Zgadzam się z tym w stu procentach! Zacznijmy od siebie :)
Racja jest tam gdzie jest Bóg, Jego słowa i objawienia. Wszystko co od Boga pochodzi to jest racja czytaj prawda :) Należy jednak pamiętać, żeby podążać za wola Bożą, słuchać Ducha Świętego i dużo czytać książek katolickich (najlepiej przedsoborowych). Wtedy możesz mieć rację w rozmowie z kimś. Ważne jest też chęć podania komuś prawdy a nie posiadanie racji. Inaczej to będzie pycha Z Bogiem:)
Serdecznie dziękuję wszystkim radzącym i za cenne fragmenty z Ewangelii, których już nie pamiętałam. Dobrze jest wiedzieć, że mamy wsparcie od innych w tej sytuacji ❤️❤️ Bóg zapłać!
1. Tak, ponieważ to kobiety zaczęły powoli podkradać obowiązki, wygląd, cele i zachowania od mężczyzn. Mężczyzna wobec tego analogicznie skłania się bardziej ku wyrównaniu ról (nawet nieświadomie) i przyjmuje cechy kobiece. 2. W obecnych czasach cały ruch feministyczny nie powinien już dawno istnieć, ponieważ kobiety mają nierzadko więcej praw niż nie jeden mężczyzna. Tym bardziej, że kobiety często mogą juz zajmować takie stanowiska, do których mężczyzna jest z natury bardziej usposobiony np. mechanik, policjant, strażak. To sa zawody wymagające męskich cech (ale nie takich fałszywie przyjętych aby tylko czuć się równą z mężczyzną). Mężczyzna jest naturalnie silniejszy, myślący na chłodno. Chodzi tu o stanięcie w prawdzie z samą sobą, z tym jaka jestem, a nie kim mogę się stać bo tak chce. 3. Uważam, że tradycyjny podział ról jest niezmiernie potrzebny dla obu płci, aby mogły w pełni oddać się służbie Bogu i sobie nawzajem. Kobieta nie jest pokrzywdzona robiąc rzeczy, które leza w jej naturze. Jeśli, kobieta czuje się gorsza od mężczyzny tylko dlatego że wychowuje dzieci, zajmuje się domem itp. to znaczy, że nie zrozumiała jaka piękną rolę dostala od Pana Boga. :)
Moja odpowiedź na wszystkie pytania brzmi tak, oprócz ostatniego. Mężczyzna powinien również słuchać żony, ale nie w takim stopniu i nie we wszystkich sytuacjach jak kobieta swojego męża.
Zgadzam się w 100 % z tym porównaniem. Mam za to pytanie, co w sytuacji jeśli ktoś nie miał taty od 2 roku życia i czuje że w życiu dorosłym ma wiele niespełnionych celów/powołań, ponieważ nie było w życiu kogoś kto by ukierunkował tą osobę lub pokrzepił w dążeniu do celu? Mówię tu o sobie ;) Dopiero w życiu dorosłym zauważyłam że jestem trochę jak owca we mgle. Bardzo pomagają mi książki przedsoborowe np. kształcenie charakteru lub kazania tradycyjne które nijako pokazują jak i gdzie powinna ta rzeka płynąć. Może macie jakieś rady lub spostrzeżenia co powinna czynić osoba wychowana bez ojca? Z Bogiem:)
Myślę podjęcie tematu kontaktów z niewierzącymi jest bardzo potrzebne, szczególnie w tych czasach :)
Prawda nas wyzwoli ✝️