Było to zwykłe niedopatrzenie, pewnie ocenili książkę po okładce i nie wiedzieli o treści.
Strasznie dużo postów wrzucacie na "SPOŁECZNOŚĆ", podchodzi to pod spam, bo 1/2 postów jest od was i sądzę, że jest to negatywne dla działania portalu. Doceniam sprawę dla której pracujecie, ale sugeruję wrzucać tylko co ważniejsze wiadomości, lub/i łączyć parę wiadomości z waszego portalu w jeden wpis.
Panie Dawidzie, zasady wydają się w porządku i myślę, że są pomocne. Mam tylko pytanie co do zasady 3. Konkretnie "Dobre życie jest trudne, przy czym sam Pan Jezus ten trud nazywa lekkim i słodkim". Skoro jest coś jest lekkie to jak może być trudne. Nie rozumiem tego, proszę mi to wyjaśnić. Poza tym wydaje mi się, że nawet w przypadku rzeczy, które są ogólnie trudne i wielu ludziom robienie tego może sprawiać dużą trudność (np. bieganie), jeśli mamy dobre nastawienie to dzięki temu dla nas nie jest to takie trudne i nie jest tak źle. I właśnie jeśli podchodzimy do tego myśląc o tym jakie coś jest trudne, na tym się skupiając i będąc onieśmielonym zadaniem, to ma to negatywne efekty. Natomiast jeśli myślimy, że jak dobrze się za to zabiorę, to nie będzie tak źle i nawet jeśli wmawiamy sobie, że dla nas to nic, aż tak strasznego, to dzięki temu dobrze sobie z wyzwaniem radzimy. Jestem ogólnie zwolennikiem tego, żeby stawiać sobie wyzwania i budować dyscyplinę, ale nie wiem, czy takie stawianie sprawy, że wszystko musi być trudne i okropne, jest produktywne. Może chodzi Panu o obiektywną/generalną/ogólną trudność, a nie taką subiektywną. (np. dla bardzo inteligentnego ucznia rozwiązanie ogólnie trudnego zadania z matematyki, nie wymaga wiele trudu. Dla zmotywowanego sportowca z dobrym podejściem danie swojemu organizmowi niezłego wycisku i zniesienie związanego z tym dyskomfortu fizycznego, nie musi być psychicznie tak trudne i okropne. Pozdrawiam i liczę na odpowiedź
Według mnie to nawet zrozumiałe - jeśli Jezus nie był Bogiem to był bluźniercą, więc dla żydów to logiczna postawa. Powinni uznać, że był Bogiem, ale uważam, że ma to więcej sensu, niż dzisiejsi piewcy tolerancji i szacunku dla wszystkich religii i światopoglądów. To w co wierzymy ma swoje konsekwencje, religia ma swoje konsekwencje, nie powinniśmy udawać, że jest inaczej.
Oczywiście to niedobrze, ale chciałem zwrócić uwagę, że przynajmniej miał odwagę, by po utracie wiary, przyznać się do tego i nie sprawować posługi kapłanskiej. Ilu jest posoborowych kapłanów, którzy w sekrecie nie wierzą, lub zachowują się tak, jakby nie wierzyli i później według tego kształtują Kościół?
Ja rozumiem, że nawet robiąc coś takiego jak pomagając biednym, można mieć zły motyw (np. chęć zaimponowania komuś), ale jeśli ktoś robi to ze względu na miłość do bliźniego, to twoim zdaniem jest to zły motyw i przez to jest złe? Kolejna kwestia - czy, gdy powiedzmy swędzi mnie nos i się podrapię, to twoim zdaniem powinienem to robić po to, żeby zlać się z wolą Bożą? Czy uważasz, że w innym wypadku byłoby to grzeszne? Ciężko mi wyobrazić sobie takie funkcjonowanie. Poza tym nie wydaje mi się, że wola Boża co do naszego życia określała dokładnie każde nasze działanie co do najmniejszego szczegółu (a po twoim tekście takie można odnieść wrażenie) - przykładowo, nie sądzę, że Bóg ma określone oczekiwania co do dokładnego sposobu, w jaki uderzam każdy klawisz podczas pisania tego tekstu. Czy twoim zdaniem człowiek zawsze, gdy siada do klawiatury powinien się zastanawiać jaka jest wola Boża co do dokładnego sposobu w jaki uderza w klawisze i robić to w ten sposób aby zlać się z wolą Bożą? Kolejny przykład - człowiek stoi przed wyborem smaku lodów, czy twoim zdaniem powinien myśleć jaka jest wola Boża i wybrać czekoladowe, żeby "zlać się z wolą Bożą". Wydaje mi się, że wybór czekoladowych, podoba się Bogu tak samo jak jakichkolwiek innych i możemy się kierować innymi kryteriami - np. własnym kaprysem. Nie myśl przez moje przykłady, że mam lekceważące podejście. Ciekaw jestem co o tym myślisz i chętnie zobaczę odpowiedź :)
Współczesny świat z lubością celebruje postęp. Nowe prawo, nowe normy, nowy człowiek, nowy porządek. Nowoczesność to dziś ich słowo klucz." Z pewnością prawdziwy postęp (tzn. w medycynie, matematyce, technologii, itd.) jest czymś czego celebrowanie nie jest złe. Natomiast postęp typu aborcja, tranzycja, homo "małżeństwa", oczywiście ma swoich zwolenników, ale nie sądzę, że jest ogólnie celebrowany, a szczególnie w PL gdzie wielu jest przeciwnikami tych spraw. Większość ludzi po prostu nie poświęca wojnie kulturowej zbyt wiele myśli - chodzą do pracy, zajmują się dziećmi, rozrywają się itd. , mają swoje opinie na kulturowe tematy, ale to tylko mały wycinek ich życia i dlatego ciężko powiedzieć, żeby z lubością celebrowali "nowoczesność". Gdyby zrobić sondaż nie sądzę, żeby wiele ludzi samookreśliłoby się jako celebrujący "postęp" i "nowoczesność" w tym drugim sensie. Poza tym nie jest jasne dla mnie co masz na myśli pisząc "nowy człowiek, nowy porządek". "Jednak coraz wyraźniej widać, że ten rzekomy postęp prowadzi nas nie do świetlanej przyszłości, ale ku cywilizacyjnej ruinie. Wobec panującego chaosu nie wystarczy już reforma. Potrzebna jest kontrrewolucja. I to kontrrewolucja katolicka." Tylko jak Pan to sobie wyobraża - zbrojna rewolucja? nagłe przekonanie wszystkich do zostania tradycyjnymi katolikami i stworzenie państwa wyznaniowego? - kontrrewolucja zakłada gwałtowną zmianę, a ta nie wydaje się możliwa, jeśli już potrzebna jest powolna praca u podstaw - z tego co wiem to też zdanie Pana Mysiora. "Nieprzypadkowo największy rozkwit kultury europejskiej w sztuce, architekturze, filozofii, prawie i nauce przypadał na wieki, w których Kościół katolicki był nie tylko duszą społeczeństw, ale przede wszystkim fundamentem prawa i obyczaju." Tutaj najbardziej się nie zgadzam. Kościół katolicki zawsze trwał w napięciu z władcami świeckimi, więc nie sądzę, że można powiedzieć, że był fundamentem prawa i obyczaju, choć oczywiście miał duży wpływ na naszą kulturę i szczególnie przed renesansem grał dużą rolę. Największe rozkwity w wielu dziedzinach miały miejsce w okresach, gdy KK miał zmniejszony wpływ na kulturę i społeczeństwo, a w szczególności na warstwy dokonujące postępu w dziedzinach które pan wymienił. Np. Renesans w Italii - niech Pan porówna sobie dzieła Leonarda i dzieła ludzi w poprzedniej epoce. Leonardo był heretykiem, bachorem i sodomitą. Podobnie Isaac Newton był heretykiem, wśród wielkich fizyków XX w. (Einstein, Feynman, Oppenheimer) wiernego katolika, lub nawet chrześcijanina to szukać ze świecą w ręku. Podobnie wśród wielkich malarzy i matematyków. Wśród elitarnych naukowców obecnie i w XXI w. ludzi wierzących w Boga, a co dopiero tradycyjnych katolików jest bardzo mało, szczególnie w zestawieniu z resztą społeczeństwa. Może to brzmieć jak krytyka z mojej strony KK, ale to nieprawda. KK i szczególnie jego święci zawsze podkreślali, że liczy się zbawianie duszy, oddawanie czci Bogu, modlitwa i uświęcanie się, a nie rozwijanie dziedzin ludzkich kompetencji i zwiększanie potęgi ludzkości. Proszę mi podać świętych, którzy byli wybitnymi matematykami, naukowcami, malarzami, itd. i którzy za to zostali świętymi - nie ma takich. Nie zgadzam się z taką retoryką, która ważność KK uzasadnia tym, że sprzyja sztuce i nauce. "To cywilizacja łacińska, oparta na porządku naturalnym, zrozumieniu hierarchii, obowiązku, cnoty i ofiary, była dziełem Kościoła i jego świętych." KK i święci z pewnością odcisnęli swoje duże piętno na naszej cywilizacji, jednak jest to zbyt prostackie stawianie sprawy. Przedtem pokazałem, że ludzie, którzy odrzucali nauczanie KK i tradycyjną moralność mieli nieproporcjonalnie duży wpływ na doczesne sukcesy naszej cywilizacji, więc nie sądzę, że one wynikają ze "zrozumienia hierarchii, obowiązku, cnoty i ofiary" "Dziś żyjemy w czasach antycywilizacji. Budowanej przez tych, którzy odcięli się od Boga, a za najwyższą wartość uznali człowieka i jego absolutną, indywidualną wolność. Ich rewolucja, zapoczątkowana we Francji w 1789 roku, trwa do dziś. Ma wiele masek. Liberalizm, komunizm, feminizm, ideologia gender, transhumanizm, globalizm. Cel zawsze pozostaje ten sam. Zniszczyć to, co święte, piękne i naturalne. Zbudować świat bez Boga." Nie sądzę, żeby ludzie działający pod tymi wszystkimi szyldami, uważali za swój cel to co Pan napisał. Uważam, że rewolucja 1789 rzeczywiście pomogła i położyła grunt pod te wszystkie ruchy, jednak to by wszystkie je klasyfikować jako maski tej rewolucji to straszne naciąganie. Poza tym uważam, że o wiele ważniejszym punktem i jądrem tych problemów jest rewolucja Lutra i następująca po niej wojna 30 letnia - to sprawiło, że religia w Europie zaczęła być coraz bardziej rozdzielana od życia politycznego i społecznego. "Kontrrewolucja katolicka nie jest marzeniem garstki zapaleńców zamkniętych w piwnicy. To konieczność egzystencjalna. Święty Pius X jasno ostrzegał, że nie da się oddzielić Chrystusa od społeczeństwa. Jeżeli usuniemy Go z prawa, edukacji i życia publicznego, nie zostanie już nic poza tyranią relatywizmu i barbarzyństwem." Uważam, że zarzut o "tyrani relatywizmu" jest śmieszny. Przecież nawet wśród ateistycznych filozofów relatywizm moralny nie ma dobrych notowań, a jest jeszcze przecież cały świat muzłumański itd. . To nie jest tak, że wybór jest między Cristianitas i relatywizmem - twierdząc tak ośmiesza Pan siebie i całe środowisko. Jednak to prawda, że KK ma prawdę o moralności i nie ma znaczenia, czy zastąpi go kalifat, czy relatywizm. Ogólnie powtarza Pan tutaj krążące w pewnych środowiskach strasznie zwietrzałe "talking-points", nie wykazuje Pan, dozy krytycznego myślenia, ani twórczosci. Chciałbym, by przedstawił Pan coś bardziej konkretnego, a nie tylko powtarzał ogólne frazesy. Jest Pan opity wizją siebie jako elity i reformatora, co nie może być dalsze od prawdy. Nie chcę jednak, żeby Pan pomyślał, że źle Panu życzę, czy coś takiego. Wierzę, że ma Pan dobre chęci. Napracowałem się przy swojej krytyce i chętnie witam feedback i krytycyzm wobec mnie.