No i jak Państwo oceniacie wasze komentarze po obejrzeniu wywiadu u Jana Pospieszalskiego? ;) Myślę, że wielu z Państwa przypomni sobie dobrą zasadę, że lepiej dwa razy milczeć, niż zbyt szybko zabrać głos. Histeryczne Wasze obrony, świadczące o sekciarstwie, jak również, pełne żalu potępienia, okazują się dziś niepotrzebnym zmarnowaniem kilku kWh. Dziś każdy honorowy i poszukujący prawdy człowiek może tylko zakrzyknąć "żądam prawdy o komorach gazowych!" i Braun, sobie tylko znaną metodą, po raz kolejny przebił wszystkie bańki informacyjne i zasiał ferment w głowach wszystkich Polaków. Historia przyspiesza, mili Państwo. Żyjemy w czasach przełomu. Prawda domaga się objawienia i to się dzieje coraz szybciej.
Jaki był Twój cel tej pielgrzymki?
1. Moim zdaniem błędne stwierdzenie na początku. Postęp technologiczny wcale nie przyspiesza. Żyjemy od około 50 lat w wielkiej stagnacji jeśli chodzi o rozwój technologiczny. Rozwijają się tylko bardzo wyspecjalizowane dziedziny, ale nauka, jako całość leży. Jedynie doskonalimy to, co już dawno ktoś odkrył lub wynalazł. Nie mamy żadnych wynalazków epokowych. Nawet AI jest konceptem sprzed 100 lat i rozwija się tylko dzięki udoskonaleniu znanych już nam technologii. Jako ludzkość zachowujemy się tak, jak człowiek, który pielęgnuje jeden kosmyk włosów, zapominając o całej reszcie fryzury. Do tego utknęliśmy w okropnej pułapce zabobonu, ponieważ zrobiliśmy z nauki religię, a więc odebraliśmy nauce jej najważniejszy atrybut - prawo do kwestionowania i weryfikowania. To oczywiście za sprawą biznesowych lobby, które przywłaszczyły sobie naukę, jako pałkę na konkurencję i na tych konsumentów, którzy mogliby pomyśleć, że obejdą się bez produkowanych przez nich dóbr. 2. Praca u podstaw. Tak, potrzebujemy jak najwięcej takiej aktywności, gdzie ludzie dobrej woli zrzeszają się i wspólnie chcą pracować dla dobra społeczności i narodu. Problem w tym, że wspólczesne systemy polityczne też bardzo nie lubią takiej konkurencji. Żyjemy w epoce faszyzmu, gdzie państwa zawłaszczają coraz więcej, już prawie wszystkie dziedziny naszego życia. Chcą wszystko kontrolować i każdy, kto podejmuje własne, niezależne inicjatywy, to ich wróg. Oczywiście nie możemy się zrażać. Ale przewiduję, że będziemy zmuszeni robić to na zasadzie partyzantki. Po lasach i piwnicach. Koło gospodyń wiejskich? Warsztaty rozpoznawania i przetwarzania ziół? Kącik majsterkowicza? Nic z tych rzeczy! Państwo, dla Twojego "dobra" musi wiedzieć, czym się zajmujesz, bo możesz sobie zrobić krzywdę, albo nieświadomie robić coś źle, nie tak, jak w dopuszczonych procedurach, dyrektywach, ustawach. A przede wszystkim bez państwowej koncesji. Pozdrawiam wszystkich ludzi miłujących prawdę i wolność. Szykujcie się do walki. Za prawdę i wolność warto walczyć, bo to co dostajemy w zamian, nie jest warte życia.
Zmuszanie ludzi do jakichś czynności zawsze wywołuje efekt odwrotny u znacznej części. Ja jestem zwolennikiem katechizacji dzieci, ale jak mi ktoś uchwali, że mam dzieci posyłać na szkolną religię pod przymusem, to będę z tym walczył. Przymus, to ingerencja w wolną wolę człowieka i jest uzasadniony tylko wtedy, gdy chroni się wyższe dobro. Nie ma prawie takich wartości, na ołtarzu których można by poświęcić ludzką wolność.
To jest akurat bardzo dobry tytuł. Wyszedł im, choć pewnie niezamierzenie. Dokładnie taki jest prawdziwy podział. Prawdziwa prawica powinna być antydemokratyczna. Demokracja to zaprzeczenie logice i naturze. Czyli coś, co z prawdą i boskim porządkiem nie ma nic wspólnego. Nigdzie bardziej nie zarysowała się ta granica, niż na dziedzińcu pretorium, gdzie czyta Prawda stanęła naprzeciw woli większości. Gdzie uosobienie wszystkiego co dobre, zostało wzgardzone przez chwilową emocję, wyrażoną w okrzyku setek gardeł. Wyobraźmy sobie, że w drodze do celu mijamy 100 rozdroży. Możemy skorzystać z mapy, albo na każdym rozdrożu głosować nad wyborem drogi. Jakie jest prawdopodobieństwo, że wybierając metodę drugą, dotrzemy do celu?
Ok, czyli mamy realny przykład sprawstwa Grzegorza Brauna. Spowodował jasne oświadczenie Prezydenta RP. Myślę, że bez akcji w Oleśnicy, nie byłoby tej wypowiedzi.
Hehe, właściwie to dla katolika ziemia może być trójkątna. Proszę bardzo, ja zaryzykuję tezę, że ziemia jest tak naprawdę wklęsłą wstęgą Mobiusa, a my żyjemy wewnątrz niej. Jak to będzie istotne, to po śmierci się dowiemy kto był bliżej prawdy. Dobrze by było tę wiedzę przyswajać z pozycji nieba, a nie piekła ;)
Skoro Bóg tak to zaplanował, że na początku jest zauroczenie, które pcha nas ku poważnym decyzjom, jak małżeństwo, a dopiero potem pojawia się proza życia, gdzie trzeba nauczyć się prawdziwie miłować, to to musi być dobre. Nigdy nie wytłumaczysz zakochanym po uszy nowożeńcom, że to co teraz odczuwają, to nie jest prawdziwa miłość. Oni nie zrozumieją do końca co sobie przysięgają. Ale treść tej przysięgi jest kluczowa. To jest decyzja, która w swojej sakramentalnej powadze i doniosłości decyduje, że za kilka lat, kiedy nic z dawnego ognia nie zostało i kiedy przytłacza nas ciężar rodzicielstwa, przemijająca uroda, obowiązki, które zajmują cały nasz czas, bez chwili na wspólne przyjemności, postanawiasz w tym trwać i oddajesz ostatnie bastiony swojej wolności dla utrzymania tego rodzinnego ogniska. I wtedy dopiero zaczynasz rozumieć czym jest prawdziwa miłość...
Myślę, że Prawda ma taką właściwość, że odkrywa się ją wielowymiarowo. Zbliżanie się do prawdy w wymiarze duchowym, pomaga zbliżyć się do prawdy w wymiarze materialnym i na odwrót. Post zupełny ZAWSZE przynosi korzyści zdrowotne, o ile jest faktycznie zupełny i trwa więcej jak 3 dni. Nawet jak pozornie nie widać efektów, przedłuża życie. Rozjaśnia umysł, zmniejsza tolerancję na dopaminę, wycisza. Idealny na okres Wielkiego Postu (Jezus pościł 40 dni). Aha! Nagle człowiek zyskuje kilka, kilkanaście godzin tygodniowo, które może poświęcić na modlitwę, lekturę, czas spędzony z rodziną.
Chciałbym zadać pytanie do rozważenia teoretycznego. Z dziedziny równoległej. Jest bioenergoterapeuta z sukcesami terapeutycznymi, skuteczny, który się nawraca, głęboko wierzy i jest w stanie łaski uświęcającej. Nie traci zdolności i jest w stanie nadal pomagać ludziom, oddając chwałę Bogu i Jemu przypisując sprawstwo, a sobie jedynie pośrednictwo. Co wtedy? Bioenergoterapia jest raczej pozbawiona elementu mistycznego, nie ma tam odwołań do kultu bożka, ani antropocentryzmu. Jestem zainteresowany tematem relacji Kościół - nauka i jej pogranicza. Na przykład zupełnie nie uznaję potępiania przez Kościół praktyk "nienaukowych", przynajmniej od czasu, kiedy Kościół dał sobie naukę odbić. Jak zresztą mieliśmy się okazję wiele razy przekonać, ogon merda psem i bezrefleksyjne stawanie po stronie "autorytetu" nauki bardzo Kościół hierarchiczny osłabiło i skompromitowało.
Homeopatia ma tyle samo związku z ezoteryką, co ziołolecznictwo. Po prostu z uwagi na to, że medycyna rockefellerowska zwalcza i jedno i drugie, zajmują się tym ludzie z natury antysystemowi, mówiąc otwarcie, często świry. Współcześni hippisi, którzy lubują w neopoganizmie i ezoteryce. Homeopatia to medycyna informacyjna, której naukowe podstawy bada się od 100 lat. Jestem zdania, że należy ją, oraz medycynę alternatywną odbić ezoteryce, bo zostały po prostu przywłaszczone wtedy, gdy Kościół dał sobie odebrać naukę, którą później zdominował wielki biznes. Lepiej poszukać przedsoborowych opracowań naukowych ludzi duchownych na te tematy, bo współczesny Kościół mówi tym samym językiem i tą samą propagandą, co przekupione autorytety medyczne. Mam w rodzinie osobę, która homeopatią pomogła wielu rodzicom usunąć skutki szprycowania ich dzieci i autyzm się cofał. Jeśli się boicie, że preparaty homeopatyczne niosą negatywny ładunek duchowy, to wierzycie w moc amuletów. Ale zawsze można się przeżegnać, odmówić egzorcyzm i przyjmować to zawsze w stanie Łaski Uświęcającej
Przepraszam, tak z ciekawości pytam. Czy lekarze naciskali w kierunku 💉?
Też się zastanawiałem nad tym i z moich przemyśleń powstała taka idea. Cel, do którego chcę dążyć i go możliwie szybko osiągnąć. Chodzi o niezależność, zbudowaną na 3 filarach. 1. Niezależność finansowa - czyli aby było mnie stać porzucić pracę na dłuższy czas, najlepiej mieć dochód pasywny i alternatywne źródła dochodu. Także po to, żeby było mnie stać zapłacić grzywnę za cichą modlitwę, za niepoddanie się przymusowi eksperymentów medycznych, za palenie w kominku, jeżdżenie tanim autem, żebym miał za co przekupić strażnika, policjanta, lokalnego volksdeutscha. 2. Bezpieczeństwo - w krótkich słowach broń, łączność i niezbędnik przetrwania do czasu zapewnienia bezpieczeństwa sobie i rodzinie. 3. Drugi paszport. Najlepiej kraju poza UE, ale dość dostępnego (Turcja) - żeby nie dać się wpuścić w maszynkę do mielenia mięsa armatniego. Być może brzmi to egoistycznie i mało romantycznie, ale uważam, że najważniejsze co można dziś zrobić, to ratować tkankę narodową przed całkowitym rozpadem. Polskość i wartości można przechować wszędzie. Kiedy osiągnie się ten poziom niezależności, nie tylko można spokojnie skupić się na "dzisiaj", ale też bez skrępowania świadczyć o Prawdzie i pomagać rodakom w osiągnięciu tego samego.
To by dawało złudne i fałszywe wrażenie jakiejś równowagi argumentów. Jeszcze kto by pomyślał, że można tamtą deklarację potraktować poważanie. Tymczasem wystarczy jeden niezbyt rozgarnięty student pierwszego roku teologii, albo seminarzysta, żeby obalić te absurdalne wynurzenia.
Chyba warto dodać komentarz po 2 tygodniach od wpisu, kiedy już jesteśmy mądrzejsi o 2 tygodnie nowych sondaży i przemielenie tematu na wszystkie strony. Wygląda na to, że start Brauna nie zaszkodzi Mentzenowi, a sam Braun ma szansę na niezły rezultat 3-5%. Co to oznacza? Że to był dobry ruch! Jest tak, jak przewidywałem, czyli że elektoraty Brauna i Mentzena nie zachodzą na siebie, ale się dodają. Stawiam tezę, choć jest ona bardzo ryzykowna, że to mógł być ruch przemyślany, z obu stron konsultowany i celowy! Nawiązując do Sprawek Wieczorem z dzisiaj (30.01) i rysujących się stronnictw, nazwijmy je Myszy vs. Misie (hehe), chciałbym przekonać przedstawicieli obu stron, że nasz cel nadrzędny możemy nadal wspólnie realizować. Co więcej, uważam, że ten pseudo podział, który nastąpił po ogłoszeniu kandydatury pana Brauna, był jedną z najlepszych rzeczy, jaka mogła się wydarzyć dla powodzenia naszej sprawy. Potrzebujemy zarówno dzielnych marynarzy, porywających się na największe fale i wypływających na odległe wody, jak i latarnie świecące mocno na wzburzonym morzu i stojące zawsze tam, gdzie stoją. Jedni nie mają racji bytu, bez drugich. Jeśli Bóg pozwoli, aby moje nadzieje się spełniły, to będziemy świadkami epokowego majstersztyku i odzyskamy Polskę i naszą sprawę. Za sprawą projektu, który trwa raptem 7 lat. Módlmy się o prowadzenie dla nas i dla nich i powstrzymujmy się przed wydawaniem pochopnych osądów. Wspierajmy jednych i drugich jak umiemy, a pozostały czas poświęćmy na budowanie katolicyzmu i polskości w naszych rodzinach i społecznościach.
Jestem przeciwnikiem romantyzmu, więc nie zgadzam się z tezą autora, stawianą między wierszami. Jeśli jesteś na wojnie i chcesz ją wygrać, musisz czasem wyjść z obozu i udać się często daleko od źródeł zaopatrzenia. Wielu już do obozu nie wróci. Dla powodzenia misji potrzebni są zarówno ci, którzy podejmują te ryzykowne wypady, jak i ci, którzy pozostają w obozie, gdzie mają kontakt z dowództwem, strategią, zasobami. Dlatego nie obrażajmy się jedni na drugich. Do skutecznej akcji politycznej potrzebne jest sięganie tam, gdzie się brzydzimy, aby uzyskać przewagę. Potrzebne jest też, aby byli tacy, co przypomną o co walczymy. Na wojnie nie można grać tylko w otwarte karty, czysto i z honorem na wierzchu. Potrzebujemy też ukrytych agentów, brudnych układów, taktycznych sojuszy. Ostatnio przyszło mi jeszcze inne porównanie do głowy. Środowisko Konfederacji (szerzej, Konfederacji Gietrzwałdzkiej) to taki zespół rajdowy. Potrzebny jest kierowca, sprawny samochód, mechanicy i technicy, oraz mapa, żeby wiedzieć gdzie jest meta. Mentzen jest dziś kierowcą i skupia się na wyprzedzaniu konkurentów w wyścigu. Korwin i Braun wysiedli, ale tylko po to, żeby stać przy torze i sygnalizować gdzie jest meta. Bo bez tego nie wiadomo po co właściwie się ścigać.
Uwaga, bez żadnych sugestii pytam. Czy można uznać wyznawców Talmudu, jako tych, którzy wypowiedzieli chrześcijaństwu wojnę i prowadzą przeciw Kościołowi walkę napastniczą? Robią to w sposób niezwykle przebiegły tak, że wykorzystują do tej walki wielu spośród nas i obracają nas przeciw sobie. Bo jeśli można, to czy można uznać, że obrona jest konieczna i to metodami, które będą skuteczne i wystarczające. Czy mogą to być metody prawne i dyplomatyczne? Cóż, jeśli oni nas uważają za zwierzęta w ciałach ludzkich o powołaniu służebnym wobec nich, to język dyplomacji i prawa nie zadziała. A więc? Czy pozostaje język przemocy? Czy nie do takich wniosków dochodzili władcy różnych narodów, wypędzając Żydów z ich ziem? Czy katolik w obronie własnych świętości ma prawo użyć przemocy prewencyjnej wobec takiego przeciwnika?
Wśród rodzin katolickich i praktykujących jest dużo większa dzietność niż w innych, dlatego wszystko co musimy zrobić, to bronić nasze dzieci przed fałszem, indoktrynacją i moralnym zepsuciem. Trzymajmy się!
Myślę, że może zaspokoić cię zapewnienie, że Jezus, gdy zszedł do otchłani, oprócz sprawiedliwych zabrał ze sobą również wszystkie te niewinne dzieci. Wszystkie do skończenia świata. Te z aborcji i te, które nie zdążyły dożyć Chrztu. Stało się tak, ponieważ po przekroczeniu bramy śmierci czas przestaje istnieć. Nie ma chronologii. Bóg też nie podlega czasowi. Jedyna różnica między nimi, a ochrzczonymi jest taka, że ochrzczeni są dziećmi i dziedzicami królestwa, a pozostałe stworzenia zajmą miejsca gdzieś pomiędzy nimi i aniołami. Śpij spokojnie.
Pamiętaj, że uczciwy to taki, który stara się zęba ratować, a nie zatruwać. "Leczenie kanałowe" nie jest żadnym leczeniem. Nie daj się wpuścić w kanał. A jeśli uratować się nie da, to zdrowiej wyrwać i oczyścić zębodół, niż truć i mumifikować trupa. Martwa tkanka w ustach to wieczny problem.
Cierpienie jest aktem miłosierdzia Bożego dla człowieka. Jest tym, co może go uświęcić. Szczególnie to niezawinione cierpienie. To łaskawa zgoda Boga na odpokutowanie naszych win jeszcze za życia i uniknięcie nieskończenie cięższych mąk po śmierci.
Szkoda, że nie ma opcji częściowego nauczania w ED. To byłoby świetne wyjście dla rodziców, którzy nie mogą sobie pozwolić na nią całościowo, ale chcieliby mieć kontrolę nad nauczaniem np. tej nieszczęsnej edukacji zdrowotnej, albo biologii, czy historii.
Jak to jest u tradycyjnych kapłanów na spowiedzi? Czy wypowiadają formułę "Bóg, który pojednał świat ze sobą..." na głos i wyraźnie, czy tak jak większość novusowych księży, mamrocząc gdzieś tam pod nosem? Bo w tym chyba wyraża się podejście kapłana do tego sakramentu.
Ja tylko pragnę zwrócić waszą uwagę, że ten program ma dużo szkodliwych założeń także w dziale odżywiania i profilaktyki zdrowotnej. Założenia wzięte żywcem z WHO, albo z przestarzałych podręczników. Typowa hodowla bydła. Jak ktoś chce mieć zdrowe i mądre dziecko, niech nie posyła go na te lekcje, gdzie będzie się mówić o odżywianiu i o profilaktyce zdrowia.
Jeśli ktoś byłby zainteresowany, to pomogę w tym ostatnim obszarze. Jednym z moich celów jest odzyskać medycynę naturalną i ludową z "rąk" ezoteryki. Mamy piękne, katolickie tradycje w obszarze terapii naturalnych.
U mnie rozchodzi się o to, że do tradycji doszedłem sam. Jak przekonać żonę? Ona nie chce się w ten temat zagłębiać. Nie chce też się rozdzielać na osobne Msze. Więc przeszkodą jest zachowanie jedności w rodzinie.
Vademecum ojca - Janusz Korwin-Mikke. Ja niezmiennie podziwiam, że pomimo deklarowanego dystansu do Kościoła, pan prezes w sprawach społecznych głosi naukę bardziej katolicką od większości katechetów i księży. A to z powodu jego konserwatyzmu, który uznaje coś, co działało przez wieki, za to, co będzie działało nadal.
No i co z tego? Będziemy jeszcze mu kiedyś dziękować. Świat szedł w złym kierunku, a tu przychodzi papież, który największych konformistów wybudza z letargu takimi wstrząsami. Im więcej takich wypowiedzi, tym donioślej i z większą mocą któryś z następnych papieży będzie mógł potępiać.
Dla mnie to jest absolutnie obojętne. A dzieciom najlepiej mówić, żeby nie dały sobie narzucić żadnego światopoglądu, żadnej teorii. Niech za to pytają i rozważają każde, nawet najmniej prawdopodobne teorie. To pobudza wyobraźnię. I w końcu kto, jak nie ci, którzy mają wielką wyobraźnię, zmieniają świat?
Bazując na opisie Pana Dawida, cała sprawa wydaje się być kuriozalna. Wygląda to tak, jakby ktoś biskupowi dosłownie zlecił postraszenie youtubowego twórcy. A biskup, mając czyjeś notatki, nie sprawdził ich, za to usłużnie wykonał polecenie. Śmierdzi to uwikłaniem w jakieś okropnie nieczyste zależności. Podejrzewam, że działaniem głęboko przemyślanym i mającym na celu zbawienie duszy tego biskupa, było upublicznienie tego wydarzenia. To już ten etap, gdy tylko wstrząs, jakim jest wytoczenie niejako publicznego procesu przeciw niegodziwościom hierarchów, jest ich ostatnią szansą.
Korzystając z okazji, czy zna ktoś księdza, który ma wiedzę w sprawach pożycia małżeńskiego, moralności seksualnej itp?
Myślę, że ofiarowanie swojego cierpienia za duszę osoby, która to cierpienie spowodowała, jest szlachetną i nawet heroiczną postawą.
Jestem do takich inicjatyw nastawiony średnio sceptycznie. Przede wszystkim dlatego, że deklaracja modlitwy i nawet prawdziwa modlitwa w czyjejś intencji po pierwsze karmi naszą pychę, po drugie, daje wewnętrzne przyzwolenie na "odpuszczenie" tematu. Na zasadzie "Jezu, Ty się tym zajmij". Nie znoszę akcji typu - Potrzebuję pomocy, moje dziecko ma problemy z nauką i nie mogę znaleźć dobrego wychowawcy i nauczyciela. - Ojej nie martw się, na pewno wszystko się ułoży. "Jezu, Ty się tym zajmij". Jeśli mamy na poważnie rozwiązywać nasze problemy, to zaangażujmy się osobiście, a Boga i świętych przyzywajmy na wzmocnienie w naszych staraniach. Dlatego postuluję raczej rozszerzenie akcji "Katolik do katolika po swoje". Mamy przeróżne talenty i możliwości. Użyczajmy je sobie nawzajem. Jak to jest dobre, to Bóg to pobłogosławi.
Warto podkreślić, że Sławomir Mentzen był jednym z Sygnatariuszy Konfederacji Gietrzwałdzkiej, jeszcze zanim powstała partia polityczna Konfederacja WiN. Można zatem przypuszczać, że za fundament przyjął te same wartości, co Braun, Winnicki, Bosak. Taki akt nie jest zupełnie bez znaczenia. Moim zdaniem dość mocno go określa i stawia w dobrym świetle.
Wspólnota międzywyznaniowa pod patronatem Jezuitów? Zaproś ich na wspólny różaniec i zobaczysz ich reakcję. To niestety są heretycy, którzy wciągają katolików dobrej woli do sekty, która odrzuca nauczanie Kościoła w dużej części.
Ciekaw jestem jak ta sama praktyka ma się do małżeństwa, które posiada już pow. 3 dzieci. Cel spłodzenia potomstwa jest osiągnięty, cel utrzymania rodu ludzkiego też, bo zastępowalność pokoleń jest na poziomie ok. 2,2 dziecka na kobietę. Wchodzimy więc na drugorzędny cel małżeństwa, czyli utrzymanie jedności, miłości wzajemnej i wspólnego dążenia do świętości. Więc jeśli współżycie nie jest nastawione na poczęcie, ale nie jest też nastawione wyłącznie na doznania, a wspiera jedność i miłość, to moim zdaniem jest uprawnione.
Jacek Schmidt "Szok charyzmatyczny". Polecam książkę, która opisuje to zjawisko. Proszę sprezentować tę książkę proboszczowi, bo naraża swoich parafian i siebie na odłączenie od Kościoła i tym samym potępienie duszy.
Totalne pomieszanie z poplątaniem. Arystokratów nie wysyła się na front, tylko trzyma pod kloszem, żeby w odpowiednim momencie wyjąć jak królika z kapelusza. Jak się Rosjanom znudzi sentyment do ZSRR, to byłby jak znalazł. Nowy prezydent, z rodu carskiego. Światowiec. Zachodni taki. Widać, że Rosja upada, skoro nawet tak łatwe okazje marnuje. On powinien być szkolony przez KGB na przyszłego prezydenta/cara - co tam będzie akurat się opłacało. No chyba, że był, tylko przez obce służby i go KGB zdemaskowało. To by wyjaśniało jego zsyłkę na front ukraiński. Chociaż kiedyś takich się wrzucało do pieca hutniczego i stawali się częścią kadłuba lub lufy czołgu. Ostatecznie i tak trafiłby tam, gdzie trafił.
Można wysłać paczkę do paczkomatu, tam jednak trzeba podać numer telefonu. Można podać kod blik, jednak to wymaga, żeby odbiorca był w tym momencie przy bankomacie i był w kontakcie. Myślę, że najlepiej wysłać list/paczkę na adres FSSPX w Gdyni z napisanym adresatem do przekazania do rąk własnych.
Jak tu uczciwie studiować historię, skoro historię piszą zwycięzcy? Przecież powszechną praktyką było i jest palenie bibliotek, książek, kronik. Cała historia ludzkości to historia spisków, podmiany władców, skrytobójstw. W starożytności spalono bibliotekę aleksandryjską, a wraz z nią przepadły fakty o wiekach cywilizacji i kultury, współcześnie niszczy się starożytne biblioteki na bliskim wschodzie, a tony wywiezionych stamtąd artefaktów gniją w muzealnych piwnicach. A dziś prawda jest zanurzona w wielkim morzu kłamstw i nie sposób ją wyłowić. A jak już jakiś pasjonat dogrzebie się do prawdy, połączy kropki, to jest szybciutko szufladkowany do szufladki z napisem "szury, płaskoziemcy, ignoranci". Czy wobec tej rzeczywistości warto w ogóle marnować życie na poszukiwanie prawdy? Może należy skupić się na swoim życiu i trwać przy jedynej pewnej prawdzie. Prawdzie o Bogu, którą przekazuje nam od wieków, w niezmienionej formie (mam nadzieję) Kościół?
Piszesz mocno emocjonalnie. A ja uważam, że jeśli Bóg uznał, że Trump ma być narzędziem w Jego ręku, to mógł go uratować. I żadna ludzka komisja nie dojdzie do tego, że to boska interwencja w tym skręceniu głowy na milisekundę przed strzałem. Trump miał niesamowite szczęście, strażak za nim już mniej. Naszą rolą jest podtrzymywać przyszłego prezydenta USA w tym przekonaniu, że to Bóg go ocalił, bo dzięki temu będzie miał silne poczucie, że ma spełnić ważną rolę w jakimś boskim planie. Niech więc od tej pory dużo się modli i prosi o natchnienia Ducha Świętego przy podejmowaniu decyzji. A najlepiej Duch Święty prowadzi człowieka, który jest w stanie łaski uświęcającej. Do tego trzeba Trumpa namawiać.
To samo co "walę w mordę diabła". Ten sam poziom...
Bo w takich sprawach wskazana jest ostrożność. Tym bardziej, jeśli sprawa jest wykorzystywana do podgrzewania polaryzacji. Bardzo dobrze, że Konfederacja nie stawia się po którejś ze stron ONI vs. MY. Bardzo możliwe też, że zarzuty na księdza Olszewskiego nie są bezpodstawne. A wtedy tym bardziej należy takiego surowo ukarać i piętnować, bo nie tylko popełnia przestępstwo z KK, ale podważa strzępy zaufania do kapłaństwa.
Myślę, że warto się postarać o zaufany kontakt wysokiego szczebla, zadzwonić do niego i spytać czy warto. Bo zostawiać w kraju kwiat narodu tylko po to, żeby rzucić go na pierwszą linię frontu na przemiał, to na pewno nie jest patriotyzm. Odtworzyć naród można tylko z żyjących. Wystarczy nam już martyrologii i kultu porażek.
Dlaczego większość tutaj pisze z poziomu "uważam"? Czy nie byłoby właściwe sprawdzić u źródła jak powinniśmy postępować? Ja uczęszczam na NOM, bo jestem jeszcze w fazie przejściowej. Z tego co wiem, NOM jest ważna (być może często niegodna, ale ważna), tak jak sakramenty. Mam pytanie innej treści. Czy "uciekanie" do Mszy Trydenckiej nie jest trochę porzucaniem łodzi, w której się płynie? Jeśli jestem już dobrze ukształtowany przez Tradycję, może warto czasem przejść się na NOM i po niej porozmawiać z celebransem o błędach, jakie popełnił i rzeczach, które pominął? Czy możemy zostawiać naszych współparafian w niewiedzy, błędach i na pastwę protestantyzacji?
Masz niestety zainfekowany umysł. Boisz się rzeczy błahych, unikasz nie rzeczy realnych, ale Twoich wyobrażeń tych rzeczy. Nie ma znaczenia dokąd pojedziesz na wakacje. Nie to czyni Cię nieczystym, co do Ciebie wchodzi, ale to co z Ciebie wychodzi. Nie jestem obieżyświatem, ale mam bardzo dobre doświadczenia z Turcją. Bo widzisz, dzisiaj Turcja jest bardziej katolicka, niż kraje zachodnie. Nawet Włochy. Już samo to, że panuje tam praktycznie monarchia absolutna, czyni ten kraj kulturowo i cywilizacyjnie bardziej katolickim. A poza tym, jeśli to tylko urlop, a nie wyjazd na kila lat, lub całe życie, to nie ma żadnej różnicy między hotelem w Turcji, czy Egipcie i hotelem w Hiszpanii.
Gdyby komuś z Was, Sprawkowicze, wydawało się, że do posiadania dzieci trzeba mieć warunki, to pragnę Was pocieszyć, że są tylko dwa warunki, które się liczą. Miłość wzajemna (warunkowo) i zdolność biologiczna (warunek prawie konieczny). Pozostałe tzw. "warunki" to wymysły lewicowych ideologów, aby oddalić w nas myśl o posiadaniu potomstwa. A ja, przez wzgląd na własne doświadczenie, potwierdzam, że najpierw dzieci, potem "warunki" to bardzo właściwa kolejność. Co więcej, dzieci niejako stają się warunkiem do tego, aby lepiej i szybciej te dogodne "warunki" osiągać. Mówiąc krótko, jak są dzieci, to pędzisz bardziej do przodu i budujesz dobrobyt dużo szybciej i wydajniej.
Też nie jestem fanatykiem Brauna (uwaga, nie jestem niczyim fanatykiem i fanatyzmem i sekciarstwem się brzydzę), dlatego od paru dni milczę i tu i na innych platformach w kwestii potępienia, lub pochwalenia rzeczonej wypowiedzi. Nie można tego wszakże powiedzieć o wielu użytkownikach tego portalu, nad czym ubolewam. Cenię Grzegorza Brauna za coś, czego nie da się "zmonetyzować" na tym świecie. Tym bardziej go cenie, że sam mam przemożną potrzebę odkrywania prawdy. To bywa bolesne. Najbardziej bolesne bywa to dla sekciarzy i partyjniaków, którzy lubią słodkie kłamstwa i są zapatrzeni w swoich idoli jak w święty obrazek. Braun bezkompromisowo tnie jak nożem wzdłuż i w poprzek naszych baniek informacyjnych, domagając się wszędzie prawdy. Tej niepoprawnej i niewygodnej też. Z pewnością skończy marnie, wrobiony w obcą agenturę, albo skandal obyczajowy. Doceniajmy takich ludzi, ale nie tylko za to co mówią, tylko jaki efekt i owoce to przynosi.