Witam wszystkich.
Chciałem nawiązać do porannej rozprawki z 15 kwietnia na temat „czym jest
miłość”.
Długo się zastanawiałem nad tym i po 42 latach małżeństwa doszedłem do pewnych
wniosków. W zasadzie zgadzam się w pełni z tym co Pan Dawid powiedział w
rozprawce. Wydaje mi się, że mogę to trochę uprościć. Faktem jest, że już od
bardzo dawna, prawdopodobnie co najmniej od początków XX wieku pejs-panowie
pracowali intensywnie nad tym, aby zniżyć gojów tylko do instynktów. Przyczyny
takiego podejścia są dość oczywiste więc nie będę na ten temat pisał.
Ciekawe jest to, że już jako nastolatek bardzo mnie irytowała filmowa propaganda
przedmiotowego traktowania kobiet. Filmy, powieści, słuchowiska, obrazy itp.
sugerowały, że kobieta jest tylko po to, aby zaspokoić popędy mężczyzn. Ale
nie będę się nad tym rozpisywał.
Według mnie prawdziwa miłość jest formą całkowitego i pełnego niewolnictwa. Ja
jako mężczyzna, dobrowolnie oddaje się w niewolę swojej wybrance. I ona też
powinna się oddać dobrowolnie w niewolę swojemu mężowi. Niewola ta polega na
pełnym oddaniu się sobie we wspólnym życiu w celu przekazania tego życia swoim
dzieciom. Jeżeli ja oddam się we władanie swojej niewolnicy to powstaje związek
oparty na skrajnym szacunku i bezgranicznym zaufaniu. To tak jak z oddaniem się
w niewolę miłości Bogu. To jest ten sam wzorzec. Oczywiście w rzeczywistości
takie podejście jest poważnie ograniczane przez zwykłą ludzką niedoskonałość i
grzeszność. Ale jest możliwe.
Wydaje mi się, że to jest dobra definicja prawdziwej miłości.
Czyli, miłość jest oddaniem się w niewolę swojej wybrance lub swojemu
wybrankowi.
Niestety ludzie często też mylą zauroczenie z miłością. Tak się dzieje
zwłaszcza w młodym wieku. Nastolatki nie odróżniają zauroczenia od miłości.
Podejrzewam, że spora część dorosłych też nie umie tego odróżnić. Tutaj
wystarczy spojrzeć na hedonistyczne w swej większości związki nie tylko hollywood’zkich
aktorów i aktorek. Wydaje mi się, że rozszyfrowałem ten problem. Rozróżnienie
jest dość proste. Jak mówi „Mądra księga” prawdziwa miłość nie zna zazdrości. Zauroczenie,
natomiast jest przesiąknięte zazdrością. I chyba tylko tak je można rozróżnić.
Co o tym sądzicie?
Komentarze
Skoro Bóg tak to zaplanował, że na początku jest zauroczenie, które pcha nas ku poważnym decyzjom, jak małżeństwo, a dopiero potem pojawia się proza życia, gdzie trzeba nauczyć się prawdziwie miłować, to to musi być dobre.
Nigdy nie wytłumaczysz zakochanym po uszy nowożeńcom, że to co teraz odczuwają, to nie jest prawdziwa miłość. Oni nie zrozumieją do końca co sobie przysięgają. Ale treść tej przysięgi jest kluczowa. To jest decyzja, która w swojej sakramentalnej powadze i doniosłości decyduje, że za kilka lat, kiedy nic z dawnego ognia nie zostało i kiedy przytłacza nas ciężar rodzicielstwa, przemijająca uroda, obowiązki, które zajmują cały nasz czas, bez chwili na wspólne przyjemności, postanawiasz w tym trwać i oddajesz ostatnie bastiony swojej wolności dla utrzymania tego rodzinnego ogniska. I wtedy dopiero zaczynasz rozumieć czym jest prawdziwa miłość...