Obejrzałem fenomenalny film o św. Tomaszu Beckecie biskupie Canterbery, który za obronę praw Kościoła został zamordowany przez rycerzy króla Henryka II. W filmie jest scena, w której duchowni namawiają Becketa, żeby uległ królowi, ponieważ Kościół i tak przetrwa, wtedy biskup się temu sprzeciwia i mówi, że Kościół nie przetrwa, jeżeli nikt nie będzie go bronić.
Podobną postawę wyrażał arcybiskup Lefebvre, gdyby nie jego sprzeciw, prawdopodobnie nie byłoby w ogóle Mszy Trydenckiej. Pan Jezus w swojej Opatrzności po prostu przewidział takiego Tomasza Becketa czy Marcela Lefebvre'a.
Niestety takiej postawy nie reprezentował kardynał Wyszyński, który zapytany o to dlaczego zajmuje się więcej sprawami politycznymi w Polsce, niż życiem Kościoła, odpowiedział , że Kościół ma obiecane od Pana Jezusa przetrwać, podczas gdy Polska nie ma takiej gwarancji. Słowa parafrazuję, ponieważ nie pamiętam ich dokładnie, natomiast oddaję ich sens.
Uważam, że ta postawa była całkowicie błędna w czasie powszechnego odstępstwa po II Soborze Watykańskim. Głos Kardynała mógł być kluczowy dla zatrzymania rewolucji w Polsce, choć kardynał był zachowawczy, to co z tej zachowawczości pozostało teraz, kiedy widzimy totalną destrukcję? Uważam, że ta postawa była wielkim błędem kardynała.
Komentarze
Poniżej wklejam kilka fragmentów książki Józefa Mackiewicza - "Watykan w cieniu czerwonej gwiazdy". Fragmenty te, przyznam, wprawiły mnie w osłupienie:
1.
Niebawem też to krótkie spięcie z roku 1966 poszło w zapomnienie, i obydwie strony powróciły na stare pozycje tradycyjnych stosunków pomiędzy „Kościołem i Państwem”. Rząd komunistyczny wycofał swe restrykcje wobec kardynała Wyszyńskiego, udzielając mu jak dawniej paszportu dyplomatycznego na wyjazdy do Rzymu. Kościół ze swej strony zdobył się w stosunku do komunistów na gest pokazowy, który nawet w sferach stojących wiernie przy episkopacie uznany został za niepotrzebny, a w niektórych kołach emigracyjnych spowodował nieprzychylną reakcję.
Chodziło o hymn narodowo-kościelny, śpiewany przez całe pokolenia narodu od czasu utracenia niepodległości po rozbiorach Polski w XVIII wieku: „Boże coś Polskę...” — Hymn ten zawiera słowa: „...Przed Twe ołtarze zanosim błagania, ojczyznę, wolność racz nam wrócić Panie...” Słowa te, tylko na krótki okres dwudziestoletniego odzyskania niepodległości 1918-1939 zamienione były na: ,„...zachowaj nam Panie”. Z wybuchem jednak drugiej wojny światowej w 1939, i ponownej utraty niepodległości, wznowiono dawny, tradycyjny tekst. Niespodziewanie list pasterski biskupów polskich wydany 15 września 1968 na Jasnej Górze, kończy się następującymi słowami: „śpiewając nasze Te Deum dziękczynne, włączamy się w potężną pieśń narodu — «przed Twe ołtarze zanosim błagania: Ojczyznę wolną zachowaj nam Panie».”
2.
Kardynał Wyszyński, przemawiając w końcu grudnia 1973 w kazaniu świątecznym, uznał wizytę Olszowskiego za „nader ważne wydarzenie”. Wyraził przy okazji zadowolenie z powodu odłożenia na 2 lata pełnego wprowadzenia w życie ustawy o reformie szkolnictwa. W konkluzji stwierdził, że Kościół popiera „rządowe wysiłki gospodarczej i socjalnej rekonstrukcji kraju, w nadziei, że nie będą szły w parze z utrudnianiem religijnego życia katolików. Z punktu widzenia doktryny katolickiej — oświadczył prymas — nie istnieje żadna potrzeba prowadzenia przez Kościół walki z istniejącym ustrojem i porządkiem rzeczy w kraju”.
3.
9 lutego 1955, wprowadzony został w życie tzw. „Dekret o Obsadzaniu Stanowisk Kościelnych”, który m. in. zobowiązywał duchowieństwo katolickie do składania przysięgi na wierność komunistycznemu okupantowi kraju. Wywołało to ogólne oburzenie w opinii katolickiej, jako akt pogwałcenia wolności religijnych, zmuszanie środkami administracyjnymi hierarchii katolickiej do opowiadania się po stronie wrogiego jej ustroju komunistycznego. Zgoda na składanie przysięgi pozostawała też w jaskrawej sprzeczności do obowiązujących wówczas encyklik Piusa XII o zakazie współpracy z komunistami. Ale była jednocześnie ciosem zadanym w polską narodowo-katolicką tradycję patriotyczną. Dekrety podobnego przymusu wprowadzone zostały też w innych krajach komunistycznych. Układ pomiędzy kardynałem Wyszyńskim i generalnym sekretarzem partii, Wiesławem-Gomułką, z 31 grudnia 1956, wprowadzał pewną formalną modyfikację do roty przysięgi, którą winni składać wszyscy arcybiskupi, biskupi diecezjalni, koadiutorowie z prawem następstwa, proboszczowie i administratorowie parafii. Obowiązujący dziś tekst brzmi:
„Ślubuję uroczyście dochować wierności Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, przestrzegać jej porządku prawnego i nie przedsiębrać niczego, co mogłoby zagrażać dobru Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej”.
Dopiero z dużym opóźnieniem opublikowane zostały teksty „Konferencji”, wygłaszane przez kardynała Wyszyńskiego, począwszy od 13 stycznia 1974, przez trzy niedziele z rzędu w warszawskim kościele św. Krzyża. Kardynał rozpoczął od znaczenia prawdy:
„Człowiek chce trwać w prawdzie. Oczekuje od otoczenia, aby było w prawdzie. Jest zażenowany, gdy musi symulować, udawać co innego, niż jest w rzeczywistości, ukrywać prawdę”.
Następnie kilkakrotnie nawraca do słowa: „Prawda... Daj świadectwo prawdzie...” I wreszcie oświadcza: „To mówi wam prymas Polski, uważając za swój obowiązek moralny powiedzieć CAŁĄ prawdę...” Nie ma powodu wątpić, że gdyby Wyszyński chciał, ze względów taktycznych, pewne rzeczy przemilczeć, lub wypowiedzieć je w sposób zakamuflowany — nie potrzebowałby aż tak dużego nacisku kłaść na to, że mówi „całą prawdę”. Tym większe zdumienie wywołuje dalszy tekst. Gdy mówiąc o współczesnej sytuacji, nie wspomniał słowem o — komunizmie... W ogóle, jakby go nie było. Natomiast wytykając błędy ducha materializmu i totalizmu, który nawet „spycha człowieka na pozycje robota...”
Następnie, mówiąc o ateizmie państwowym skierowanym przeciwko Bogu, dostrzegał go w przeżyciach Kościoła z okresu — Reformacji protestanckiej... Mówiąc o „laicyzacji”, wskazał na jej źródła: „masoneria i liberalizm politycznoekonomiczny”... Wciąż, poza tym jedynym razem („zamienił się w jakiegoś komunistę”), nie wymieniając słowa: „komunizm”. I wreszcie oświadczył:
„Pragnęlibyśmy Ojczyznę naszą uwolnić od koszmaru nawrotu ducha kapitalistycznego! Nie trzeba myśleć, że Kościół sprzyja kapitalizmowi”.
Po 57 latach panowania komunizmu w świecie, i po 29 latach panowania komunizmu w Polsce, główne pragnienie widzieć w uwolnieniu ojczyzny od „koszmaru nawrotu do ducha kapitalistycznego” — te słowa w ustach przywódcy polskiego Kościoła katolickiego, a jak niektórzy chcą — „Wodza duchowego narodu” — wydać się mogą istotnie co najmniej zaskakujące.
Natomiast w znacznym stopniu pokrywają się, a w pewnym nawet przelicytowują, znane „antykapitalistyczne” urazy papieża Pawła VI, o których poprzednio mówiliśmy już wielokrotnie.
4.
„Wzywam was, jako jedyny członek Episkopatu Polskiego w wolnym świecie, abyście modlitwą do Matki Boskiej Częstochowskiej przyczynili się do ratowania wolności Kościoła i wolności Polski...”
w wielu jeszcze kazaniach i wystąpieniach publicznych duszpasterz emigracji nie wahał się nazywać rzeczy ich właściwym imieniem, stwierdzając, że Polska, a z nią razem episkopat polski, jest de facto w niewoli komunistycznej.
Naturalnie, że ani takie słowa, ani taka postawa moralnopubliczna arcypasterza, nie mogły być tolerowane w posoborowej epoce nowego Ducha Czasu, gdy narzucona została ugodowa względem komunizmu postawa.
Pius XII zmarł w roku 1958. Arcybiskup Gawlina, duszpasterz emigracji polskiej, który po śmierci tego papieża, coraz bardziej czuł się krępowany w swojej działalności i wypowiedziach, zmarł w r. 1964.
Panowała powszechna opinia, że prymas Wyszyński — któremu ze starej tradycji przysługuje opieka duchowa nad wszystkimi katolikami Polski, zarówno w kraju jak za granicą — nie zechce rozciągać swych praw na Polaków w wolnym świecie. Albowiem stwarzałoby to dlań szczególnie drażliwe pasmo permanentnych konfliktów, krępujących działanie zarówno jemu w kraju, jak emigracji politycznej w świecie. Słowem, wierzono, iż będzie unikać, chociażby w przybliżeniu, tych analogii, jakie pociąga za sobą pretendowanie patriarchatu moskiewskiego do jurysdykcji także nad antykomunistyczną emigracją rosyjską w wolnym świecie.
Po śmierci arcbp. Gawliny udał się tedy do Rzymu — korzystając z pobytu tam prymasa Wyszyńskiego — delegat polskiego rządu na emigracji, aby przedłożyć kardynałowi pewne sugestie dla kontynuacji niezależnego od Warszawy duszpasterstwa emigracyjnego. Prymas wysłuchał go z lekkim zniecierpliwieniem, jakie zwykł był okazywać wobec przedstawicieli prawowitego rządu na emigracji, wstał i oświadczył:
— Nie, tak nie będzie. — Dając do zrozumienia, że rozmowa jest skończona.
Wkrótce wyjaśniło się, że wbrew oczekiwaniom, prymas Wyszyński poczynił już uprzednio kroki w Rzymie, aby niezależny status duszpasterstwa emigracyjnego został zniesiony, i oddany pod jego opiekę. — „Nie zostawię was sierotami”, powiedział kardynał Wyszyński do kapłanów emigracyjnych ną pogrzebie arcybiskupa Gawliny.
Paweł VI przychylił się do wniosku prymasa Wyszyńskiego, który przejmując najwyższą opiekę duchową nad wszystkimi Polakami (katolikami) w świecie wyznaczył od siebie biskupa Władysława Rubina: „delegatem prymasa Polski dla duszpasterstwa emigracji polskiej”. Papież mianując 20 listopada 1964 ks. Rubina tytularnym biskupem Serta, wyznaczył go równocześnie, na wniosek kardynała Wyszyńskiego, sufraganem na Archidiecezję Gnieźnieńską.
W ten sposób biskup Rubin wszedł w skład episkopatu polskiego jako sufragan gnieźnieński; musiał przyjąć obywatelstwo PRL, i złożył w myśl obowiązującego dekretu przysięgę na wierność Polsce komunistycznej („Ludowej”), co na razie zachowano w tajemnicy, a jednocześnie — został faktycznym duszpasterzem emigracji politycznej, która stawia sobie za cel walkę o wyzwolenie Polski akurat spod tej władzy, na wierność której jej duszpasterz przysięga... Czyli sytuacja zgoła paradoksalna.
Niestety wiele wskazuje na to, że stwierdzenie że Kardynał Wyszyński był zachowawczy, ponieważ priorytetowo traktował sprawy naszego kraju jest stanowiskiem maksymalnie delikatnym albo po prostu naiwnym.. x. Wyszyński był w *Stowarzyszeniu Kapłanów Świeckich Miłości Apostolskiej". Członków stowarzyszenia potocznie nazywano "charystami". Po wiele ciekawych informacji na temat tego stowarzyszenia jak i samych członków (w tym, a może przede wszystkim x. Wyszyńskiego) odsyłam do artykułów Pana Krzysztofa Zagozdy. Najkrócej mówiąc - księża charysci byli przesiąknięci modernizmem i wiele na to wskazuje, że "oswajali" Polaków przed SWII. Bardzo ciekawe jest to, że prymas dawał zezwolenia na "eksperymentowanie liturgiczne" w podwarszawskich Laskach i między innymi było to odprawianie mszy świętej w ojczystym języku i z twarzą zwróconą wiadomo gdzie (a może bardziej do kogo). Brzmi znajomo, prawda? Wszystko to działo się przed SWII. Pan Zagozda podaje wiele innych informacji, które jeżą włos na głowie.
W kontekście bezkompromisowości w czasach powojennych warto przywołać postać węgierskiego kardynała jego eminencji Józsefa Mindszenty'ego (którego sprawa jest szerzej opisana min. we wspomnianej wyżej książce Józefa Mackiewicza). Poniżej jedynie fragmenty z Wikipedii:
Prymas Mindszenty został uwolniony podczas rewolucji węgierskiej 30 października 1956 r., a 1 listopada wygłosił przemówienie radiowe, w którym udzielił swojego poparcia powstańcom. Po interwencji radzieckiej, 4 listopada 1956, stłumieniu oporu i zajęciu Węgier przez Armię Radziecką prymas wraz ze swym sekretarzem ks. Egonem Turchánym schronił się w Poselstwie Stanów Zjednoczonych w Budapeszcie, gdzie przebywał przez następne 15 lat po udzieleniu mu azylu przez prezydenta Dwighta Eisenhowera.
(...)
Pomimo tych dramatycznych okoliczności, za pontyfikatu Pawła VI dyplomacja watykańska podjęła rozmowy z władzami węgierskimi, które miały na celu osiągnięcie porozumienia. 15 września 1964 zawarta została ugoda, której sygnatariuszami byli minister József Prantner, dyrektor Urzędu ds. Wyznań, oraz abp Agostino Casaroli. Tekst tego dokumentu nie został nigdy opublikowany. Kard. Mindszenty ocenił to porozumienie bardzo krytycznie. Uważał, że dyplomaci watykańscy wykazali się naiwnością i zostali oszukani przez komunistów.
(...)
Prymas nic o tym nie wiedział. 23 października 1971 prymas przeniósł się do Wiednia, aby być bliżej ojczyzny. Przed wyjazdem jeszcze koncelebrował mszę z papieżem.
W lutym 1974, Paweł VI, pomimo wcześniejszych zapewnień, pozbawił kardynała urzędu arcybiskupa Ostrzyhomia i tytułu prymasa Węgier. Sam zaś Paweł VI zwykł go nazywać „ofiarą historii”, a nie „ofiarą komunizmu”.
Pozbawiony godności prymasa Węgier, ostatnie lata życia Mindszenty spędził na emigracji w Wiedniu, w Pázmáneum, często wyjeżdżając do znanego miejsca pielgrzymek w Mariazell. Tam też został pochowany po śmierci 6 maja 1975 w Wiedniu.
Jeśli można wiedzieć, co to za film o św. Tomaszu Beckecie i w czyjej reżyserii?