Ostatnio miałem okazję spotkać się że znajomymi i rodziną, wspomniałem o kryzysie w kościele. Większość nie słyszała … i to mówię o takich co regularnie chodzą do kościoła . To dobrze czy źle?
Odpowiedź zależy od tego, czy kryzys w Kościele jest czy go nie ma. Wg mnie jest i to ogromny. I wg mnie to źle, że jacyś katolicy żyją w jego nieświadomości.
Kryzys jest i można na niego patrzeć od wielu stron. U mnie w rodzinie prawie nikt nie rozumie kryzysu dogmatycznego, kryzysu nauczania, czy kryzysu liturgii, ale już zauważyli słabość Kościoła, gdy poruszyliśmy temat halloween.
Byłem zaskoczony, bo wcześniej ciężko zachęcić do jakiejś szerszej debaty członków mojej rodziny, a gdy wszedł temat tego pseudo święta to nastąpiło poruszenie i krytyka.
Czasem może po prostu warto zacząć rozmawiać z jakiejś innej perspektywy, a potem dzięki temu dojść do kluczowych argumentów.
Komentarze
Odpowiedź zależy od tego, czy kryzys w Kościele jest czy go nie ma. Wg mnie jest i to ogromny. I wg mnie to źle, że jacyś katolicy żyją w jego nieświadomości.
Według mnie tez, największy kryzys w histori, i żadne tłumaczenia że zawsze był kryzys do mnie nie trafiają
Kryzys jest i można na niego patrzeć od wielu stron. U mnie w rodzinie prawie nikt nie rozumie kryzysu dogmatycznego, kryzysu nauczania, czy kryzysu liturgii, ale już zauważyli słabość Kościoła, gdy poruszyliśmy temat halloween.
Byłem zaskoczony, bo wcześniej ciężko zachęcić do jakiejś szerszej debaty członków mojej rodziny, a gdy wszedł temat tego pseudo święta to nastąpiło poruszenie i krytyka.
Czasem może po prostu warto zacząć rozmawiać z jakiejś innej perspektywy, a potem dzięki temu dojść do kluczowych argumentów.
Znam to. W moim otoczeniu wielu ludzi jest przekonanych, że jeśli zamkną oczy i czegoś nie widzą, to tego nie ma... I jak tu z nimi gadać?