Miałem kiedyś 2 bliskie mi osoby, które przez wiele lat mnie krzywdziły i mówiły o mnie setki razy paskudne oszczerstwa przy mnie i przy innych… Z pewnych powodów nie mogłem się od nich odciąć, ale to nie jest istotne w temacie tego posta.
Mówiłem sobie przez wiele lat że im przebaczyłem, bo myślałem że ja się na nich nie zemszczę. W pewnym momencie jednak odkryłem że siebie okłamywałem, bo może i myślałem że JA się nie zemszczę, ale… Bóg im odda, bo Bóg jest sprawiedliwy i nie obędzie się dla nich bez kary. Ta myśl mi przynosiła ukojenie. Nagle do mnie dotarło, że ja chciałem zemsty, ale rękami Boga :o To było przerażające odkrycie dla mnie, bo co to w praktyce znaczy? Że ja liczyłem na to że będą się smażyć w czyśćcu jeśli nigdy nie wyrażą skruchy za życia.
Natychmiast zmieniłem swoją postawę. Zrobiłem 2 rzeczy:
Od wtedy minął mi cały ból przeszłości związany z tymi relacjami i myślałem już o tych osobach życzliwie, chociaż nadal musiałem stawiać im granice gdy mnie próbowały krzywdzić . Na pewno jestem pewien punktu 1 żeby nie myśleć w ogóle o sprawiedliwości Bożej względem tych osób bo to nie moja sprawa...
Ale tak sobie myślę o punkcie 2 - i tu mam do Was pytanie - czy on jest poprawny teologicznie? To można komuś odpuścić winy, kto nie ma skruchy i nie żałuje zła?
Dlaczego na przykład Pan Nasz Jezus Chrystus się modlił o przebaczenie za swoich prześladowców? Jak Bóg może przebaczyć komuś kto nie ma skruchy? Czy sprawiedliwość Boża nie jest rzeczą pewną? Czy przy braku skruchy osoby której się przebacza, przebaczenie ma jakąkolwiek moc w porządku nadprzyrodzonym? Czy jedynie sprawia że “lepiej się czuję” w porządku naturalnym?
PS. Wiem że temat raczej do Księdza, ale Księża FSSPX są strasznie zajęci i mimo wielu prób kontaktu nie udało mi się z żadnym spotkać :(
Ale pomyślałem że może tutaj ktoś udzieli mi satysfakcjonującej odpowiedzi na moje rozterki :)
Komentarze
Nie jestem teologiem, ale miałem podobnie w życiu i również (przed Najświętszym Sakramentem) przebaczyłem tej osobie i poprosiłem Boga a miłosierdzie dla niej. Ty możesz przebaczyć komu chcesz bez zadnych wymagan dodatkowych, co zrobi Bog? – na to nie masz wielkiego wpływu, ale taka modlitwa i ofiara z własnego egoizmu (polegająca na przebaczeniu krzywdy zamiast szukaniu zemsty) na pewno nie zostanie niewysłuchana i kiedyś (choćby na łożu śmierci) te osoby zapewne dostaną dodatkowe laski. Czy beda wystarczajace to juz bedzie zalezalo od tych osób i ich wyborów życiowych.
Też teologiem nie jestem, ale wydaje mi się, że modląc się o miłosierdzie Boże dla naszych prześladowców, wymadlamy łaskę nawrócenia dla tych osób oraz łaskę żalu za grzechy.
Podobnie jak Ty w drugiej połowie swojego wpisu i jak pozostali dwaj komentujący uważam że najważniejsze jest Boże Miłosierdzie o które można prosić, sprawiedliwość może być dla nas niezrozumiała - jeśli oddajemy niezależnemu Sędziemu naszą sprawę, podajemy fakty to zawsze udzielony wyrok będzie sprawiedliwy - decydujemy o tym w momencie prośby o rozsądzenie.
Co do przyszłości to zarówno wola Boża jak i ich postępowanie a przede wszystkim Twoje nastawienie i w miarę możliwości asertywność może pomóc, jeśli tylko jesteś pełnoletni ale nawet jak jesteś już po bierzmowaniu to możesz stanąć na baczność. W eksperymentach psychologicznych pokazano że jeśli ktoś przystanie do swojej roli więźnia to sprawia że inni, nadzorcy go traktują jak własność.
Myślę, że ofiarowanie swojego cierpienia za duszę osoby, która to cierpienie spowodowała, jest szlachetną i nawet heroiczną postawą.