Szczęść Boże, pytanie do wszystkich użytkowników platformy Sprawek, jednak w szczególności do księży oraz małżeństw. Jakie jest oficjalne stanowisko Kościoła katolickiego wobec naturalnego planowania rodziny (NPR)? Czy jego stosowanie — szczególnie wtedy, gdy małżonkowie podejmują współżycie w okresach niepłodnych, świadomie minimalizując możliwość poczęcia dziecka — jest zgodne z nauczaniem Kościoła i prawem Bożym?
Czy akt małżeński, podejmowany w okresie niepłodnym, z intencją jednoczenia się, a niekoniecznie z pragnieniem poczęcia dziecka, jest moralnie dopuszczalny? Jeśli tak — w jakich warunkach? A jeśli nie — to dlaczego? Zakładamy, że rodzina jako taka nie zamyka się na życie i chce mieć i wychowywać dzieci.
W związku z tym:
Czy Kościół uznaje akt małżeński za równie ważny pod względem jednoczącym, co prokreacyjnym?
Gdzie przebiega granica moralnej dopuszczalności świadomego planowania współżycia tylko w okresach niepłodnych?
Czy unikanie poczęcia — bez całkowitego zamknięcia się na życie — ale przy maksymalnym ograniczaniu jego możliwości, może być traktowane jako manipulacja, a tym samym grzech?
Ponieważ Kościół rzadko mówi o tych praktycznych aspektach wprost, zależy mi na jasnym zrozumieniu, czy takie podejście do NPR (czyli np. stałe korzystanie z okresów niepłodnych z powodu trudnej sytuacji życiowej albo okazywania sobie zwyczajnej miłości i jedności małżeńskiej) może być uznane za moralnie właściwe i zgodne z nauką Kościoła. O tych metodach wspominał już papież Pius XI oraz Pius XII jednak te wypowiedzi są krókie, nieprecyzyjne i ciężko w nich znaleźć prawdziwe postrzeganie aktu małżeńskiego. Jeśli ktoś z Państwa posiada materiały bądź zna książki, w których można poznać i dowiedzieć sie coś więcej o tym, jak na prawdę powinno wyglądać małżeństwo i wszystko co z nim związane, to byłbym wdzięczny za podesłanie mi linków do takich cennych źródeł
Ciężko mi uwierzyć, że w wielu katolickich rodzinach jest to powszechna praktyka, jednak w ruchach takich jak domowy kościół zachęca się (nie wiem czy robią to księża, oby nie) do stosunków jak najczęściej w dni niepłodne i jest to tłumaczone "otwartością na życie" przy praktycznie zerowych szansach poczęcia oraz jednością małżeńską. Bóg zapłać za odpowiedzi
Komentarze
Daj Boże. Poruszył Pan bardzo ważną kwestię... Zdrowa nauka jest dziś wykładana zbyt rzadko. Bogu niech będą dzięki za Księży z Tradycji, którzy podnoszą ten temat. Jestem przekonany, że małżonkom uczciwie łaknącym poznać wolę Bożą, Pan Bóg udzieli potrzebnego światła jak należy żyć. Nade wszystko przemawia do mnie metoda oddania się Bogu, tak, aby jego wola mogła się realizować w naszym życiu. Przecież Pan Bóg najlepiej wie, czego nam trzeba. Tak zwane "naturalne planowanie rodziny" uważam za ludzką ingerencję w Boże plany. Być może istnieją jakieś szczególne przypadki, dlatego nie roszczę sobie praw do oskarżania kogokolwiek. Jednak ogólnie rzecz biorąc, obserwuję jak wiele małżeństw kapituluje na płaszczyźnie otwartości na potomstwo... Życzę nam wszystkim większej ufności w Bożą pomoc. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
Bardzo klarownie i dokładnie była ta kwestia wyjaśniona w "Zawsze Wierni" nr 5/2017 (192), w artykule "Planowanie rodziny według nauki katolickiej". Jeśli ktoś ma dostęp do tego archiwalnego numeru, to bardzo polecam.
Mógłbym uprzejmie prosić Pana o podanie informacji, gdzie można znaleźć ten artykuł bądź całe czasopismo? Chodzi mi o poznanie realnego stanowiska kościoła w tej kwestii, gdyż wypowiedzi papieży są bardzo niejasne. Chciałbym mieć też namacalny materiał, z którym mógłbym podzielić sie z innymi. Bóg zapłać
Przed chwilą dostałem informację z wydawnictwa Te Deum o planowanym stworzeniu cyfrowego archiwum ZW, więc prawdopodobnie ten numer będzie dostępny w tej formie.
Bóg zapłać za materiały. Czekamy na cyfrowe archiwum ZW, z pewnością będzie to piękne dzieło, z którego skorzysta wiele osób. Z Panem Bogiem
Niestety, nie wiem jak obecnie zdobyć ten archiwalny numer. W międzyczasie znalazłem parę fragmentów, w których wypowiada się na ten temat ówczesny redaktor naczelny ZW, ksiądz Szymon Bańka: https://pioteka.akwinata.edu.pl/szukaj/npr Może to będzie pomocne.
Wydaje mi się, że ZUPEŁNIE czymś innym jest postawa ,,nie chcę więcej dzieci i koniec'', a postawa ,,w obecnej sytuacji materialnej, zdrowotnej, itd. roztropność każe sądzić, że poczęcie kolejnego dziecka byłoby TERAZ niewskazane i nie wiem, czy ta sytuacja zmieni się KIEDYKOLWIEK''.
W takiej sytuacji minimalizacja prawdopodobieństwa poczęcia jest jak najbardziej wskazana - byle beż użycia antykoncepcji i z zachowaniem ,,wewnętrznego'' nastawienia, że GDYBY sytuacja się zmieniła...
Zatem, chyba jak najbardziej: w takiej sytuacji współżycie jedynie w dni niepłodne jest w porządku. Tak przynajmniej to rozumiem.
Obydwie przedstawione przez Pana postawy są z pozoru różne, a jednak skutkują w ten sam sposób - ograniczeniem potomstwa, które mogłoby się począć z woli Bożej.
Odnośnie argumentów o sytuacji materialnej, zdrowotnej itp. Zachęcam do spojrzenia na wszystko z perspektywy ufnego dziecka Bożego. Skoro w moim małżeństwie poczyna się dziecko, to jest to ewidentny dar od samego Boga. Może ta moja ciężka sytuacja materialna, odmieni się na lepsze właśnie po przyjęciu potomstwa? Może te zdrowie, które teraz niedomaga, po latach będę wspominać, jako ostatni dzwonek na przyjęcie nowego życia? A może te wszystkie dylematy i tak nie będą moim udziałem, bo Pan Bóg zawezwie mnie z tego świata jeszcze zanim w moim małżeństwie przybędzie kolejne dzieciątko? ...Sam Bóg raczy wiedzieć. Ja wiem tylko, że w perspektywie wieczności wolę stanąć na sądzie jako mąż i ojciec, który był otwarty na przyjmowanie potomstwa.
Nie będziesz wystawiać Pana Boga swego na próbę.
Szczęść Boże,
Dla mnie bardzo pomocne w tej sprawie były wykłady umieszczone na kanale FSSPX na youtube: "Akt płciowy małżeński cz.1 https://www.youtube.com/watch?v=-_aTwfzVklI i cz.2 https://www.youtube.com/watch?v=dIJmBzmnsho oraz wykład w materiałach do pobrania na stronie FSSPX pt. "Co katolik może... po ślubie?" https://piusx.org.pl/pobieranie/
Muszę przyznać, że jako osoba szczerze tematem zainteresowana i starająca się podejść do niego poważnie i zaangażowaniem od początku swojej drogi (z mężem przygotowując się do małżeństwa uczestniczyliśmy w kursach, czytaliśmy książki, nawet długo myślałam, czy nie zostać instruktorem NPR), tak aby żyć zgodnie z nauką Kościoła, doznałam szoku, kiedy już po ponad 10 latach małżeństwa dowiedziałam się jaka naprawdę jest nauka Kościoła w tej sprawie. Miało to oczywiście związek z wejściem do "bańki" nauki tradycyjnej :). Wcześniej rozumieliśmy to tak, że jeżeli byśmy uznali, że nie chcemy już mieć więcej dzieci, to po prostu korzystamy z czasu niepłodnego, biorąc oczywiście pod uwagę, że może się dziecko począć. Przy czym przy rzetelnym stosowaniu NPR prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest bardzo niskie. Teraz natomiast rozumiemy to tak, że cały czas na nowo rozeznajemy sytuację i jeżeli nie ma poważnych przeszkód, to robimy w naszym życiu miejsce dla kolejnego członka rodziny. A zatem nie możemy powiedzieć z góry "Planuję x dzieci", niezależnie od wielkości x, bo przecież nie wiemy jakie warunki będą w przyszłości. Niestety jest to powszechne, młodzi ludzie zakładający katolickie rodziny z naszego otoczenia najczęściej tak do sprawy podchodzą (my zresztą kiedyś też), bo nikt im tej nauki w dzisiejszym Kościele głównego nurtu dobitnie nie wykłada. Wg mnie to często blokuje, bo małżonkowie powiedzą sobie, że będą mieli np. 3 dzieci, potem nie myślą już o kolejnych, bo plan wykonali, a teraz czas na inne sprawy. Trudniej jest żyć w ciągłej gotowości na Boże wezwania. Nie chcę tu nikogo krytykować, bo naprawdę po sobie wiem, że to w znakomitej większości kwestia niewiedzy.
Co do samego NPR (mam tu na myśli metody rozpoznawania płodności), to jest to narzędzie i tak jak nóż, czy sztuczna inteligencja może być stosowane w sposób godziwy lub niegodziwy. Wg mnie warto zapoznać się z tymi metodami, bo jednak czasem poczęcie trzeba odłożyć, ale przede wszystkim znajomość własnego ciała dla kobiet jest sprawą bardzo cenną. Łatwej wtedy zauważyć ewentualne problemy i choroby, mnie np. oszczędziło to przypuszczalnie, przy współpracy z dobrym, znającym się na rzeczy lekarzem, nieudanych prób poczęcia, bo wiedziałam, że potrzebuję suplementacji hormonalnej, żeby zajść w ciążę.
Bóg zapłać. Chętnie zapoznam się z podanymi treściami.
Błogosławionego dnia.
Dokładnie tak pisał papież Paweł VI w encyklice Huamane Vitae. Ile dzieci powinien mieć katolik? Jak najwięcej. Czy to znaczy, że nie można ograniczać liczby potomstwa? Można ograniczać liczbę potomstwa o ile istnieją ku temu poważne powody.
W posoborowiu jest ok. Sami przez lata małżeństwa korzystliśmy z NPR wierząc że wszystko jest w najlepszym porządku. Raz usłyszeliśmy że to w sumie jest antykoncepcja, tylko dopuszczona przez Kościół.