W sierpniu 2023 roku odbyły się Światowe Dni Młodzieży w Lizbonie. W ich trakcie pielgrzymi mogli obliczyć ślad węglowy jaki pozostawili swoim przyjazdem i podjąć się w ramach pokuty postu od potraw mięsnych, żeby planecie swój czyn wynagrodzić. Widzieliśmy tam księdza DJ-a, który puszczał zdezorientowanej młodzieży (wiem, że na pewno część była zdezorientowana) ostre kawałki techno (pewnie jakiejś odmiany, może rave, przyznam, że nie jestem na bieżąco), muzyki, której zdrowy organizm nie może odbierać bez niepokoju. Papież Franciszek kładł szczególny nacisk na pokój na ziemi oraz ekologię.
Tymczasem liczni księża z Polski, którzy byli w Lizbonie, jak również publicyści katoliccy bronili całego wydarzenia jak niepodległości. "Nie byliście tam, nie widzieliście czuwań, uwielbień, atmosfery". Rośnie odklejenie się tych dwóch środowisk, czyli Tradycji katolickiej i tej części Kościoła, która chce zmienić Kościół o 180 stopni. Bo to, co widzieliśmy w Lizbonie to nie są drobne zmiany. To jest nowe, inne wyznanie, w którym w centrum jest doczesność. Pokój na ziemi i dobrostan planety to zagadnienia doczesne. To prawda, że nie byłem w Lizbonie i dlatego przekonanie, że nie było tam w ogóle mowy o życiu wiecznym opiera się na tym co mogłem zobaczyć w przekazach. Jeżeli była mowa o życiu po śmierci, to chętnie dowiem się o tym.
Mamy zatem dwa obozy, między którymi porozumienie staje się coraz bardziej niemożliwe. Czy nam, tzw. tradycjonalistom (a po naszemu katolikom), najbardziej ciąży techno, pokój na ziemi i świeże powietrze o które Kościół dziś walczy z uporem lepszej sprawy? To też, ale najpoważniejszą sprawą jest traktowanie w Lizbonie Najświętszego Sakramentu. Pomińmy na moment płeć tzw. szafarza i skupmy się na samym Ciele Pańskim. Roznoszone było ono w miseczkach z Ikei, w plastikowych pojemnikach, krążyło też zdjęcie plastikowych skrzyń, w których Najświętszy Sakrament spędzał noc. Komunia rozdawana była bez pateny i na ręce. Oznacza to, a nie ma do tego żadnych wątpliwości, co zostało wykazane w eksperymentach z niekonsekrowanymi hostiami, że po całej okolicy musiały walać się po ziemi (bardzo przepraszam za to słowo) partykuły Przenajświętszego Ciała Pana Jezusa.
Tego postępowi księża w mediach społecznościowych bronili najzacieklej. Nie tyle mówili, że to dobrze, że tak rozdawano Komunię, ale - co chyba gorsze - że to detal i że każdy kto podnosi alarm, kto mówi że dzieje się tragedia, ten zwyczajnie przeakcentowuje sprawy błahe i nie skupia się na tym co ważne. Gdy zapyta się co jest ważne, słyszy się że Chrystus przyszedł do serc młodzieży. To jest jeden z najcięższych przypadków choroby dwójmyślenia. Na nim zresztą opiera się sporo kłamstw i tragicznych praktyk modernistów. Chodzi o forsowanie podziału między tym co w sercu a tym co na zewnątrz. Jakby człowiek miał dwie niezależne sfery. Wyobraźmy sobie, że na oczach kibiców np. Legii Warszawa opluwasz, rzucasz na ziemię i depczesz godło klubu. Gdy oni zaczynają iść w Twoim kierunku, a gdzieniegdzie mignie Ci kastet czy pałka, Ty mówisz: "Panowie, skupiacie się na detalach, ja mam Legię w sercu". No ale depczesz jej godło. "Przykładacie wagę do detali, podczas gdy ja mówię Wam, że pokochałem Legię" (mówisz to, dalej depcząc godło).
Czy ci kibice przyjęliby takie tłumaczenie? Przecież to absurd. Tymczasem moderniści oczekują tego od wszystkich katolików. Każą Ci uwierzyć w absurdalną teorię, że troska o wewnętrzny stan duszy i spotkanie z Chrystusem w sercu czyni zewnętrzną postawę kwestią drugorzędną. Niech mąż powie do żony: Nie odzywaj się, bo są u mnie koledzy, biegniesz teraz po piwo dla nas, potem coś zrobisz do jedzenia i weź się umaluj, bo kolegów mi wystraszysz. Gdy ona zapyta: Dlaczego mówisz tak bez szacunku do mnie?, on na to odpowie: Bo szacunek to ja mam w sercu, nie wiedziałem, że przykładasz wagę do takich detali jak moje zachowanie, od dzisiaj tak właśnie będę się do Ciebie zwracał, a Ty pamiętaj, żeby nie umknęła Ci istota - mój szacunek w sercu. Dlaczego ani kibiców Legii ani tej małżonki nie da się nabrać na ten bełkot, ale oczekuje się tego od katolików? A nie chodzi tu o godło Legii ani nawet o godność małżonki, ale o Boga Wcielonego.
Tam, gdzie przyjmuje się Komunię na stojąco i na rękę, nie może być mowy o nabożeństwie do Najświętszego Ciała Pana Jezusa. To jest prosta droga do osłabnięcia a następnie całkowitego zaniku wiary w rzeczywistą obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Na wzór protestancki. Pytanie, choć gorzkie, czy nie o to właśnie chodziło odpowiedzialnym za ŚDM w Lizbonie. Mój Drogi Czytelniku, napisz w komentarzu co o tym sądzisz, tylko proszę, jak najkulturalniej.
Komentarze
Sacrum ma zniknąć- taki jest cel. Jak wiara i rola kościoła zostaną zrównane do życia doczesnego, to przestanie on być atrakcyjny dla duszy. Ludzie przestaną czuć pociąg do wiary, Boga, który obecny jest w KK. Jak wyruga się nadprzyrodzoność, duchowość i świętość z Kościoła, czyli to czego świat doczesny nam nie oferuje- to przestanie być Bóg potrzebny, wiara umrze, a KK nie będzie już w ogóle atrakcyjny. Nie będzie tam czego szukać, pozostaną tylko chwilowe przyjemności światowe, które zaprowadzą nas prosto do piekła. W swej naturze, szukając kontaktu z siłą wyższą (mamy duszę, potrzebujemy się duchowo rozwijać i łączyć z naszym Stwórcą), ludzie pójdą też w praktyki okultystyczne . Zatopimy się w błocie zła i beznadziei. Jest pewna religia, która właśnie zakłada, że tylko jej wyznawcy mają duszę złączoną z Absolutem, cała reszta ma duszę zwierzęcą. Wygląda to właśnie tak, jakby ta grupa wlazła do KK i niszczyła go od środka (bo po co zwierzętom rozwój duchowy?)
Chciałam jeszcze tylko dodać, że wielu z nas (ogólnie chrześcijan) nie zdaje sobie sprawy z tego, jaka Moc Boża tkwi w sakramentach świętych- ile Bóg potrafi w nas zdziałać za pośrednictwem sakramentów. Jak się zniszczy kościół i sakramenty, to nie będziemy mieli żadnych szans w walce duchowej i w radzeniu sobie nawet z najprostszymi problemami życia doczesnego.
Czytam takie rzeczy, słucham x. z ełckiego/suwalskiego caritas, i jestem zatrwożony przepaścią, która nas dzieli. Brak mi słów na to wszystko, co robią księża. To jest jakiś zły sen.