktozy z czcia drza o mozliwosc upadku na ziemie chocby i najmniejszej czastki Naszego Pana Jezusa Chrystusa. Ale kiedy widze podejscie do tego zagadnienia samego Jezusa widoczne na kartach Ewangelii to widze ze ludzie Ci troszcza sie i niepokoja o tak wiele „a potrzeba malo albo tylko jednego”. I nie przeszkadzalo by mi to wogole, bo ludzie przyjmujacy komunie na reke i na kolanach nie robia absolutnie nic zlego, sam tak najczesciej przyjmuje, ale nie zgadzam sie z twierdzeniami ze forma na reke jest swietokradztwem. Uzywajac Pana analogii z kapliczkami – to ze ludzie je buduja lub sie w nich modla nie jest problemem, wrecz przeciwnie, ale gdyby nagle grupa katolikow zaczela glosci ze kto NIE buduje takich kapliczek albo kto sie w nich NIE modli ten grzeszy, odchodzi od wiary itd.to bylby to dla mnie problem o tyle, ze staral bym sie na ile moge odwiesc tych braci od takich niepotrzebnie skrajnych przekonan co do jedynej racji ich drogi. Mam nadzieje ze widzi Pan roznice.
Jest roznica miedzy szacunkiem a obsesja, ktora subtelnie i jak sam Pan pisal „malym kroczkiem” wiedzie do tego zeby wierni przestali sie skupiac na tym jednym zagadnieniu ktorego potrzeba, a zaczeli rozmyslac ile aniolow zmiesci sie na glowce szpilki albo ile partykul spadnie na podloge przy roznych formach komunii. To jest moim zdaniem podobna podmianka jak robia modernisci, tylko w druga strone. Odworcienie uwagi od Jezusa i zbawienie ktore On przyniosl nam przez swoja smierc i zmartwychwastanie i skupienie jej z jednej srony na nadmiernej trosce o kult a z drugiej, o nadmiernej trosce o emocjonalne samopowczucie czlowieka.
Odnosnie Ewy uwazam, ze na kartach Starego Testamentu nie znajduja sie wszystkie slowa jakie Bog skierowal do pierwszych ludzi, ale wierze, ze znajduja sie tam wszystkie istotne slowa, ktorych znajomosc jest przydatna do zbawienia a ponadto ze znajduja sie tam w formie natchnionej i nieprzypdakowej, wiec obecnosc konkretnych slow tak jak ich brak (w tym konkretnym przypadku) maja znaczenie. I stad wierze ze roznica w przytoczeniu slow Boga przez Ewa z oryginalem nie jest przypdakowa i jest dla wiernych pozyteczna lekcja.
Co do Tradycji KK to nie ja tu jestem w kontrze. Kosciol Katolicki oficjalnie pozwala na przyjmowanie komunii na reke wiec nauczanie Kosciola wsparte Pismem Swietym jest tutaj zgodne. Nie widze tu za bardzo problemu.
Użył Pan słów wypowiedzianych przez Pana Jezusa do Marty, niejako na potwierdzenie swoich słów o tym, żeby zbytnio nie troszczyć się o drobiny Ciała Pańskiego, które są bezczeszczone. Tylko, że fragment ten jest o wyższości modlitwy - obcowania z Bogiem, nad innymi czynnościami, bardziej przyziemnymi (Sfera duchowa nad sferą cielesną; sacrum nad profanum). Nie oznacza to jednakże ich degradacji w oczach Pana, a jedynie zaznaczenie hierarchiczności ich wobec siebie. Ora et Labora, a nie Labora et Ora.
Analogicznie można przytoczyć inny fragment o namaszczeniu Pana Jezusa drogocennym olejkiem, na przekór Juadaszowi. Jest tam ukazana właśnie ta cześć dla Pana Jezusa, która niektórym (np Judaszowi) wydawała się zbyteczna. Tak samo jak dzisiaj właśnie z tymi okruchami Ciała, które bezwiednie spadają, gdyż hierarchowie odwracają się od nauczania swoich poprzedników, a ludziom wydaje się, że troska o najmniejszą część tegoż Ciała wydaje się, tak jak wówczas Judaszowi, zbyteczna, a Pan dodatkowo raczy nazywać to "złotym cielcem".
https://gdynia.fsspx.pl/2005/01/01/nie-dla-komunii-witej-na-rk/
Może ten link Pana przekona. To, że aktualnie obecni hierarchowie coś aprobują wcale nie znaczy, że jest to słuszne i dobre. Proszę spojrzeć na nauczanie Kościoła przez blisko 1800 lat o Komunii udzielanej na rękę, a co zawarte jest w powyższym linku. W dzisiejszych czasach kiedy do kościołów wprowadzane są dni judaizmu i islamu, a papież głosi tezy o zgubnym brzmieniu heretyckim (np o tym, że wszystkie religie prowadzą do Boga), należy bardzo uważnie przesiewać przez sito Tradycji to co jest głoszone obecnie.
Polecam Panu kanał ks. Szymona Bańki na yt - Szkoły Akwinaty. Jest tam wiele świetnych materiałów, także tych o niegodziwości przyjmowania Pana Jezusa na rękę.
Panie Marcinie, może te argumenty będą pomocne w Pana refleksji, zainspirowałam się filmem i komentarzami pod nim:
1. Wyrażenie "bierzcie i jedzcie" nie oznacza "ujmijcie w dłonie swoje po porcji chleba dla każdego z was przeznaczonej, a następnie włóżcie ją w usta swoje i jedzcie". To wyrażenie jest hebrajsko-aramejskim frazeologizmem oznaczającym "zjedzcie teraz, w tej chwili". Nie wskazuje ono, że apostołowie na pewno brali chleb do rąk. Mogło tak być, ale niekoniecznie.
2. Msza to nie wieczernik, uczta, jak u protestantów, tylko Golgota, ofiara.
3. Ciało Chrystusa na wieczerzy było przed ukrzyżowniem i zmartwychwstaniem.
4. Herezją archeologizmu jest powoływanie się tylko na Pismo i praktyki pierwszych chrześcijan. Katolika obowiązuje też Tradycja Kościoła, a ta wykształciła najbardziej godne formy przyjęcia, a nad nią czuwa Duch Św. Kontrowersyjne jest, że w czasach współczesnych dopuszczono Komunię na rękę, ale nie jest to zgodne z tym, co było przez wieki.
5. Apostołowie byli odpowiednikami dzisiejszych biskupów/kapłanów, a nie jedynie wiernymi. Kapłani mogą dotykać Ciała Pana Jezusa po przeistoczeniu (ale powinni zachowywać staranność).
6. Ks. Bańka mówi w filmie, że nie da się jednoznacznie rozstrzygnąć, czy Komunia na rękę nie występowała w pierwszych wiekach, ale nawet jeśli występowała, dostępne źródła wskazują, że w innej formie niż współcześnie, ze starannością o partykuły.
Jak widać, kwestia jest złożona.
Pozdrawiam, z Panem Bogiem
Bardzo dziekuje za link. Z ciekawoscia obejrze.
Rowniez dziekuje za argumenty do przemyslenia.
1. Argument ze „bierzcie i jedzcie” oznacza ze maja to zrobic w danej chwili nic nie mowi o formie tego zjedzenia. Biorac pod uwage ze Jezus lamal i rozdawal chleb do spozycia pozwala rozsadnie przypuszczac, ze gdyby forma tego spozywania mialaby byc ina niz narmala forma gdzie bierzesz do rok i jesz jak na normalnej wieczerzy, to taka specjalna forma bylaby zaznaczona w Ewangeliach jako cos nietypowego.
2. Msza to ofiara. A sposob jej spozycia ustanowil sam Jezus co zostalo nam przekazane w Ewnageliach bezposrednio. Nie ma wiec potrzeby dointerpretowywania dodatkowych elementow w ramach Tradcyji bo jest tu wszystko jasno opisane: „ clara non sunt interpretanda”.
3. Znow – zgadzam sie ale nie rozumiem jak to sie ma do tego czy musimy przyjmowac komunie do ust?
4. To juz lepszy argumnet, chco ja nie powoluje sie na zwyczaje pierwszych chrzescijan tylko na to co jest objawione nam do wierzenie w samych Ewangeliach. Z tego co wiem forma przyjmowania Komunii nie zostala zdogmatywzowana wiec nie jest sama w sobie niezmiennym depozytem wiary i te formy przyjecia o ktorych Pani pisze podlegaja ewentualnym modyfikacom w ramach wladzy Kosciola i Papieza – co teraz ma miejsce.
5. Bardzo dobry argument. Musze doglebnie przemyslec.
6. Nie powoluje sie na paraktyki pierwszych Chrzescijani odrzucam herezje archeologizmu.
Pozdrawiam,
Marcin
Tutaj ks. Bańka wyjaśnia, jak wyglądało to we wczesnym Kościele, jak podchodzili do sposobu przyjmowania Komunii Ojcowie Kościoła, jak ukształtowała się Tradycja z tym związana:
https://m.youtube.com/watch?v=bMyvc1d0NQM&pp=ygUoQ3p5IGtwbXVuaWEgbmEgcmVrZSB0byBzdGFyb3p5dG5hIHByYXR5YQ%3D%3D
Moja żona nie jest przekonana, ale chodzi ze mną . Natomiast bardzo trudno jest przekonać innych członków rodziny , bo oni po prostu się nie za bardzo interesują jakie są różnice, nie chcą sobie zawracać glowy
Przede wszystkim modlić się za męża. Warto też porozmawiać o sytuacji z tradycyjnym kapłanem.
Przede wszystkim modlić się za męża. Warto też porozmawiać o sytuacji z tradycyjnym kapłanem.