Roman Giertych to jedyny liczący się polski polityk, który głosił koncepcję „ścisłego sojuszu z Rosją”. Nie ukrywał swojego entuzjazmu dla putinowskiego patriarchy Cyryla i chciał, by z nim sprzymierzył się polski Kościół. Dziwne interesy w Rosji robiła firma Polnord. (...) Że nie były to hasełka wypowiadane przez młodego człowieka, który plecie, co mu ślina na język przyniesie, a był to poważnie traktowany polityczny plan, dowodzi fakt, że to samo mówił jego ojciec Maciej Giertych, i to w bardzo poważnym gronie. W stenogramie z posiedzenia Rady Konsultacyjnej przy przewodniczącym Rady Państwa z 17 lipca 1989 roku czytamy, że zwrócił się on do Wojciecha Jaruzelskiego, człowieka Moskwy w Polsce: „Związek Radziecki nas militarnie ochrania, jest też wypróbowanym partnerem gospodarczym. Potrzebny nam u steru ktoś, kto zapewni trwałość sojuszu ze wschodnim sąsiadem. (...) Tylko Pan, Panie Przewodniczący, może nam to zagwarantować”. https://niezalezna.pl/polityka/giertych-polegl-w-internetowej-wymianie-i-posrednio-przypomnial-kilka-zapomnianych-faktow/541119
"Maciej Giertych oczekuje przeprosin od Jarosława Kaczyńskiego za nazwanie jego syna, Romana Giertycha, sadystą i współwinnym śmierci Barbary Skrzypek."
A propos Wojciecha Giertycha wspomnianego wcześniej, za Wiki: Wojciech Giertych OP (...) Teolog Domu Papieskiego, członek Papieskiego Komitetu ds. Międzynarodowych Kongresów Eucharystycznych, konsultor Kongregacji Nauki Wiary, konsultor Kongregacji ds. Beatyfikacji i Kanonizacji (...) Prowadził doroczne rekolekcje Episkopatu Polski w roku 2019.
https://nczas.info/2024/12/16/ksiadz-nie-udzielil-komunii-giertychowi-polityk-zali-sie-wyborczej-przeciez-to-brak-empatii-to-zlo/ Na łamach „Gazety Wyborczej” poseł Koalicji Obywatelskiej Roman Giertych zwierzył się, że pewien ksiądz odmówił udzielenia mu Komunii św. Grzmiał, że kapłani „często niewiele wiedzą”. – Chciałem przystąpić do komunii, a on mi jej nie dał – relacjonował wizytę w jednym z podwarszawskich kościołów Giertych. Ksiądz wyjaśnił politykowi, co jest przyczyną odmowy udzielenia mu sakramentu. – Powiedział: „To za in vitro”. Zupełnie tego nie rozumiem. Czy ja mam ludziom poczętym z in vitro powiedzieć, że to źle, że oni się urodzili? Przecież to brak empatii, to zło – grzmiał polityk. Później – jak mówił – miał zostać sam i poruszony klęczeć na środku kościoła. – Księża nie są wykształceni, często niewiele wiedzą – grzmiał. Giertych jednak nie dawał za wygraną i usiłował udowodnić księdzu, że popełnił błąd. Postanowił go przekonać, że obecnie in vitro nie zawsze wiąże się z zamrażaniem ludzkich zarodków. – Odpowiedział, że nie muszą zamrażać, ale mogą. Ale ja nie jestem od tego, żeby ludziom mówić, co mają robić – stwierdził polityk. – Ten ksiądz mnie przeprosił – dodał. Problem zresztą tkwi także w innej kwestii. Przypomnijmy, że Katechizm Kościoła Katolickiego (paragraf 2377) stwierdza, że zapłodnienie in vitro jest „moralnie niedopuszczalne”, ponieważ oddziela akt małżeński od prokreacji i ustanawia „dominację technologii” nad życiem ludzkim. Tak czy inaczej Giertych poparł rządową ustawę umożliwiającą finansowanie in vitro z pieniędzy podatników. Chodzi o nowelizację uchwaloną w listopadzie 2023 roku. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” nie obyło się jednak bez „bury”. Giertychowi przypomniano, że był przeciw projektowi Anny Marii Żukowskiej dot. zabijania dzieci nienarodzonych. Polityk „tłumaczył się”, że nie mógł postąpić inaczej. – Projekt umożliwiał zrobienie aborcji przez każdego z wyjątkiem lekarza i wszędzie z wyjątkiem szpitala. Nadto wprowadzał całkowitą depenalizację wobec człowieka, np. znachora, który zrobił aborcję, a kobieta zmarła, czy się ciężko pochorowała – stwierdził Giertych. – Mam trzy córki i staram się o prawo jak najlepsze dla kobiet. Zaproponowałem, aby aborcja do 12. tygodnia była ścigana wyłącznie na wniosek kobiety, która jej dokonała. Mówiąc językiem prawnym, to zamiana przestępstwa publicznoskargowego na wnioskowe. W takim trybie kiedyś ścigano gwałty – dodał. Wskazał, że propozycja Lewicy uniemożliwiała ściganie za aborcję bez wniosku kobiety. – Ale jednocześnie umożliwia ściganie partnera, który zmusił ją do aborcji przemocą psychiczną czy ekonomiczną. To są częste przypadki i miałem je w praktyce – dodał.
Problem polega na tym, że na podstawie powszechnie dostępnych źródeł informacji, w chwili obecnej nie jesteśmy przygotowani na starcie z FR, zarówno sami jak i w ramach NATO czy z pomocą sojuszników z regionu. https://defence24.pl/sily-zbrojne/rok-trzeci-rosyjskie-dywizje-analiza "Reasumując można przyjąć, iż obecnie rosyjskie wojska lądowe mają łącznie 23 dywizje pancerne i zmechanizowane w różnym stopniu organizacji." https://www.rp.pl/opinie-polityczno-spoleczne/art40495471-marek-kutarba-ile-dywizji-polska-wystawilaby-dzis-na-wojne-z-rosja "Obecnie mamy CZTERY funkcjonujące dywizje Wojsk Lądowych, a każda z nich ma po trzy brygady. Dwie „wschodnie” dywizje miały otrzymać po czwartej brygadzie, a ich wszystkie brygady miały mieć strukturę 4-batalionową." https://defence24.pl/sily-zbrojne/wojsko-polskie-zwiekszylo-swoje-zdolnosci-bojowe-przez-2-ostatnie-lata-raport Co do pozostałych członków NATO, to poza Turcją i USA największy nasz sojusznik, Niemcy, prezentuje się niezbyt budująco: "(...) wg planów z września 2022 r. Heer miały się rozrosnąć do TRZECH dywizji operacyjnych po trzy brygady (plus dywizja szybkiego reagowania), pojawiały się też pierwsze zapowiedzi zwiększania kontyngentów zagranicznych, z czego z czasem wykiełkował pomysł utworzenia stałego garnizonu na Litwie w sile brygady." https://forsal.pl/artykuly/9430938,rozwoj-bundeswehry-to-na-razie-porazka-odtworzenie-jej-zdolnosci-moze.html "W ciągu ostatnich kilku lat francuskie siły lądowe rozpoczęły „głęboką transformację”, aby być gotowym na konflikt o wysokiej intensywności, podobny do wojny w Ukrainie. Armia francuska ma również nowe rozkazy od NATO: do 2027 roku powinna być w stanie rozmieścić DYWIZJĘ gotową do wojny w ciągu 30 dni, w tym amunicję i zapasy." https://forsal.pl/swiat/bezpieczenstwo/artykuly/9627872,francja-szykuje-sie-na-putina-tysiace-zolnierzy-ma-byc-gotowych-w-10.html "Szwedzkie Wojska Lądowe są małe i dużym wysiłkiem byłoby dla nich wygenerowanie i stałe rotacyjne utrzymywanie obecności grupy bojowej wielkości BATALIONU w ramach NATO poza granicami państwa, a ich wkład w siły sojusznicze w ramach obrony zbiorowej byłby raczej skromny." https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/komentarze-osw/2023-11-23/szwecja-w-nato-zaplecze-polnocno-wschodniej-flanki-sojuszu „DYWIZJA, gdy osiągnie pełną zdolność operacyjną (według zapewnień Šakalienė PEŁNA ZDOLNOŚĆ OPERACYJNA dywizji ma zostać osiągnięta do 2030 roku - red.) , będzie działać jako jeden z głównych komponentów obrony lądowej Litwy przez NATO. (…)" https://defence24.pl/polityka-obronna/litwini-formuja-swoja-pierwsza-dywizje-i-wydaja-wiecej-na-zbrojenia Żaden z pozostałych europejskich członków NATO nie jest w stanie wystawić JEDNEJ dywizji. Znawcy mówią, że nie da się skutecznie dowodzić zgrupowaniami międzynarodowymi i podkreślają, że wojska poszczególnych państw w sytuacji konfliktu prezentowałyby różne postawy wobec armii przeciwnika (np. nie strzelamy tylko ewakuujemy rannych sojuszników, nie nacieramy tylko bronimy terytorium sojusznika). Co do zdolności polskiej armii: w tym całym szale zakupowym niezbyt klarowna jest kluczowa kwestia: czym to wszystko będzie strzelać? Sami nie produkujemy ani amunicji do czołgów ani artyleryjskiej 155 mm ani rakiet do systemów koreańskich czy amerykańskich, w planach (tych jawnych) nie ma również zdaje się mowy o offsecie technologii produkcji amunicji. To wszystko oznacza, że realny jest scenariusz gdzie w 1 tygodniu czy miesiącu walk zużyte zostaną całe zapasy amunicji i pozostaniemy na łasce USA (Europa posiada bardzo małe moce produkcyjne). Sensowność zakupów: już dziś złym pomysłem wydaje się zakup 96 śmigłowców szturmowych Apache, ogromny koszt, pewnie 2x większy niż Caracale 15 lat temu (swoją drogą również zupełnie nieprzydatne w wojnie obronnej). Realistyczne podejście do obrony kraju to minowanie i fortyfikowanie granicy, amunicja kasetowa, obrona przeciwlotnicza, DRONY - są to środki, które w przeliczeniu na dolara zapewniają znacznie większe zdolności obronne niż niektóre bardzo drogie zamówione w ostatnich latach rządów PiS systemy. W taki sposób do walki przygotowuje się tylko głupiec. Nasza wschodnia granica powinna wyglądać jak z Koreą Północną... Całość obrazu na dzień dzisiejszy kiepsko rokuje w przypadku konfliktu, za co winę ponoszą wszyscy rządzący od roku 1989. Walka w okopie ma sens wtedy kiedy istnieje niezerowe prawdopodobieństwo osiągnięcia konkretnego, racjonalnego celu strategicznego. W przeciwnym wypadku myślę, że można i należy rozważyć inne podejście.
Przykład kraju za wschodnią granicą pokazuje, że najpierw giną ci najbardziej zmotywowani, potem niszczone są kolejne miejscowości za pomocą środków przed którymi nie ma obrony (artyleria lufowa i rakietowa). W procesie destrukcji miast giną ci, którzy zostali zmobilizowani przymusowo a na koniec rządzący oddają to czego żąda agresor lub ustalą między sobą mocarstwa. Ostatecznie pozostaje materialnie zniszczony kraj ze zrujnowaną gospodarką i katastrofą demograficzną - kilka milionów ludzi (najczęściej w wieku produkcyjnym i rozrodczym) trafia w otwarte ramiona sąsiadów, którzy chętnie zatrudnią za minimalną płacę trochę niewolników. Raczej nie ma w takiej walce miejsca na bohaterstwo, w konflikcie gdzie 3/4 zabitych i rannych nawet nie wie co ich trafiło zadając śmierć. Ten konflikt bardzo różni się od np. II wojny światowej: stosunek ukraińskich ofiar cywilnych do zabitych i rannych żołnierzy to jak 1:10 (za wiki, uśredniam na oko: 30.000 zabitych cywilów do 300.000 rannych i zabitych żołnierzy). Osobiście nie wiem co o tym wszystkim myśleć - kocham moją Ojczyznę, na tej świętej ziemi są min. groby moich przodków, lecz obecny konflikt ma charakter tzw wojny zastępczej i nie jestem przekonany, że najbardziej roztropnym wyjściem byłoby dać się pozabijać podczas gdy beneficjenci konfliktu liczyliby zyski i ustalali nowe strefy wpływów... Być może należałoby infiltrować armię po to aby w razie konieczności zrobiła to co trzeba, aby jednak tak się stało większość korpusu musiałaby mieć odpowiednią motywacje. Z drugiej strony wejście w system, nawet znalezienie się w rezerwie wiąże ręce, utrudnia np. ewakuacje rodziny.
Gratuluję 100 minut rozmowy bez montażu i bez lapsusów! Pan Bogdan również bez zarzutu. Co do argumentów kontra SW2 i spuścizny JP2 to jeden z głównych jakie przychodzą do głowy a zarazem chyba najprostszy to owoce jakie już dziś widzimy bardzo wyraźnie: masowa obojętność dla nauki Pana Jezusa, apostazja, odwrót kościoła nauczającego.
Wartą podkreślenia rzeczą jest to, że kościoły i kaplice FSSPX są otwarte dla każdego - sam wszedłem po raz pierwszy "z ulicy" nikt mnie o nic nie pytał i nie potrzebowałem się nigdzie zapisywać czy być wprowadzanym. Nie pobierają też dziesięciny jak zdaje się spora część ruchów tzw. Nowej Ewangelizacji (różne koinonie i takie tam) ;) Cechy sekty to posiadają te wszystkie grupki spotykające się po salkach w soboty (Neokatechumenat) - tam trzeba być wprowadzonym, wypytują ludzi o prywatne sprawy itp. Ciekawa sprawa jak z powszechnego, otwartego, modlącego się w języku zrozumiałym dla wszystkich wiernych na całym świecie Kościoła zrobiono rozczłonkowany "zbór zborów" i licznych niejawnych grupek...
Dziękuję Panu Bogu, że mieliśmy odwagę całkowicie zabrać dzieciom smartfony. Przed wręczeniem po raz pierwszy były one i tak ograniczone w sposób maksymalny tzn. całkowity brak przeglądarki, youtube, mediów "społecznościowych", komunikatorów. Zostało tylko dzwonienie + sms, aplikacja do "nauki" języków, dodatkowa kontrola połączeń telefonicznych i standardowa blokada rodzicielska Google. Pomimo drastycznych ograniczeń i tak dzieci wyrabiały nawyk ciągłego spoglądania na ekrany i marudzenia o "jeszcze 15 minut" na bezsensowne sms-y czy niby-naukę języka. Obecnie używają wyłącznie telefonów przyciskowych typu Nokia 225 LTE :) Nie da się słowami wyrazić ogromu spustoszenia jakie czyni u dziecka smartfon z nieograniczonym dostępem do ścieku płynącego z internetu...
W kontekście bezkompromisowości w czasach powojennych warto przywołać postać węgierskiego kardynała jego eminencji Józsefa Mindszenty'ego (którego sprawa jest szerzej opisana min. we wspomnianej wyżej książce Józefa Mackiewicza). Poniżej jedynie fragmenty z Wikipedii: Prymas Mindszenty został uwolniony podczas rewolucji węgierskiej 30 października 1956 r., a 1 listopada wygłosił przemówienie radiowe, w którym udzielił swojego poparcia powstańcom. Po interwencji radzieckiej, 4 listopada 1956, stłumieniu oporu i zajęciu Węgier przez Armię Radziecką prymas wraz ze swym sekretarzem ks. Egonem Turchánym schronił się w Poselstwie Stanów Zjednoczonych w Budapeszcie, gdzie przebywał przez następne 15 lat po udzieleniu mu azylu przez prezydenta Dwighta Eisenhowera. (...) Pomimo tych dramatycznych okoliczności, za pontyfikatu Pawła VI dyplomacja watykańska podjęła rozmowy z władzami węgierskimi, które miały na celu osiągnięcie porozumienia. 15 września 1964 zawarta została ugoda, której sygnatariuszami byli minister József Prantner, dyrektor Urzędu ds. Wyznań, oraz abp Agostino Casaroli. Tekst tego dokumentu nie został nigdy opublikowany. Kard. Mindszenty ocenił to porozumienie bardzo krytycznie. Uważał, że dyplomaci watykańscy wykazali się naiwnością i zostali oszukani przez komunistów. (...) Prymas nic o tym nie wiedział. 23 października 1971 prymas przeniósł się do Wiednia, aby być bliżej ojczyzny. Przed wyjazdem jeszcze koncelebrował mszę z papieżem. W lutym 1974, Paweł VI, pomimo wcześniejszych zapewnień, pozbawił kardynała urzędu arcybiskupa Ostrzyhomia i tytułu prymasa Węgier. Sam zaś Paweł VI zwykł go nazywać „ofiarą historii”, a nie „ofiarą komunizmu”. Pozbawiony godności prymasa Węgier, ostatnie lata życia Mindszenty spędził na emigracji w Wiedniu, w Pázmáneum, często wyjeżdżając do znanego miejsca pielgrzymek w Mariazell. Tam też został pochowany po śmierci 6 maja 1975 w Wiedniu.
Poniżej wklejam kilka fragmentów książki Józefa Mackiewicza - "Watykan w cieniu czerwonej gwiazdy". Fragmenty te, przyznam, wprawiły mnie w osłupienie: 1. Niebawem też to krótkie spięcie z roku 1966 poszło w zapomnienie, i obydwie strony powróciły na stare pozycje tradycyjnych stosunków pomiędzy „Kościołem i Państwem”. Rząd komunistyczny wycofał swe restrykcje wobec kardynała Wyszyńskiego, udzielając mu jak dawniej paszportu dyplomatycznego na wyjazdy do Rzymu. Kościół ze swej strony zdobył się w stosunku do komunistów na gest pokazowy, który nawet w sferach stojących wiernie przy episkopacie uznany został za niepotrzebny, a w niektórych kołach emigracyjnych spowodował nieprzychylną reakcję. Chodziło o hymn narodowo-kościelny, śpiewany przez całe pokolenia narodu od czasu utracenia niepodległości po rozbiorach Polski w XVIII wieku: „Boże coś Polskę...” — Hymn ten zawiera słowa: „...Przed Twe ołtarze zanosim błagania, ojczyznę, wolność racz nam wrócić Panie...” Słowa te, tylko na krótki okres dwudziestoletniego odzyskania niepodległości 1918-1939 zamienione były na: ,„...zachowaj nam Panie”. Z wybuchem jednak drugiej wojny światowej w 1939, i ponownej utraty niepodległości, wznowiono dawny, tradycyjny tekst. Niespodziewanie list pasterski biskupów polskich wydany 15 września 1968 na Jasnej Górze, kończy się następującymi słowami: „śpiewając nasze Te Deum dziękczynne, włączamy się w potężną pieśń narodu — «przed Twe ołtarze zanosim błagania: Ojczyznę wolną zachowaj nam Panie».” 2. Kardynał Wyszyński, przemawiając w końcu grudnia 1973 w kazaniu świątecznym, uznał wizytę Olszowskiego za „nader ważne wydarzenie”. Wyraził przy okazji zadowolenie z powodu odłożenia na 2 lata pełnego wprowadzenia w życie ustawy o reformie szkolnictwa. W konkluzji stwierdził, że Kościół popiera „rządowe wysiłki gospodarczej i socjalnej rekonstrukcji kraju, w nadziei, że nie będą szły w parze z utrudnianiem religijnego życia katolików. Z punktu widzenia doktryny katolickiej — oświadczył prymas — nie istnieje żadna potrzeba prowadzenia przez Kościół walki z istniejącym ustrojem i porządkiem rzeczy w kraju”. 3. 9 lutego 1955, wprowadzony został w życie tzw. „Dekret o Obsadzaniu Stanowisk Kościelnych”, który m. in. zobowiązywał duchowieństwo katolickie do składania przysięgi na wierność komunistycznemu okupantowi kraju. Wywołało to ogólne oburzenie w opinii katolickiej, jako akt pogwałcenia wolności religijnych, zmuszanie środkami administracyjnymi hierarchii katolickiej do opowiadania się po stronie wrogiego jej ustroju komunistycznego. Zgoda na składanie przysięgi pozostawała też w jaskrawej sprzeczności do obowiązujących wówczas encyklik Piusa XII o zakazie współpracy z komunistami. Ale była jednocześnie ciosem zadanym w polską narodowo-katolicką tradycję patriotyczną. Dekrety podobnego przymusu wprowadzone zostały też w innych krajach komunistycznych. Układ pomiędzy kardynałem Wyszyńskim i generalnym sekretarzem partii, Wiesławem-Gomułką, z 31 grudnia 1956, wprowadzał pewną formalną modyfikację do roty przysięgi, którą winni składać wszyscy arcybiskupi, biskupi diecezjalni, koadiutorowie z prawem następstwa, proboszczowie i administratorowie parafii. Obowiązujący dziś tekst brzmi: „Ślubuję uroczyście dochować wierności Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, przestrzegać jej porządku prawnego i nie przedsiębrać niczego, co mogłoby zagrażać dobru Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej”. Dopiero z dużym opóźnieniem opublikowane zostały teksty „Konferencji”, wygłaszane przez kardynała Wyszyńskiego, począwszy od 13 stycznia 1974, przez trzy niedziele z rzędu w warszawskim kościele św. Krzyża. Kardynał rozpoczął od znaczenia prawdy: „Człowiek chce trwać w prawdzie. Oczekuje od otoczenia, aby było w prawdzie. Jest zażenowany, gdy musi symulować, udawać co innego, niż jest w rzeczywistości, ukrywać prawdę”. Następnie kilkakrotnie nawraca do słowa: „Prawda... Daj świadectwo prawdzie...” I wreszcie oświadcza: „To mówi wam prymas Polski, uważając za swój obowiązek moralny powiedzieć CAŁĄ prawdę...” Nie ma powodu wątpić, że gdyby Wyszyński chciał, ze względów taktycznych, pewne rzeczy przemilczeć, lub wypowiedzieć je w sposób zakamuflowany — nie potrzebowałby aż tak dużego nacisku kłaść na to, że mówi „całą prawdę”. Tym większe zdumienie wywołuje dalszy tekst. Gdy mówiąc o współczesnej sytuacji, nie wspomniał słowem o — komunizmie... W ogóle, jakby go nie było. Natomiast wytykając błędy ducha materializmu i totalizmu, który nawet „spycha człowieka na pozycje robota...” Następnie, mówiąc o ateizmie państwowym skierowanym przeciwko Bogu, dostrzegał go w przeżyciach Kościoła z okresu — Reformacji protestanckiej... Mówiąc o „laicyzacji”, wskazał na jej źródła: „masoneria i liberalizm politycznoekonomiczny”... Wciąż, poza tym jedynym razem („zamienił się w jakiegoś komunistę”), nie wymieniając słowa: „komunizm”. I wreszcie oświadczył: „Pragnęlibyśmy Ojczyznę naszą uwolnić od koszmaru nawrotu ducha kapitalistycznego! Nie trzeba myśleć, że Kościół sprzyja kapitalizmowi”. Po 57 latach panowania komunizmu w świecie, i po 29 latach panowania komunizmu w Polsce, główne pragnienie widzieć w uwolnieniu ojczyzny od „koszmaru nawrotu do ducha kapitalistycznego” — te słowa w ustach przywódcy polskiego Kościoła katolickiego, a jak niektórzy chcą — „Wodza duchowego narodu” — wydać się mogą istotnie co najmniej zaskakujące. Natomiast w znacznym stopniu pokrywają się, a w pewnym nawet przelicytowują, znane „antykapitalistyczne” urazy papieża Pawła VI, o których poprzednio mówiliśmy już wielokrotnie. 4. „Wzywam was, jako jedyny członek Episkopatu Polskiego w wolnym świecie, abyście modlitwą do Matki Boskiej Częstochowskiej przyczynili się do ratowania wolności Kościoła i wolności Polski...” w wielu jeszcze kazaniach i wystąpieniach publicznych duszpasterz emigracji nie wahał się nazywać rzeczy ich właściwym imieniem, stwierdzając, że Polska, a z nią razem episkopat polski, jest de facto w niewoli komunistycznej. Naturalnie, że ani takie słowa, ani taka postawa moralnopubliczna arcypasterza, nie mogły być tolerowane w posoborowej epoce nowego Ducha Czasu, gdy narzucona została ugodowa względem komunizmu postawa. Pius XII zmarł w roku 1958. Arcybiskup Gawlina, duszpasterz emigracji polskiej, który po śmierci tego papieża, coraz bardziej czuł się krępowany w swojej działalności i wypowiedziach, zmarł w r. 1964. Panowała powszechna opinia, że prymas Wyszyński — któremu ze starej tradycji przysługuje opieka duchowa nad wszystkimi katolikami Polski, zarówno w kraju jak za granicą — nie zechce rozciągać swych praw na Polaków w wolnym świecie. Albowiem stwarzałoby to dlań szczególnie drażliwe pasmo permanentnych konfliktów, krępujących działanie zarówno jemu w kraju, jak emigracji politycznej w świecie. Słowem, wierzono, iż będzie unikać, chociażby w przybliżeniu, tych analogii, jakie pociąga za sobą pretendowanie patriarchatu moskiewskiego do jurysdykcji także nad antykomunistyczną emigracją rosyjską w wolnym świecie. Po śmierci arcbp. Gawliny udał się tedy do Rzymu — korzystając z pobytu tam prymasa Wyszyńskiego — delegat polskiego rządu na emigracji, aby przedłożyć kardynałowi pewne sugestie dla kontynuacji niezależnego od Warszawy duszpasterstwa emigracyjnego. Prymas wysłuchał go z lekkim zniecierpliwieniem, jakie zwykł był okazywać wobec przedstawicieli prawowitego rządu na emigracji, wstał i oświadczył: — Nie, tak nie będzie. — Dając do zrozumienia, że rozmowa jest skończona. Wkrótce wyjaśniło się, że wbrew oczekiwaniom, prymas Wyszyński poczynił już uprzednio kroki w Rzymie, aby niezależny status duszpasterstwa emigracyjnego został zniesiony, i oddany pod jego opiekę. — „Nie zostawię was sierotami”, powiedział kardynał Wyszyński do kapłanów emigracyjnych ną pogrzebie arcybiskupa Gawliny. Paweł VI przychylił się do wniosku prymasa Wyszyńskiego, który przejmując najwyższą opiekę duchową nad wszystkimi Polakami (katolikami) w świecie wyznaczył od siebie biskupa Władysława Rubina: „delegatem prymasa Polski dla duszpasterstwa emigracji polskiej”. Papież mianując 20 listopada 1964 ks. Rubina tytularnym biskupem Serta, wyznaczył go równocześnie, na wniosek kardynała Wyszyńskiego, sufraganem na Archidiecezję Gnieźnieńską. W ten sposób biskup Rubin wszedł w skład episkopatu polskiego jako sufragan gnieźnieński; musiał przyjąć obywatelstwo PRL, i złożył w myśl obowiązującego dekretu przysięgę na wierność Polsce komunistycznej („Ludowej”), co na razie zachowano w tajemnicy, a jednocześnie — został faktycznym duszpasterzem emigracji politycznej, która stawia sobie za cel walkę o wyzwolenie Polski akurat spod tej władzy, na wierność której jej duszpasterz przysięga... Czyli sytuacja zgoła paradoksalna.
https://ibb.co/HFq7D4V :)
Tu napis jest czarny ale i tak ciężko to skomentować w sposób neutralny: https://www.ekai.pl/wp-content/uploads/2024/10/image_kai_-3-1024x683.png
Obawiam się, że "wrogie przejęcie" Wikipedii, nawet tylko niektórych haseł jest niemożliwe ze względu na hierarchię moderatorów. To tak jak atak 51% na Bitcoin - niewykonalne. W świecie gdzie Internet jest kontrolowany przez algorytmy należące do big-tech-ów to po prostu niemożliwe. Trump nie bez powodu założył w niekorzystnym dla siebie momencie Truth Social. Już bardziej realny wydaje się alternatywny dla Wikipedii projekt, nazwijmy go "wolnościowy". W kwestii encyklopedii - zachęcam do zabezpieczenia materiałów dla przyszłych pokoleń nie jako akt kapitulacji ale jako swego rodzaju polisę.
Polecam zakupić sobie drukowaną encyklopedię na pamiątkę czasu gdy w publikacjach znajdowano jeszcze resztki obiektywizmu. Do znalezienia na Allegro są też encyklopedie wydawane w latach 2000 na DVD - warto nabyć dla przyszłych pokoleń, które będą mieć bardzo utrudniony dostęp do prawdziwych informacji w kontrolowanym przez globalistów internecie.
NOM jest kopią kalwińskiego "nabożeństwa" Cranmera. Msza Święta trydencka sprawowana w uniwersalnym języku obrzędowym czyli po łacinie jest wyrazem jedności i powszechności Kościoła. W jakimkolwiek kraju się człowiek nie znajdzie może wziąć udział w tym samym, najdoskonalszym możliwym dla człowieka kulcie Boga w Trójcy Jedynego.
Kino skończyło się co najmniej 3 dekady temu. Oglądanie seriali i wytworów Hollywood to robienie sobie krzywdy duchowej i psychicznej. Polecam lekturę Pisma Świętego, książek katolickich i periodyków takich jak Zawsze Wierni.
Pamiętam obraźliwy ton wiadomości TV i szykany wobec ludzi obecnych na żwirowisku. Nie wiedziałem, że śp KŚ był wiernym FSSPX. Requiem aeternam dona ei Domine et lux perpetua luceat ei...
Bez wątpienia pozyskanie kilkuset tysięcy wyborców spośród naprędce znaturalizowanych przybyszów jest w planach lewactwa - tak samo jak miało to miejsce na zachodzie np. w Wielkiej Brytanii dekady temu. Dzielnica imigrancka, muzułmańska, a tam na murach wyłącznie plakaty "Vote Labour" - dysonans poznawczy dla przybysza z "zacofanej" Europy Środkowej. Jak to? Muzułmanie a popierają ateistyczną lewicę? Do dziś pamiętam swoje zdziwienie...