Cóż. 22 Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: 23 cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich* czynili prorokom. /Łk 6, 17, 20-26/
Cóż. Jak widać, nie ja jeden. To trudny i delikatny temat. Sam, po próbie podzielenia się odkrytą prawdą - po otrząśnięciu się z lekkiego szoku poznawczego (zawsze uważałem się za pełnoprawnego katolika), chciałem podzielić się z żoną i dziećmi odkrytą prawdą... Trudno wytrzymać spojrzenia jak na wariata. Doszedłem do wniosku, że nic na siłę. Należy mieć jasne stanowisko, ale nie narzucać. Reagować wtedy, gdy coś jest sprzeczne z nauczaniem Kościoła. Modlić się, a resztę zostawić Bogu. Jeżeli chodzi o Mszę, to w niedzielę zwykle rodzinnie NOM, a na Tradycyjną staram się uczęszczać w tygodniu. NOM męczy, ale stałem się bardziej uważny i można dostrzec spore różnice pomiędzy sposobem sprawowania - od dziadostwa po próbę wydobycia jak najwięcej świętości z nowego rytu. Dostrzega się takie rzeczy, jak przywrócenie klęczników do komunii. Nie wiem, czy dobrze postępuję, ale nawracanie (również modernistycznych katolików) nie może być na siłę. Pamiętajmy, że jesteśmy narzędziami w rękach Boga. Tak samo inni wobec nas.
Prawdą jest to, że zagubienie wiernych w dużym stopniu wynika z braku wiedzy, a jej brak pogłębia zwodnicze jej nauczanie przez działających najczęściej w dobrej wierze nauczycieli wiary. Wydawałoby się, że możemy swobodnie zrzucić winę na innych i użalać się nad swoim losem i losem Kościoła. To jednak duże uproszczenie, a w zasadzie ogromne. Przyczyna tkwi w naszym lenistwie, które jest wykorzystywane przez złego ducha przeciwko nam. Aggiornamento to właśnie dryf w kierunku naszego wygodnictwa. A przecież Katechizm Katolicki wyraźnie mówi, że przeciwko wierze grzeszy ten, kto "... nie stara się o dostateczne wykształcenie religijne, odpowiadające jego stanowi i wiekowi..." Nie ulega wątpliwości, że każdy kto wierzy i modli się ochronę przed zwiedzeniem, taką łaskę otrzyma. Znajdzie również i źródło nauki o Tradycji. Pan Jezus jest dobrym pasterzem. Mt, 7, 7-11 7 Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. 8 Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. 9 Gdy którego z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który poda mu kamień? 10 Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? 11 Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą.
Grzegorz Braun jest chyba jedynym kandydatem, który jednoznacznie odpowiada na zadawane pytania. To w dzisiejszej mętnej polityce pod publikę jest nie tylko wyjątkowe, ale również godne docenienia jako akt odwagi. Jego kandydatura to probierz katolickości w Polsce. Bez względu na wynik, Jego działanie jest bezcenne, ponieważ potrafi nagłośnić rzeczy złe i szkodliwe, które dla wielu są niedostrzegalne. Jak Bóg dopuści...
Głównym sposobem działania jest wskazywanie fałszywych celów. W aspekcie Kościoła, to parcie na wspólnotę ludzi w rozumieniu komunistycznym - patrz synod o synodalności. Wnioski po jego zakończeniu napisane w duchu plenum KC. W przypadku rodziny - obserwujemy proces kastracji społecznej roli mężczyzny narzędziem feminizmu. Co ciekawe, to samo narzędzie niszczy wyjątkową rolę kobiety która w szale autodestrukcji potrafi dostrzec swoje wywyższenie. Diabelska precyzja zadawania ran.
Libertów, ul. Szlachecka 2
Aby wchodzić w polemikę należy być wyposażony w argumenty, a te biorą się z wiedzy. Bez tej może braknąć nam dowodów lub co gorzej możemy pleść głupstwa lub takowym przyklasnąć. Tak to oceniam z własnego doświadczenia. Dzisiaj trudniej jest wchodzić w polemikę, ponieważ trudno znaleźć oparcie w duchownych i tym co powszechnie głoszą. Sprzeczności które płyną z Watykanu niespecjalnie ułatwiają życie. Szczerze mówiąc, najtrudniej rozmawia się z katolikami wychowanymi w modernizmie, ponieważ bardzo łatwo otrzymać łatkę, że się poczuwa za lepszego. Szkody wyrządzone skrzywionym nauczaniem są ogromne. Pozostaje mówienie prawdy potwierdzonej doktryną - to ziarno, które może kiedyś zakiełkować, bo wiara to łaska, a ta jest w rękach Boga.
Być może sformułowanie - "uważaj na Trumpa" - należy czytać jako racjonalną ocenę rzeczywistości i wezwanie do schłodzenia rozpalonych nadziei. Widać, że sporo osób przekracza granice zdrowego rozsądku w Jego wychwalaniu jakby nie widząc, że to kampania wyborcza oraz, że na pierwszym miejscu ma interes USA i Izraela (tutaj co do kolejności mam wątpliwości). Cieszą Jego deklaracje w odniesieniu do szaleństw lewackich. Również nie bez podstawy jest nadzieja wobec zmiany polityki USA w stosunku do Europy. Należy jednak mieć na uwadze to, że USA ma tylko jednego sojusznika którego nie zdradzi, a reszta to tylko kwestia potrzeb bieżących - patrz historia. Osobiście nie podzielam zachwytów kimkolwiek, zwłaszcza wśród polityków, którzy powinni mieć bardziej wyważone stanowisko, a jedynie interes Polski na pierwszym miejscu. To daje właściwą perspektywę na politykę zagraniczną. W innym przypadku będziemy się nadal miotać pomiędzy Berlinem, Waszyngtonem, czy Moskwą.
Stan poszukiwania wiary jest stanem niewierzącego. Pogłębianie wiary nie jest jej poszukiwaniem, ale umacnianiem.
Przychodzi nam żyć w czasach trudnych dla katolika. Trudnych w tym względzie, że nauczanie powszechne pełne jest zwiedzeń lub wręcz herezji. Do tego dochodzi w pełnej krasie relatywizm oraz niszczenie Ewangelii metodą historyczno - krytyczną. Wymaga to dużej uwagi w dobieraniu źródeł. W zasadzie analogicznie jak źródeł historycznych. W pewnym sensie jest to efekt pozytywny, bo trudno, a w zasadzie prawie niemożliwe jest być dzisiaj katolikiem w ścisłym rozumieniu Tradycji, który wyrosł w duchu katolickiego modernizmu, za wyjątkiem tych, którzy posiadają świadomych rodziców, kapłanów, znajomych lub poszukując dotknęli prawdy. Dzisiaj niezwykle małą część społeczeństwa stanowią osoby pamiętające czasy przedsoborowe w sposób w pełni świadomy. Wiele osób nie ma świadomości, że ich świadomość religijna jest zbudowana na piasku modernizmu. W tym tkwi, moim zdaniem, przyczyna masowego odchodzenia od kościoła lub wpadanie we wszelakiej maści ruchy charyzmatyczne. To ostatnie zjawisko uważam za szczególnie niebezpieczne ponieważ zawiera w sobie bardzo chytre zwiedzenie. Ale to odrębny temat.
To wynika zarówno z historii, ale tej uczciwie napisanej. Można to również zaobserwować jak mocno są zawłaszczone wszelakie istotne gałęzie życia społecznego przez jedną nację. Zwłaszcza te, które maja istotne znaczenie w kwestii wszelakiej władzy oraz rządu dusz. Aby to głębiej zrozumieć, należy poznać nieco ich sposób myślenia o sobie. Można powiedzieć, że mesjanizm narodu wynikający z ogromnej pychy buduje ich przekonanie do bycia swego rodzaju zbawicielem świata. Stąd też wynika ich ogromne zaangażowanie m.in. w ruch komunistyczny. Polecam jedną z ostatnich książek Pawła Lisickiego "Mit starszych braci w wierze".
Polecam zapoznać się z teorią inteligentnego projektu - strona En Arche. https://enarche.pl/?srsltid=AfmBOopJJCjkVqgEJTJ3bwE1ZrzNJ8QDC_dbMffHu-cuekRiP-StUefQ
Mądra kobieta nie będzie umniejszać pozycji mężczyzny, bo wie, że i ją reprezentuje. Trudne czasy dla kobiet i mężczyzn. Przy wszechobecnej kastracji medialnej trzeba mieć sporo samozaparcia aby być mężczyzna i kobietą.
Tak, kluczowe to traktowanie rzeczy jako narzędzi, nie jako celu samego w sobie. Do daje spokój, bo nie żyjemy w rządzy chęci posiadania i w strachu ich utraty utraty. W zasadzie czyni nas to bycie wolnymi.
Dramatem jest, że wypowiedź kardynała Kościoła może wywoływać takie pytanie.