Uważam, że istnieje potrzeba otworzenia dyskusji na temat wprowadzenia ograniczeń w prawie do głosowania obywateli polskich przebywających od lat za granicą.
Kryterium dla posiadania czynnego prawa wyborczego za granicą powinno być co najmniej:
1. Obywatelstwo polskie
2. Rezydencja podatkowa w Polsce (co najmniej 183 dni w roku na terytorium Polski) lub formalna deklaracja powrotu w ściśle określonym i ograniczonym czasie od wyjazdu z Polski
Niepokojące jest zjawisko wpływania na wynik wyborów przez ludzi de facto nie planujących powrotu do kraju ani z nim już w jakikolwiek sposób (poza obywatelstwem) nie związanych.
Oznacza to, że biorą oni udział w wyborze władz, które następnie decydują o życiu wszystkich ludzi zamieszkałych w Polsce ale nie tych, którzy oddają głos z zagranicy (np. w kwestiach takich jak obowiązkowa służba wojskowa czy podatki których emigranci nie płacą).
Ponadto, osoby zamieszkałe za granicą, siłą rzeczy są oderwane od realiów polskich, dociera do nich tylko cześć informacji z kraju, są przez to podatni na wpływy i manipulacje.
Obecny polski model nie jest standardem na świecie, jest jednym z najbardziej liberalnych (tylko j. angielski):
Komentarze
To samo powinno tyczyć się również imigrantów. Bardzo niepokoją mnie filmiki, na których imigranci z Ukrainy wybierają Polsce prezydenta.
Bez wątpienia pozyskanie kilkuset tysięcy wyborców spośród naprędce znaturalizowanych przybyszów jest w planach lewactwa - tak samo jak miało to miejsce na zachodzie np. w Wielkiej Brytanii dekady temu. Dzielnica imigrancka, muzułmańska, a tam na murach wyłącznie plakaty "Vote Labour" - dysonans poznawczy dla przybysza z "zacofanej" Europy Środkowej. Jak to? Muzułmanie a popierają ateistyczną lewicę? Do dziś pamiętam swoje zdziwienie...