Tak zwany "Black Friday" — to jeden z najbardziej skrajnych przykładów współczesnego konsumpcjonizmu.
Kultura „więcej znaczy lepiej” wypiera wartości takie jak oszczędność czy odpowiedzialność za otoczenie.
Nie ma wątpliwości, że rabaty są kuszące, ale warto zadać sobie pytanie, czy naprawdę potrzebujemy tych wszystkich rzeczy, które lądują w naszych koszykach? Ślepe podążanie za promocjami często prowadzi do marnotrawstwa — zarówno pieniędzy, jak i zasobów naturalnych.
Sklepy wywołują presję na konsumentów, by wydawali więcej, niż planowali, i kupowali rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebują.
Sklepy biją się o naszą uwagę, używając trików marketingowych, które sprawiają, że czujemy się zobowiązani do zakupów.
Warto zastanowić się nad tym, co naprawdę daje nam szczęście. Czy jest to kolejny gadżet, czy może czas spędzony z najbliższymi.
Konsumpcjonizm każe nazywać nasze zachcianki potrzebami, natomiast prawdziwe potrzeby człowieka, których nie da się zmierzyć wartością pieniądza takie jak relacje rodzinne, więzi narodowe i społeczne uznaje za względne, nie wspominając już o najważniejszym czyli o Panu Bogu, którego ideologia konsumpcjonizmu spycha na margines i wyciąga dopiero wtedy gdy ma z tego zysk. To bardzo zauważalne działanie szczególnie w okresie listopad-grudzień kiedy to już po uroczystości Wszystkich Świętych wciskane nam są towary nawiązujące do Bożego Narodzenia.
Daliśmy się w to wciągnąć, w różnego rodzaju jarmarki świąteczne otwierane już w połowie listopada, ale takiemu konsumpcyjnemu nastawieniu szczególnie w stosunku do Boga musimy powiedzieć twarde i stanowcze NIE.
❗Konsumpcjonizm to pułapka, w której zwiedzeni płytkim zadowoleniem tracimy z oczu to co autentycznie ważne.
Komentarze
Nie wiem czy tylko ja tak mam, jestem ciekawa Waszych doświadczeń. Kiedy mieszkałam w Wielkiej Brytanii marketing Bożonarodzeniowy był przeogromny, ludzie którzy na codzień podawali się za ateistów nagle przygotowywali się na Boże Narodzenie. Dla mnie było to bardzo denerwujące. Kiedy wróciliśmy do Polski, okazało się że jest niewiele lepiej. Ludzie którzy na codzień nie myślą o Bogu nagle stroją domy itd, czy to nie jest totalna hipokryzja? Czy tylko mnie to tak bardzo denerwuje?
Jest to oczywiście zjawisko negatywne, ale nie wiem czy podchodzi pod hipokryzję. Świat nauczył się świętować Boże Narodzenie bez uwzględniania Bożego Narodzenia. Przejął atmosferę, choinki, pomysł kolęd, czyli pieśni tylko na ten czas - np. Last Christmas śpiewane przez Georga Michaela. Gigantyczny marketing, żeby wszystkim się "coś" udzieliło, co finalnie kończy się po prostu wydaniem pieniędzy:) a potem opadnięciem tych sztucznych emocji i zwykle dołkiem po Sylwestrze.
W tym świecie królem jest pieniądz, a w tych czasach niezwykle rozwinięta jest wiedza o psychomanipulacji.
Ja w swoim życiu staram się coraz mniej "denerwować" tym co robi świat, a zaoszczędzoną energię przeznaczać na robienie inaczej niż świat, czyli tak jak przykazał Pan Bóg:)
Tak, to na pewno lepsza opcja. Dziękuję za odpowiedź 🙂
no ja to tez nazywam hipokryzja ale rozdwojeniem jaźni. Z jednej strony naśmiewają się z katolików że to szury, płaskoziemcy, wsteczniaki itd. z drugiej strony choineczka, pioseneczki świąteczne, prezenciki, sweterki w jodełki i renifery itd. Mówią jedno robią drugie
W USA Black Friday jest praktycznie obecny tylko online, “malls” czyli centra handlowe powoli upadają . Takie jest moje wrażenie . Nawet online to tylko scam, obniżki są tak regularne w ciągu roku że trzeba uważać tylko żeby nie kupić czegoś wtedy kiedy cena jest podwyższona