O. Woroniecki, najwybitniejszy polski tomista, wyjaśnia dlaczego naturalne planowanie rodziny jest grzechem i jest niezgodne z wiarą katolicką:
"Jeśli zaś nie wykluczają go (potomstwa), ale odsuwają na plan drugi tak, iż pierwszą intencją małżonków jest poszukiwanie rozkoszy zmysłowych, natenczas stosunki płciowe między nimi nieraz mogą mieć charakter grzechu powszedniego i wstrzymać łaski, których im sakrament małżeństwa gotów zawsze udzielić."
"Ogólną normą jest, że w małżeństwie należy utrzymywać stosunki płciowe (...), które doprowadzają do zapłodnienia. Wszystko, co przeciw temu wykracza wówczas jest grzechem śmiertelnym, jako złamanie prawa Bożego, ustanowionego dla utrzymania rodu ludzkiego". Źródło "U podstaw kultury katolickiej", O. Jacek Woroniecki OP
Jak widzimy jest to grzech powszedni, który ma potencjał stać się grzechem śmiertelnym. Jeżeli w poradniach małżeńskich namawia się do grzechu powołując się na nauczanie posoborowych papieży, mamy obowiązek nieposłuszeństwa, jako że Prawo Boże stoi ponad prawem kanonicznym i ludzkim.
Komentarze
Panie Pawle, Bóg zapłać za polecenie książki O.Woronieckiego. Zamówiłem i zapoznam się. Poruszany przez Pana temat uważam za arcy ważny. Własnymi przemyśleniami i doświadczeniem życiowym doszedłem do wniosku, że tak zwane planowanie potomstwa kłóci się z pełnym poddaniem woli Bożej. Mam to szczęście, że moja żona również podziela takie spojrzenie na małżeństwo. Bogu niech będą dzięki za moją żonę. Mam wielki szacunek do małżeństw, które są otwarte na ŻYCIE bez żadnego "ale". W miarę możliwości staram się wspierać takie rodziny, bo często są one pod ostrzałem krewnych, a nawet innych katolików. Sam tego doświadczam. Dzięki Bogu jedność małżeńska daje wystarczający fundament do wytrwania w dobrym.
Według mnie to po pierwsze fałszywa alternatywa. Nie widzę tu sprzeczności między prawem Bożym a prawem kanonicznym, tylko między „prawem O. Woronieckiego” a nauczaniem kościoła.
Po drugie argumenty przytoczone ze zrodla mnie w ogóle nie przekonują, bo znow wprowadzaja niepotrzebna komplikacje. Tak samo jak mozna jesc zeby jednocześnie utrzymywać organizm przy życiu oraz czerpać przyjemność ze smacznego jedzenia, i jedzenie np. deseru na koniec posilku (który już w tym momencie nie służy w pierwszym rzędzie nakarmieniu organizmu) nie jest samo w sobie grzechem. Tak samo, współżycie w okresie teoretycznie niepłodnym, tylko dla samej przyjemności nie wydaje się być grzechem.
Mąż i zona mają być jednym ciałem, dodawanie takich arbitralnych dodatkowych obostrzeń (ze tylko kiedy mogą począć dziecko itd.) przypomina bardziej to jak Ewa dodała sama z siebie zakaz dotykania do tego co Bog powiedział na temat zakazu spożywania owoców z drzewa poznania dobra i zła.
Ciekaw jestem jak ta sama praktyka ma się do małżeństwa, które posiada już pow. 3 dzieci. Cel spłodzenia potomstwa jest osiągnięty, cel utrzymania rodu ludzkiego też, bo zastępowalność pokoleń jest na poziomie ok. 2,2 dziecka na kobietę. Wchodzimy więc na drugorzędny cel małżeństwa, czyli utrzymanie jedności, miłości wzajemnej i wspólnego dążenia do świętości. Więc jeśli współżycie nie jest nastawione na poczęcie, ale nie jest też nastawione wyłącznie na doznania, a wspiera jedność i miłość, to moim zdaniem jest uprawnione.