Jeden z najlepszych tekstów na temat edukacji domowej jaki czytałam. Jesteśmy na podobnym etapie - mamy dzieci w edukacji domowej w klasie II i w klasie 0 (oraz trójkę oczekujących na edukację). W zasadzie mogłabym się podpisać pod wszystkim co autor napisał. W klasie II nauka zajmuje nam około godzinę dziennie. Do egzaminu planujemy przystąpić w kwietniu lub najpóźniej na początku maja. Resztę czasu syn wykorzystuje na zabawę z rodzeństwem, rozwijanie własnych zainteresowań, czytanie książek. Albo ruch na świeżym powietrzu w zależności od pory roku :) Jeśli chodzi o kontakty społeczne - dużo zależy od miejsca, w którym się mieszka. W dużym mieście faktycznie możliwości jest sporo. Inaczej jest na prowincji. My mieszkamy w małym miasteczku, z dala od wielkich aglomeracji, więc odpadają chociażby wszelkie zajęcia organizowane przez szkołę (po prostu mamy za daleko). Ale dzieci wychowują się w rodzinie wielodzietnej, mają kuzynostwo. Nie są zamknięte w sobie, potrafią szybko nawiązać kontakt z innymi dziećmi np. na placu zabaw i świetnie razem się bawić, więc nie widzę powodów do niepokoju, jeśli chodzi o tę słynną aspołeczność, która rzekomo grozi dzieciom w edukacji domowej :)
Jeden z najlepszych tekstów na temat edukacji domowej jaki czytałam. Jesteśmy na podobnym etapie - mamy dzieci w edukacji domowej w klasie II i w klasie 0 (oraz trójkę oczekujących na edukację). W zasadzie mogłabym się podpisać pod wszystkim co autor napisał. W klasie II nauka zajmuje nam około godzinę dziennie. Do egzaminu planujemy przystąpić w kwietniu lub najpóźniej na początku maja. Resztę czasu syn wykorzystuje na zabawę z rodzeństwem, rozwijanie własnych zainteresowań, czytanie książek. Albo ruch na świeżym powietrzu w zależności od pory roku :) Jeśli chodzi o kontakty społeczne - dużo zależy od miejsca, w którym się mieszka. W dużym mieście faktycznie możliwości jest sporo. Inaczej jest na prowincji. My mieszkamy w małym miasteczku, z dala od wielkich aglomeracji, więc odpadają chociażby wszelkie zajęcia organizowane przez szkołę (po prostu mamy za daleko). Ale dzieci wychowują się w rodzinie wielodzietnej, mają kuzynostwo. Nie są zamknięte w sobie, potrafią szybko nawiązać kontakt z innymi dziećmi np. na placu zabaw i świetnie razem się bawić, więc nie widzę powodów do niepokoju, jeśli chodzi o tę słynną aspołeczność, która rzekomo grozi dzieciom w edukacji domowej :)