KRYZYS MĘSKOŚCI A MAŁŻEŃSTWO

01.04.2025

Obserwujemy dziś kryzys męskości. Jak może już wiesz, jedną z najpoważniejszych jego przyczyn jest coś, co rozpoczęło się w roku 2011. Rok wcześniej bardzo ożywiła się lewica, oburzona gigantycznym, spowodowanym przez finansjerę, kryzysem nieruchomościowym z roku 2008, w wyniku którego ogrom ludzi zbiedniał, co prowadziło m.in do wielu samobójstw i w wyniku którego nie zbiedniała jedynie finansjera. Lewica postanowiła się z nią rozprawić. Finansjera to jednak ludzie najwybitniejsi, jeżeli chodzi o chronienie własnych interesów i już rok później zaczęło się ogromne finansowanie lewicy, by ta skupiła się na nowych, sztucznie wykreowanych problemach jak LGBTQ i inne literki, ekologia czy rasizm i tym samym odwróciła wzrok od samej finansjery.

Jednym z tematów rozgrzanych wtedy na nowo był feminizm, jednak z nowym, jeszcze bardziej obrzydliwym i zakłamanym obliczem. Ta nowa wersja feminizmu, jak zresztą wszystkie te nowe problemy lewicy, używa bardzo wyrafinowanych technik do zmiany ludzkiego myślenia. Nawet najrozsądniejsze kobiety w jakimś stopniu zostały przezeń dotknięte, przez serial, film i media społecznościowe. I choć niektórzy z moich słuchaczy płci żeńskiej mogą się zirytować, to właśnie od zmiany kobiet zaczął się kryzys męskości.

Mężczyzna to stworzenie dość proste. Gdy osiąga on względną dojrzałość, kiedyś w wieku lat mniej więcej 18, dziś - jeżeli w ogóle - często w okolicach 40-stki, najsilniejszym możliwym motorem jego działania jest poczucie odpowiedzialności. Dopiero gdy go zabraknie, zaczyna szukać siebie, szukać przyjemności, nadmiernie interesują go sprawy łóżkowe, Liga Mistrzów, używki, które sprawiają że czuje się przyjemnie i otwiera się na przyjaźń z pilotem do telewizora i swoją kanapą. Słowem zaczyna zupełnie się gubić i tzw. kryzys męskości gotowy. Pomijam w ogóle przypadek mężczyzn, którzy w wyniku kryzysu męskości zaczynają szukać w sobie... kobiecości, choć to oczywiście zjawisko coraz częstsze. Zabierz mężczyźnie odpowiedzialność i staje on imitacją mężczyzny.

Niezliczoną liczbę razy słyszałem od kobiet: "Okej, jak bym nawet chętnie pozwoliła mężczyźnie poprowadzić rodzinę, wziąć za nią pełną odpowiedzialność, gdyby ten chłop był męski i odpowiedzialny". Pytanie jednak brzmi - co jest pierwsze? Odebranie mężczyźnie odpowiedzialności czy jego bycie nieodpowiedzialnym? Raczej to pierwsze. Drogie Panie, jeżeli chcecie mieć dobre małżeństwo i odpowiedzialnego męża, przywróćcie mu odpowiedzialność. Jak to zrobić? I tu znowu niektóre z Pań mogą się zirytować: otóż nie można obarczać kogoś odpowiedzialnością jednocześnie nie dając mu wpływu na to, za co ma być odpowiedzialny.

Nikt przecież nie jest odpowiedzialny za rzeczy na które nie ma wpływu. Jeżeli wasz mężczyzna, niezależnie w jakiej formie moralnej czy intelektualnej dziś jest, usłyszy: "Cóż Stefan, ty jesteś głową rodziny i to ty jesteś za nas odpowiedzialny, decyduj", facet taki nie zrobi tego, czego tak boją się będące pod wpływem niesamowitej inwazji socjotechnicznej kobiety, czyli nie stanie się tyranem czy apodyktycznym władcą. Jeżeli naprawdę poczuje, że ma ostatnie słowo i wiążącą się z tym odpowiedzialność, prawdopodobnie szybko, zupełnie przerażony ogromem swojej odpowiedzialności, zacznie stawać się bardzo, bardzo męski. Ale co zrobić jak mój mąż nie słucha czy wręcz podejmuje głupie, złe dla naszej rodziny decyzje? Cóż, mężczyznami się jeszcze zajmiemy.

Komentarze