Dziś o kapłaństwie. Od czasu, gdy zacząłem mówić publicznie o sprawach wiary, wielokrotnie zwracał się do mnie jakiś ksiądz ze słowami: "To jest czas dla wiernych, to Wy musicie ratować Kościół, bo nam zamknięto usta". I choć myślę, że ratować Kościół mają zarówno kapłani (bo tak naprawdę zamknąć ust człowiekowi się nie da) jak i my wierni, to zgadzam się, że rola samych wiernych jest obecnie w Kościele nie do przecenienia.
Po świecie chodzi dziś niespełna pół miliona księży. W Polsce jest ich niecałe 35 tysięcy. Niestety większość z nich, choć teza to gorzka, nosi w sobie trochę lub bardzo dużo MODERNISTY. Czasem kapłan taki wsiąka w to i pływa jak w wodzie, jest przekonany, że to Duch Święty doprowadził do II Soboru Watykańskiego, do aggiornamento, do zamiany Mszy Tradycyjnej na Novus Ordo, do zmiany w prawie kanonicznym celów małżeństwa w roku 1984 jak i wszystkich niezliczonych zmian, jakie od kilkudziesięciu lat służą do redefiniowania Kościoła. Inni są tymi zmianami zaniepokojeni, nie pozwolili, dzięki łasce, żeby te wszystkie nowinki zupełnie zniszczyły ich pobożność. Wreszcie inni, jak kapłani Bractwa św. Piusa X, wybrali drogę zachowania najcenniejszych skarbów Tradycji katolickiej z jej Mszą Świętą, z tradycyjną formacją w seminarium i z tradycyjnym pojmowaniem samego kapłaństwa.
Jaka zatem jest wspominana rola wiernych odnośnie samych kapłanów? Czy może każdy wierny Tradycji lub już świadomy problemów, ale jeszcze do Tradycji całym sercem i rozumem nie przylegający powinien teraz wytłumaczyć kapłanowi rachu-ciachu o co chodzi z tym modernizmem i problem załatwiony? Świetny pomysł. Pouczać kapłanów, tłumaczyć, wręcz nawracać. Do dzieła zatem! A teraz bez żartów. Czy rozmowa o tych sprawach, jeżeli nie zainicjował jej sam kapłan, to działanie w najmniejszym choć stopniu skuteczne? Moim zdaniem nie. Należy być przygotowanym na rozmowę, należy rozumieć tyle, żeby prosto odpowiadać na pytania czy wręcz zarzuty kapłana. Kapłana w którym tkwi mała lub duża część modernisty. Spokojna rozmowa w pokorze tak. Pouczanie nie, gdyż to do niczego nie prowadzi. Jaka zatem ma być ta duża rola wiernego?
Proszę Cię, mój Drogi Czytelniku, żebyś rozważył inną drogę. Zwyczajnie traktuj właściwie każdego księdza. Właściwie czyli jak? Pocałunek w dłoń. Dziwne? Niezręczne? A jakie to ma znaczenie? Jeżeli nie umiesz inaczej, rób to, mój Drogi Czytelniku, dziwnie i niezręcznie. Załóżmy, że ksiądz taki zrobi się czerwony. "No co ty, Stefan, nie wygłupiaj się". I co z tego? Czy o człowieka tu chodzi? To nie od osoby kapłana, jego stylu bycia czy relacji z wiernym zależy zasadność tego gestu. Krępujesz się? Trudno, zrób to niechętnie. Czy jeden taki gest nie jest mocniejszy niż tysiąc słów o modernizmie, Soborze, Novus Ordo? Ten gest zostanie w tym kapłanie. Będzie o nim myślał. Jeżeli nawet spróbuje to wyśmiać, że średniowiecze, że nie na czasie albo nawet Ciebie publicznie obsztorcuje... Nie zapomni o tym i będzie to pożywką dla myśli o jego kapłaństwie.
Co oprócz pocałunku w dłoń? Przez wzgląd na zwięzłość rozprawki nie podejmę się zaproponowania wszystkich możliwych zmian w kontaktach z księżmi. Zostawię to Twojej, mój Drogi Czytelniku, wyobraźni. Twojemu rozumowi. No, może o jeszcze jednej wspomnę. Mówisz do księdza po imieniu? Jeżeli nie jest to Twój syn, ewentualnie brat, zmień to już dziś. Wytłumacz to zdziwionemu księdzu-kumplowi w prostych i życzliwych słowach. Nie mów mu "tak trzeba", mów raczej "ja tak muszę". A że będzie dziwnie i niezręcznie? Że nie masz chęci tego zrobić? Trudno. Zrób to niechętnie. Dziwnie i niezręcznie będzie tylko przez chwilę. Tak ratuje się kapłaństwo i Kościół.
I jeszcze jedno. Jeżeli dziś Cię na to nie stać, nie martw się. Módl się o odwagę dla siebie. To będzie lepsze niż szukanie stu wymówek i argumentów dlaczego takie gesty są niepotrzebne, są nie na czasie. O tym, jak i o wszystkim innym proszę Cię, mój Drogi Czytelniku, myśl bez emocji. Czy powyższe rozumowanie nie jest oparte o... Prawdę?
Komentarze
Ostatnio miałem okazję witać się z pewnym ksìedzem. Było to nawet na swój sposób zabawne, subtelna próba sił, gdy próbował wyrwać rękę przed pocałunkiem.
Bóg zapłać za wskazówki. Zgadzam się z nimi. Mam mało relacji z Kapłanami, ale postaram się to wykorzystać gdy będzie okazja. Z Panem Bogiem.
Moje doświadczenia są różne. Młodsi księża "wyrywają" dłoń, starsi lub w podeszłym wieku odpowiadają ... nie trzeba, nie trzeba ;-) Zgodzę się z Panem Dawidem iż w ten sposób należy dawać świadectwo. Prawdę mówiąc to parokrotnie miałem plan aby podrzucić "ukradkiem" materiały o tradycji i roli kapłaństwa księżom z Novus odwiedzających nas podczas kolędy - np. wykorzystać dogodny moment i wrzucić do teczki księdza :-) Oczywiście lepszą formą jest rozmowa ale w obecności małych dzieci jest to ryzyko. Zdarzyło mi się iż przy pytaniu o tradycję kapłan się nieco zirytował i nie baczył na słuchające jego komentarza dzieci.
No ja staram się trzymać jakiś kontakt z parafią, chociażby przez przyjmowanie ojca po kolędzie, czy ostatnio byłem na jednym wykładzie, gdzie udało się porozmawiać. Inna sprawa, że sama parafia to ułatwia (Dominikanie), bo w ofercie sprzedaży ma dzieła św. Tomasza z Akwinu, a kawiarenka jest po drodze z kaplicy FSSPX, to można zajść.