Pani Dawidzie, mi brakuje najważniejszego, najbardziej oczywistego a najczęściej zapominanego: życie jest krótkie i jedynym naszym w nim obowiązkiem jest zbawić swoją duszę. Cała reszta z tego dopiero wynika. Każda nasza decyzja, każdy nasz wybór powinien być podejmowany w tej perspektywie.
Czytam takie rzeczy, słucham x. z ełckiego/suwalskiego caritas, i jestem zatrwożony przepaścią, która nas dzieli. Brak mi słów na to wszystko, co robią księża. To jest jakiś zły sen.
W kontekście depresji mnie zastanawia rzecz następująca. Słusznie lub nie, ja depresję interpretuję jako objaw somatyczny braku nadziei. Innymi słowy stan, w którym brak Boga, brak zawierzenia Bogu przybiera formę zmian biochemicznych, gdzie dodatkowo człowiek traci zdolność postępowania zgodnie z rozumem, uwiąd woli. Jak zatem zrozumieć zjawisko, dość znaczące, depresji wśród księży. Skutki znamy: samobójstwa, alkohol, inne upadki. Ja rozumiem doskonale, życie duchownego może być często bardzo ciężkie, z różnych względów. Ale czy jest tak źle z wiarą wśród samego duchowieństwa? Czy są jakieś kościelne statystyki w tej materii? Czy znane są jakieś trendy? Gdybym nie znał takich przypadków uznałbym to niemalże za oksymoron, depresja u ksìedza. A jest odwrotnie, jest to zjawisko częste.
Ostatnio miałem okazję witać się z pewnym ksìedzem. Było to nawet na swój sposób zabawne, subtelna próba sił, gdy próbował wyrwać rękę przed pocałunkiem.
Warto mieć na uwadzę jedną rzecz. Niektórzy myślą, że zjedzą ciastko i będą je nadal mieli. Tzn. uznają, że nie warto "się narażać" w fsspx, jeśli można iść do indultu, być w zgodzie z biskupem i strukturami. Fsspx to niby zbędne kontrowersje i ryzyko. Zapominają tylko o jednym, gdyby nie Bractwo, gdyby nie abp Lefebvre, żadnego indultu by nie było. On istnieje jeszcze tylko dlatego, by wierni nie korzystali z posługi Bractwa. Taki rezerwat. Gdyby Bractwa miało zabraknąć, w kilka chwil potem i indult by zakończono.
Żeby było jasne - na SM bym raczej nie głosował, ale życzę mui na tym etapie jak najlepiej. Niech odbiera głosy K13XII. Jedyne ryzyko, że skompromitują postulaty i zohydzą prawą stronę. W praktyce mam nadzieję na rządy w najbliższej kadencji koalicji: Konfederacja+prawica z KKP+ew. przystawki, jeśli konieczne. Byłby to ruch w dobrą stronę.
Pani Agnieszko, gdy przejrzałem podręcznik syna do WOSu resztki włosów zjeżyły się na mojej głowie. Co prawda syn czerpie wiedzę o świecie z innych źródeł i w pewnym zakresie jest zaimpregnowany na takie treści, ale pocieszenie to mizerne. Przecież nasze dzieci nie będą żyły w próżni i szkody wyrządzane przez masowe duraczenie będą utrwalały stan, w którym zdrowy rozsądek jest reprezentowany przez margines społeczeństwa. Dlatego takie sytuacje należy traktować jako okazję. Niech dziecko przeprowadzi krótką analizę samego polecenia, niech omówi na forum klasy co oznaczać ma prorosyjskość jakiegoś polityka. Czy pytający nauczyciel zakłada, że Trump przedkłada interes Rosji nad interesy USA? Czy może stawia je na drugim miejscu, zaraz za interesem USA? Geopolityka to bardzo skomplikowana dyscyplina, zupełnie poza zasięgiem ucznia szkoły podstawowej. A jako ilustrację niech dziecko przytoczy źródła z informacjami jakie nakłady poniosły USA na wojnę na Ukrainie za administracji Bidena, z kieszeni amerykańskiego podatnika. I trzeba dziecko uświadomić, że być może takie ujęcie tematu może nie spotkać się z uznaniem nauczyciela, ale to jest właśnie ta okazja, by dziecka nauczyć nonkonformizmu, próby poszukiwania prawdy na miarę własnych możliwości. I z drugiej strony podać rówieśnikom antidotum na truciznę serwowaną przez nauczyciela.
Moje osobiste doświadczenie. Do Tradycji trafiłem dzięki p. Grzegorzowi Braunowi. Kilka razy słyszałem, gdy na pytanie z sali o to jak osiągnąć jakiś nierealny na ludzki rozum cel, odpowiadał: modlić się i zamówić mszę u księdza tradycji katolickiej. Recepta prosta i najlepsza. Za pierwszym i drugim razem puściłem mimo uszu części dookreślającą księdza. Po prostu od dziecka znałem tylko NOM i rozumiałem to jako zaproszenie, by znaleźć księdza o jakimś bardziej konserwatywnym sznycie. No ale nie dawało mi to spokoju, logika podpowiadała, że to musi być coś więcej. I tylko z tej cienkiej jak włos nici trafiłem do wielkiego kłęba najlepszej przędzy. Wystarczyło zasygnalizować, że jest coś, czym warto się zainteresować. A drugą prawdą jest to, że gdyby ktoś, z najszczerszym sercem, przyszedł mnie namawiać, bo on coś ma, co ja też muszę mieć, że koniecznie muszę się zainteresować, bo to rzecz dla mnie bardzo ważna, potraktowałbym tak, jak każdego akwizytora i trwał w swej ignorancji i niewiedzy. Z pewnością do każdego inaczej się trafia, nie ma jednej recepty, ale poza dyskusją jest fakt, że prawda broni się sama. P.S. Za tę jedną rzecz jestem i będę panu posłowi dozgonnie wdzięczny. A wiem, że nie jestem jedynym, którego nawrócił na katolicyzm. Po owocach ich poznacie. Skłania mnie to do przekonania, że to Duch Św. we własnej osobie a nie duch zwodziciel stoi za "niepoprawnym" kandydatem.
Rzecz wydaje się być oczywista, jeśli nie chodzę na NOM m.in. ze względu na nauczanie tam obecne to jakże mógłbym dziecko posłać na katechezę szkolną. Bardzo to przykra sprawa, bo gdyby rzeczywiście tam uczono czym jest katolicyzm, młodzi by się garnęli do Kościoła. Marnujemy wielki potencjał a efekty jeśli tego są, to przeciwne do zamierzonych. To jedna z wielu win naszych biskupów.
Brawo! Proszę mnie poprawić, ale x. Bańka powiedział też wprost, że jedno zaangażowanie nie wyklucza drugiego, byle robić to równolegle, bez mieszania porządków. I to jest wg mnie słuszna droga. Jeśli p. Dawid chce się zaangażować politycznie, dobrym pomysłem jest poświęcić temu dedykowany cykl programów, lub zgoła stworzyć osobny kanał. Jasne, to jest wysiłek i koszta. Z drugiej strony w obecnej formule treści polityczne w umiarze też nie będą niczym zgubnym. Ale w umiarze i roztropnie. Powodzenia i niech Pan Bóg prowadzi.