Hierarchia - jedno z najbardziej znienawidzonych słów w XXI - wiecznych kręgach lewicowych. Kojarzona powszechnie z nierównością, zaściankowością, ciemnotą, uciskiem, patriarchatem i wszystkim co najgorsze w mniemaniu tejże grupy społecznej.
Dlaczego w społeczeństwie istnieje tak zaciekła walka ze wszystkim co podlega jakiejś hierarchii? Dlaczego w dzisiejszych czasach próba usystematyzowania, nadania odpowiedniej kolejności w wielu aspektach życia jest tak skrzętnie rugowana?
Warto zacząć od prostego pytania. Co jest łatwiejsze i prostsze: namalowanie obrazu czy rozstawienie sztalugi? Albo analogicznie: pomalowanie ogrodzenia czy siedzenie na puszce farby? Oczywistym jest, że w obu przypadkach odpowiemy, że ta druga opcja. Dzieje się tak, gdyż nie zrobienie czegoś jest łatwiejsze niż zrobienie. Konkretny czyn zawsze musi być obudowany konkretnym wysiłkiem fizycznym, chęcią działania, a niekiedy nawet niezbędnym talentem. Czyn zazwyczaj jest także w jakiś sposób umotywowany lub zaplanowany. Można więc powiedzieć, że z czynem wiąże się konkretny cel.
Jaki odsetek wśród losowego tysiąca osób poproszonych o zagranie na wybranym instrumencie muzycznym będzie potrafiło zrobić to bez uszczerbku na słuchu obecnych w pobliżu ludzi? Niewielki. Dokładnie identycznie ma się to z każdą dziedziną życia. Osób potrafiących, bądź też chcących coś zrobić jest zawsze drastyczna mniejszość wśród badanej grupy. Wybitnych jednostek, lub po prostu ludzi z konkretnym talentem lub przysposobieniem, zawsze było znacznie mniej niż zwykłych, przeciętnych ludzi. Taki stan rzeczy może powodować różne emocje oraz opinie wśród tej "słabszej w owej dziedzinie" większości. Niekiedy może być to radość, podziw, a niekiedy zazdrość i gniew, wynikające z pychy, próżności oraz próby podniesienia własnej wartości, czyli małości natury ludzkiej.
Zajrzyjmy do historii, gdyż człowiek najlepiej uczy się na błędach (choć
współczesny już coraz rzadziej chce wyciągać z nich jakiekolwiek
wnioski).
Ktoś kiedyś zauważył tę powyższą zależność i postarał się ją wykorzystać w odpowiedni dla własnych zysków sposób. Uogólniając - jak przekierować negatywne emocje pokrzywdzonej większości (niepotrafiącej) wobec nielicznej mniejszości (potrafiącej).
Inżynieria społeczna doby komunizmu to zgniły owoc uprzednich zalążków, pojawiających się na skalę narodową w dobie oświecenia - czyli w epoce buntu wobec zastałego porządku społecznego.
Proste zarządzanie masami zakłada ideę przekonania większości względem mniejszości. W tym celu wystarczy jedynie pewna sprawa, wokół której dana większość ma się zjednoczyć - tutaj powstaje swoista grupa uciśnionych - PROLETARIAT.
Divide et Impera - dziel i rządź - metoda wprowadzania podziałów u wroga w celu łatwiejszego go przezwyciężenia, na której opierają się wszelkiego rodzaju rewolucje i inne ideologie bazujące na zasadzie opisanej powyżej - czyli zasadzie grupy uciskanej i grupy uciskającej. Przykładowo komunizm prowadząc zazwyczaj wstępną walkę wewnętrzną, jako swojego wroga wyznaczał cały naród, który należało odpowiednio skłócić, a następnie samemu rządzić zmanipulowaną większością - większością, którą aparat państwowy rzekomo dumnie i wytrwale wspierał.
I tak historia toczy się przez wieki:
Rewolucja protestancka - wierni kontra hierarchia kościelna.
Rewolucja francuska - mieszczanie i warstwy chłopskie kontra arystokracja i duchowieństwo.
Rewolucja komunistyczna - chłopi i robotnicy kontra mieszczanie i szlachta.
Rewolucja kulturowa - dzieci kontra rodzice (młoda "wyzwolona" dziatwa kontra zaściankowi konserwatyści).
Rewolucja seksualna - kobieta kontra mężczyzna.
Rewolucja modernistyczna - człowiek kontra Bóg lub też prawo ludzkie kontra prawo Boże (dlatego też modernizm jest nazywany ściekiem wszystkich herezji).
Rewolucja światopoglądowa - zboczeńcy kontra rodzina.
Za każdym razem walka była podejmowana za pomocą rzekomo uciśnionej grupy społecznej z dotychczasowym porządkiem społecznym. Porządek społeczny występujący w powyższych przykładach, z którym była prowadzona walka możemy określić następująco:
Rewolucja protestancka - Kościół.
Rewolucja francuska - monarchia.
Rewolucja komunistyczna - własność prywatna.
Rewolucja kulturowa - cywilizacja łacińska.
Rewolucja seksualna - rodzina.
Rewolucja modernistyczna - wiara katolicka (lub po prostu Bóg).
Rewolucja światopoglądowa - istnienie płci.
Za każdym razem jest to podważenie obowiązujących norm i zasad, poniekąd ogromny skok na kapitał oraz zachwianie jednolitości narodu.
No właśnie - zachwianie jednolitości narodu. A w jaki sposób najłatwiej to uczynić? Wmówić mu, że w rzeczywistości nie jest jednolity; podmienić określenia i definicje konkretnych zjawisk i zdarzeń; stworzyć podziały, zantagonizować wzajemnie grupy społeczne, poszczególne jednostki, nawet (a raczej przede wszystkim) w rodzinie. Można to opisać po prostu jako zerwanie sztafety pokoleń.
Wszystkie powyższe rewolucje łączy jedna bardzo ważna zasada:
Skuteczne obrzydzanie hierarchiczności w każdej przestrzeni życia. (Od czego zacząłem ten przydługi wywód).
Nie da się sztucznie podtrzymywać hierarchii w przypadku, gdy chce się zniszczyć zależności z niej wypływające. Zatem należy zrównać wszystko do jednego poziomu, najlepiej jak najniższego, ażeby nie wykształtował się przy okazji kolejny proletariat (jeszcze bardziej żądający uprzywilejowania, aniżeli ten "nasz").
Odpowiednie uformowanie społeczeństwa, poczynając od najmniejszych komórek życia społecznego, może być wykonane jedynie burząc wzajemne systemy konkretnego podlegania i podporządkowania - czyli hierarchiczność.
Począwszy od podstawy, czyli hierarchii w rodzinie: (ojciec -> matka -> dzieci);
poprzez system społeczny: (duchowieństwo -> arystokracja/szlachta -> mieszczaństwo -> chłopstwo);
system monarchiczny państwa: (król/władca -> poddani),
skończywszy na Kościele: (Bóg -> papież -> kardynałowie -> biskupi -> księża).
System może działać w optymalny sposób tylko wtedy, gdy elementy wchodzące w jego skład wzajemnie się uzupełniają, nie działają w sprzeczny sposób oraz przede wszystkim wykonują działania, które do nich należą.
Odpowiednie zachwianie konkretnymi składowymi systemu, bezpośrednio powoduje nieprawidłowe działanie całości, a więc także i jej niewydolność.
Czy współczesny "uśmiechnięty" człowiek posiada jeszcze coś w sobie z hierarchiczności, z której jest skrzętnie rugowany?
Rodzina jak wiemy jest najbardziej podstawową komórką społeczną, podlegającą hierarchiczności. To tylko od niej zależy w jaki sposób rozwijać się będzie każdy młody człowiek. Zaburzenie konkretnych elementów w tym momencie rozwoju, może prowadzić do degradacji funkcji poznawczych wobec autoumiejscowienia się w konkretnym miejscu w społeczeństwie. Skrzętnie burzony od pokoleń autorytet ojca i matki wyraża się w masowej produkcji ludzi nie potrafiących podporządkować się żadnej władzy zwierzchniej.
Współczesny model wychowania dzieci stawia system hierarchii domowej na głowie. Najwyżej są dzieci, którym wszystko wolno, następnie matka od spełniania zachcianek pociech, a dopiero na samym końcu ojciec, który wyzuty ze swojej roli często nie ma nic do powiedzenia i staje się jedynie pewnego rodzaju bankomatem.
Zaburzenie odpowiedniej hierarchii w rodzinie sprawia, że jej pojedyncze elementy składowe nie są w stanie wykonywać swoich naturalnych obowiązków, które w zwyczajnej sytuacji są normą. Rozkład rodziny jako systemu powoduje więc degradację każdego elementu wchodzącego w jego skład - mężczyzna przestaje być ojcem i mężem, kobieta przestaje być matką i żoną, a potomstwo przestaje być dziećmi.
Brak umiejscowienia elementów systemu w ich naturalnym położeniu, a więc także i brak możliwości opierania się na władzy instancji wyższej powoduje istny
anarchizm społeczny. Każdy staje się wówczas panem własnych wyborów i
opinii, a zaburzenie wzorców powoduje, że zanika miano autorytetu. Brak ciągłości przekazywania informacji, wiedzy, wartości międzypokoleniowo, powoduje, że młoda generacja może być określana jako tabula rasa - czysta karta, którą ideolodzy mogą zapisać w dowolny, korzystny dla siebie sposób - wtłoczyć im kalki zachowań niekorelujące z rzeczywistym dobrem dla struktury narodu.
Analogiczny przykład niszczenia systemu opartego na hierarchiczności możemy zauważyć w Kościele po Soborze Watykańskim II, a w szczególności podczas aktualnie dobiegającego końca Synodu o synodalności. Papież, który do niedawna występował w roli namiestnika Pana Jezusa na ziemi, teraz zamiast mocą swojego urzędu wyznaczać kurs Łodzi Piotrowej - dopuszcza do sterów zwykłych wiernych (a często nawet i niewiernych - gdyż przecież zarówno podczas IISW jak i podczas aktualnego Synodu pojawiają się niekatoliccy "obserwatorzy". To tak samo jakby na spotkanie zarządu danej spółki zaprosić delegatów konkurencji, żeby powiedzieli co by tu u nas wprowadzić lub zmienić - istne szaleństwo). Kościół przystający na Franciszkowy wewnętrzny dialog, aby zniżyć się do poziomu równości dialogicznej z wiernymi, sam pozbywa się wyższej pozycji w hierarchii oraz pośrednio miana autorytetu - wyznacznika Bożej woli tu na ziemi.
Człowiek stworzony został na wzór i podobieństwo Boga. System i ład Boży oparty jest właśnie na hierarchiczności. Sama Trójca Święta jest w konkretnej od siebie zależności (co prawda wynikowej, a nie podległej) Bóg Ojciec i Syn Boży oraz pochodzący od Nich Duch Święty. Byty Niebiańskie także występują w odpowiedniej hierarchii względem siebie.
W jaki więc sposób może funkcjonować człowiek, który jest niczym trybik wyrwany z większego mechanizmu. Nie można przecież włożyć go w dowolne miejsce. Jak człowiek może odnaleźć się w przestrzeni obowiązków i zadań, które do niego nie należą? Jest to najzwyklejszy anachronizm i tragedia ludzkości. Jednakże właśnie taki jest cel szatana - odwrócić i ostatecznie zburzyć Boży porządek, a w niwecz obrócić ludzkość. Dlatego też dzisiaj tak łatwo można usłyszeć, że kobieta może być mężczyzną, że mężczyzna może rodzić dzieci, że państwo może zabrać dzieci rodzicom za błahostki, że człowiek niewiele różni się od małpy, że można identyfikować się jako zwierzę, że można zawrzeć "małżeństwo" ze szmacianą lalką. Świat i panujący w nim porządek wydaje się być odwrócony o 180 stopni, a panujące w nim zasady wyśmiane i obalone.
Wycięcie człowieka z jego konkretnego miejsca w każdej możliwej hierarchii, czy to rodzinnej, społecznej, bądź religijnej - powoduje zawsze jedno - zmniejsza się mentalnie ilość zwierzchników, którym jednostka jest podległa. Wywołuje to w człowieku złudne wrażenie wyższości aktów własnej woli, nad wolą innych - ostatecznie także ponad Wolą Bożą.
Wszystko to ma prowadzić do jednego i ostatecznego celu - samookreślenia
się człowieka mianem Boga - czyli prawdziwej i realnej detronizacji
Stwórcy z należnego Mu miejsca w hierarchii wszechświata.
Iście diabelski plan. Jak to mówią niektórzy - gdyby to nie było przerażające, to byłoby fascynujące.
Komentarze
Bardzo podoba mi się Pana rozprawka. Wszystko dokładnie wyjaśnione.
Władza rozumiana we właściwy, katolicki, sposób, to nie tylko przywileje, ale też służba i odpowiedzialność za innych - zarówno w rodzinie, w Kościele, jak i wśród rządzących. W uproszczeniu, im większa władza, tym powinna być większa odpowiedzialność za innych (rodzinę, wiernych, naród itp.). Wielu o tym zapomina, nie wie tego albo wprost się z tym nie zgadza.
Tak to prawda.Przeciez nawet słowo "minister" pochodzi z łaciny i oznacza sługę. Rzeczywistość, w której władza jest sprawowana jedynie dla samej władzy prowadzi bezpośrednio do tyranii wyzbytej prawa naturalnego, gdzie jednostka nie ma już swojego przedstawiciela oraz jest sprowadzona jedynie do roli bezpodmiotowej infrastruktury państwa.
Lewica pewnie rozumie władzę w hierarchii kościelnej w ten sposób i dlatego jest jej przeciwna. Ideologia i modernizm wszystko powykrzywiały i poprzewracały.
Dokładnie, dlatego tak skutecznie udaje im się wszystko rozgrywać.
Skupiając uwagę człowieka jedynie na emocjonalnej sferze życia, doprowadzają do zaniechania współdziałania ludzkiego rozumu z wolną wolą.
Laudetur Iesus Cristus,
Panie Pawle, dziękuję za cenną i celną rozprawkę. Taką mamy rzeczywistość - na tym świecie kawaleria szatana galopuje coraz szybciej ku zatraceniu dusz. Módlmy się za wszystkich grzeszników o ich nawrócenie. Nie ustawajmy w naszej drodze do zbawienia. Bramy piekieł nie przemogą Naszego Kościoła, a Niepokalane Serce Naszej Królowej NMP na końcu zatriumfuje.
Z Panem Bogiem
In saecula saeculorum.
Dziękuję za dobre słowo Panie Przemku.
Aktualny poziom degradacji istoty ludzkiej rzeczywiście jest zatrważający.
Nam zostaje jednakże pewność wynikająca ze słów Pana Naszego, że diabeł został już pokonany, i to co się dzieje od 2000 lat to jedynie echo jego skowytu i próba zagarnięcia ze sobą jak największej ilości dusz. Żadna diabelska kawaleria nie może się równać z Armią Niebieską :). Nasz los jest głównie zależny od naszej własnej decyzji, po której stronie staniemy, gdyż gdyby polegalibyśmy jedynie na własnych siłach, to ów kawaleria starłaby nas w proch.
Nieustawajmy nigdy w modlitwie.
Wszystkiego dobrego.
Z Panem Bogiem!