Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus
Od wielu miesięcy (nie wiem czy to moja wrażliwość się zmieniła, czy inni ludzie się zmienili) słyszę NON-STOP używanie imienia Jezus jako przerywnika w rzeczach błahych. W biurze, w tramwaju, w rodzinie... wszędzie. Aż uszy mi więdną od słuchania tego. Chciałbym jakoś temu przeciwdziałać. Z reguły jak są okoliczności to pytam "Czemu używasz imienia Jezus?" Niektórzy się zreflektują, inni wzruszą ramionami, a jeszcze inni powiedzą "oj tam oj tam, takie powiedzenie". Niestety często nawet jak ktoś się na chwilę zreflektuje, to za 5 minut znowu używa świętego imienia Jezus jako przerywnika.
W każdym razie czuję niedosyt i chciałbym jeszcze skuteczniej przeciwdziałać temu zjawisku. Pomyślałem że może niektórzy sprawkowicze mają jakieś dobre sposoby na zawstydzenie kogoś, albo skuteczne obrzydzenie takiego rzucania imieniem Pana Jezusa na lewo i prawo?
Komentarze
Tez mam takiego kolegę w pracy który zdecydowanie tego nadużywa.najpierw zapytałem czy jest wierzący.jak odpowiedzial że niekoniecznie to się zapytałem dlaczego tak mówi.
Z przyzwyczajenia..i zacząłem czynić znak krzyża zawsze jak to mówi.
Narazie przestał..
Bardzo ciekawe co Pan pisze. Nasuwają mi się 2 pytania:
- Jakie ma Pan intencje gdy się Pan żegna za każdym razem gdy kolega wymawia imię Jezus?
- Czy nie ma Pan obaw że ktoś złośliwy (znam kilku takich ode mnie z pracy...) mogłoby celowo mówić imię Jezus, żeby Pan się przeżegnał?
Nie myślałem za bardzo jak mam reagować.
To przyszło tak automatycznie.
Intencja jest żeby to jakoś wynagrodzić.
Nie boję się że ludzie będą to wykorzystywać bo robi to jedna osoba z którą zawsze rozmawiam praktycznie w cztery oczy przy przekazaniu zmiany.
Nie twierdzę że każdy musi tak robić.mówię tylko jak ja się zachowuję.
Też mnie to razi. Najbliższym zwracam uwagę, bliższym znajomym też i wydaje mi się, że część osób to rozumie. Ale ciężko jest komuś obcemu zwrócić uwagę, też mnie to boli jak słyszę, że najświętsze imię jest traktowane jak przerywnik :(
Od dawna mam ten sam problem. Taki lekceważący i znieważający zły nawyk został podany jako przyczyna biedy i nieurodzaju w La Salette (gdy woźnice mieszali święte Imię Pana Jezusa w wypowiedziach w których znajdowały się dodatkowo przekleństwa). Gdy wytłumaczyłem to pojedynczym katolikom zaczęli zwalczać (z niemałym trudem) ten nawyk. Niekatolik natomiast nie przyjmie jakie spustoszenie taki zły język powoduje dookoła i w najlepszym wypadku by nie denerwować zwracającego uwagę przy nim będzie się tonował. Problem jest tym większy, że pasterze nie grzmią na ten temat (a napewno ci spoza Bractwa), a też sami niejednokrotnie nadużywają święte imię zgorszając owieczki. Napewno powinniśmy reagować, nie tylko aktami zadośćuczynienia, myślę że wobec otwartych - tłumaczeniem, a zamkniętych grzmieniem.
Mi się zadrzyło w takiej sytacji zadac pytanie: czy ty się teraz modlisz? Na chwilę zadziałało ale tak można powiedzieć tylko jak się kogoś dobrze zna.
Ja w takich sytuacjach mówię (do znajomych): "Panie Janku, bardzo proszę przy mnie nie wzywać imienia Bożego bez potrzeby, źle się z tym czuję". Z reguły ludzie przepraszają i starają się o tym pamiętać, a jak zapominają, to im delikatnie przypominam i działa. Na osoby nieznane, rozmawiające na ulicy, na dworcu, itp. nie mam sposobu.
Może i ten sposób jest skuteczny w powstrzymaniu złego czynu, problem jednak w tym, że motyw tego powstrzymania jest fałszywy, tu przecież zupełnie nie chodzi o czyjekolwiek samopoczucie, ale o ochronę świętości Imienia Jezus. Może nawet to jest przeciwskuteczne w ogólnym rozrachunku gdyż powoduje innego rodzaju zgorszenie gdyż może sprawić wrażenie, że katolikowi nie chodzi o troskę o świętość Najświętszego ale o własne samopoczucie.
Może wierzącym katolikom wystarczyłoby upomnienie: "Panie Janku, proszę nie wzywać imienia Bożego bez potrzeby, bo Pan Bóg tego zabronił" ... lub coś w tym kierunku.
Natomiast na mężu, który od prawie 7 lat nie chodzi do kościoła, testuję: "Jezu Chryste wybacz mu, że wymawia Twoje imię nadaremno"
Zgadzam się,to naprawdę plaga,, bardzo często u ludzi którzy z Kościołem mają niewiele wspólnego a o Jezusie Chrystusie raczej rozmawiać nie chcą
Ja zawsze mówię,,co ja z tym wspólnego Jezus czy Maryja??? czasem działa,w sercu zawsze przepraszam Boga