Trochę w temacie, a trochę obok. Zauważyłem że jednym z popularnych podcastów pojawia się powracające pytanie do różnych gości: " czy chciałbyś znać datę swojej śmierci". I wszyscy jak jeden mąż w głębokim zamyśleniu odpowiadają: "nie". Mnie jednak wydaje się, że z punktu widzenia wiary, dokładnie odwrotna odpowiedź jest tu poprawna. Czy to właśnie nie jest najlepsza śmierć dla katolika? Taka, o której wiem że nadchodzi i do której mogę się przygotować? A jeszcze lepsza - taka przed którą mam czas na uporządkowanie również ziemskich spraw, kiedy mogę umrzeć w spokoju, otoczony rodziną? Czyli właśnie taka o której wiem kiedy nadchodzi?
Pytanie gdzie tej prawdziwej historii szukać? Książki ogólnie dostępne, to przecież książki napisane przez aktualnych zwycięzców.
Kiedy p. Dawid nagrał w połowie kwietnia swój program w którym "pytał" słuchaczy czy powinien zaangażować się politycznie, napisałem na YT komentarz, chyba jako jeden z niewielu, w zalewie zachwytów i głosów poparcia, życzliwie krytyczny. Nie przebił się on i nie wywołał reakcji tam, pozwolę więc wkleić go tutaj. Kiedy X Bańka nagrał wspomniany komentarz bardzo mi on w tym kontekście zarezonował i oczywiście od razu pomyślałem o p. Dawidzie. Dlatego ucieszyła mnie - wczorajsza bodajże zapowiedź - ograniczenia treści politycznych na kanale. Jeśli to efekt filmu X Bańki, to tylko dobrze. Rzeczony post: Panie Dawidzie, pozwole sobie na krotki komentarz w tej sprawie. Cenię sobie Pana prace, a sprawek rano slucham od początku, dlatego wypowiem się choc oczywiście zaznaczam, ze to prywatne zdanie niewiele znaczacego anonima z internetu. Uwazam, ze kazdy powinien pracować na swoim odcinku. A na polityce i politykach bardzo latwo sie zawieźć i stracić część lub wiele ze swojej wiarygodnosci. Proszę mnie zle nie zrozumiec - zgadzam sie dotychczas, tak jak Pan, właściwie ze wszystkim co mowi i robi p. Braun. I na pewno oddam mu swoj glos w wyborach. Ale o tym, co z tego czy innego czlowieka na koncu wyjdzie dowiemy sie dopiero w praniu. Mozna tu przypomniec przykre doświadczenia - rowniez moje - z PJJ. Samemu bedac osoba zupelnie nierozpoznawalna bardzo bym uwazal pod jakim szyldem podepne swoje nazwisko, choc kilka pokus w tej sprawie w zyciu mialem. W Panskiej sytuacji - uwazalbym po dziesieciokroć. Nie ma Pan wszak doświadczenia politycznego i moim zdaniem potencjalnie łatwo moze sie Pan zapedzic w coś, czego by Pan nie chcial, albo pożałuje z perspektywy czasu. Oczywiście zastrzegam ze nie chcę tu przypisywac nikomu zlej woli. Polityka to jednak gra brutalna ktory juz niejednego, mocniejszego niz Pan wykorzystala i wyplula.