Nie traćmy ducha – wybory prezydenckie to dopiero początek

  @wavey
08.04.2025

Nie traćmy ducha – wybory prezydenckie to dopiero początek

Wokół nadchodzących wyborów prezydenckich w Polsce zaczyna się coraz wyraźniej rysować narracja mająca wywołać w wyborcach poczucie bezalternatywności. Z jednej strony media pompują kilku „pewniaków”, z drugiej marginalizują Grzegorza Brauna, który nie wpisuje się w systemowy układ. Coraz więcej ludzi zadaje sobie pytanie: czy głos oddany na pana Brauna nie będzie głosem zmarnowanym? I tu właśnie warto zatrzymać się na chwilę i spojrzeć szerzej.


Sztucznie tworzona presja – czyli jak działa mechanizm „straconego głosu”

W pierwszej turze wyborów nie ma mowy o żadnym „mniejszym złu”. To moment, w którym nikt nie musi kalkulować. A jednak – sztucznie budowana atmosfera presji i manipulacja medialna mają na celu zaszczepić w wyborcach ten właśnie lęk. Wygląda na to, że dlatego właśnie od kilku tygodni coraz intensywniej pompowany jest Sławomir Mentzen – po to, by stworzyć złudzenie, że to właśnie on może dogonić kandydata PiS-u. Ten zabieg może nie mieć nic wspólnego z realiami – ale skutecznie osłabi wynik Grzegorza Brauna i odbierze mu głosy ludzi, którzy chcieliby zagłosować z przekonania, ale boją się „zmarnowania szansy na przełamanie duopolu”.


Odporność na manipulację – Prawdziwa stawka to 2027

Nie chodzi wyłącznie o te wybory i wygraną. Chodzi o siłę sygnału. Chodzi o to, żeby wynik Grzegorza Brauna był na tyle silny, by w kolejnych kampaniach – zwłaszcza przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku – można było z pełną pewnością powiedzieć: „To nie nisza. To realna siła”. Właśnie dlatego tak kluczowy jest próg 5%. Jeśli zostanie przekroczony z wyraźną górką, ludzie nabiorą pewności, że można głosować bez kalkulacji. I że nie trzeba wybierać między Platformą, PiS-em, czy nową wersją Konfederacji, ani ulegać medialnemu szantażowi.


To nie eksperyment. To rozsądna, długoterminowa strategia

System gra na emocjach: straszy zmarnowanym głosem, pompuje sztuczne sondaże, sugeruje, kto „ma szansę”, a kto „jest tylko ciekawostką”. Aby uodpornić elektorat prawdziwej opozycji na takie zabiegi potrzeba już teraz wysokiego wyniku pana Grzegorza Brauna. Każdy dodatkowy procent to siła, która zostaje w świadomości społecznej i politycznej. A jeśli dziś uda się przekroczyć próg 5% z zapasem – jutro nie będzie już tak łatwo wmówić ludziom, że nie mają wyboru.


To dopiero początek

Grzegorz Braun nie musi dziś wygrać wyborów, żeby osiągnąć sukces. Prawdziwym sukcesem będzie stworzenie alternatywy, która przetrwa medialne manipulacje, przetrwa próbę ignorowania i stanie się punktem odniesienia dla tysięcy ludzi szukających autentycznej reprezentacji. To początek budowania realnej przestrzeni dla formacji, która nie idzie na kompromisy, mówi językiem prawdy i nie kłania się systemowi.


Nie dajmy się złamać

Wielka zmiana nie zaczyna się od miliona, tylko od pierwszych, odważnych kroków. I nie od sondażowego zwycięstwa, ale od siły przekonań. Wybory 2025 roku mogą nie być końcem systemu, ale mogą być jego pierwszym pęknięciem. Jeśli pęknie raz – pęknie dalej. A wtedy Polska może w końcu zyskać prawdziwą alternatywę.


Nadzieja nie kończy się na podium

Jeśli więc ktoś dziś szczerze wierzy, że pan Grzegorz Braun wygra te wybory – albo że stanie na podium – a ostateczny wynik nie spełni tych oczekiwań, niech nie traci ducha. Prawdziwa gra toczy się teraz o to, by przebić próg 5% – i to jak najmocniej. To ten moment będzie przełomem. Każdy głos ponad ten próg to zwycięstwo, które zmienia reguły gry i buduje grunt pod przyszłość. A więc każdy wynik „z górką” to nie porażka – to powód do radości, nadziei i dalszego marszu bez kompromisów.

Komentarze