W kwestii cnót

  @joanna
30.10.2024
Dzisiejsza rozprawka ze "Sprawek rano" stała się dla mnie źródłem dosyć gorzkiej refleksji. Z religii (tej prowadzonej jeszcze w salkach katechetycznych przy parafii) nie wyniosłam ŻADNEJ wiedzy o cnotach. Z perspektywy lat widzę, że wielu rzeczy dowiaduję się, już po wielu latach i tylko dlatego, że sama zaczynam szukać informacji. Jestem pewna, że współcześni wierni nie są w stanie wymienić cnót (no może niektórzy wiedzą o cnotach teologalnych, ale pozostałe ?). A już wiedza jak te cnoty w sobie rozwijać, jak walczyć z wadami, co robić by cnoty w nas się pojawiły, otóż ta praktyczna wiedza nie istnieje. Nigdy o tym w Kościele nie słyszałam, nie wspominano o tym na religii (a mówię tu o perspektywie 40 lat, kiedy to wydawało mi się, że jestem dobrze "wyedukowana" religijnie - przecież chodziłam na lekcje religii i bynajmniej nie dlatego, że mi rodzice kazali - a w wieku dorosłym regularnie co niedzielę byłam na mszy i słuchałam kazań). Przerażające jest to, że człowiek żył w przeświadczeniu, że jest dobrym katolikiem, bo przecież nie łamie przykazań, chodzi do Kościoła i to powinno wystarczyć. Praca nad sobą? A cóż to jest? Jak się za to zabrać? Zresztą wszystko jest w porządku bo przecież żaden ksiądz o tym nie mówi. Kiedy się nigdy nie zetknęło z tradycyjną nauką katolicką człowiek żyje w złudnym poczuciu, że kroczy właściwą drogą. Teraz po latach, które zmarnowałam nie zdając sobie nawet sprawy, że stoję w miejscu, nie rozwijam żadnych cnót próbuję nadrobić najpierw zaległości w wiedzy (i to niestety tej podstawowej) a następnie zacząć pracę nad swoimi cnotami. 
W tym kontekście nasuwa się jeszcze pytanie jak tak kiepsko wyedukowani religijnie rodzice mają przekazać wiarę swoim dzieciom?


Komentarze