Współczesny świat z lubością celebruje postęp. Nowe prawo, nowe normy, nowy człowiek, nowy porządek. Nowoczesność to dziś ich słowo klucz. Jednak coraz wyraźniej widać, że ten rzekomy postęp prowadzi nas nie do świetlanej przyszłości, ale ku cywilizacyjnej ruinie. Wobec panującego chaosu nie wystarczy już reforma. Potrzebna jest kontrrewolucja. I to kontrrewolucja katolicka.
Nieprzypadkowo największy rozkwit kultury europejskiej w sztuce, architekturze, filozofii, prawie i nauce przypadał na wieki, w których Kościół katolicki był nie tylko duszą społeczeństw, ale przede wszystkim fundamentem prawa i obyczaju. To cywilizacja łacińska, oparta na porządku naturalnym, zrozumieniu hierarchii, obowiązku, cnoty i ofiary, była dziełem Kościoła i jego świętych.
Dziś żyjemy w czasach antycywilizacji. Budowanej przez tych, którzy odcięli się od Boga, a za najwyższą wartość uznali człowieka i jego absolutną, indywidualną wolność. Ich rewolucja, zapoczątkowana we Francji w 1789 roku, trwa do dziś. Ma wiele masek. Liberalizm, komunizm, feminizm, ideologia gender, transhumanizm, globalizm. Cel zawsze pozostaje ten sam. Zniszczyć to, co święte, piękne i naturalne. Zbudować świat bez Boga.
Kontrrewolucja katolicka nie jest marzeniem garstki zapaleńców zamkniętych w piwnicy. To konieczność egzystencjalna. Święty Pius X jasno ostrzegał, że nie da się oddzielić Chrystusa od społeczeństwa. Jeżeli usuniemy Go z prawa, edukacji i życia publicznego, nie zostanie już nic poza tyranią relatywizmu i barbarzyństwem.
Czy dzisiaj jest czas na kontrrewolucję? Tak. I nie ma na co czekać. Kryzys wychowania, kryzys Kościoła, kryzys męskości, upadek kultury i degradacja rodziny. Wszystko to woła o powrót do prawdy. Już nie wystarczy bierna postawa tradycyjnego katolika. Trzeba działać. Uczyć się, pisać, tworzyć, organizować inicjatywy, szkoły, media i struktury oporu. Dobrym początkiem tej aktywności może być choćby wstąpienie do Związku Monarchiczno-Reakcyjnego, co gorąco polecam. Musimy odważnie i głośno mówić że Chrystus króluje.
Jeśli wiemy, co jest prawdą, a milczymy, stajemy się współwinni upadku. Dlatego katolicka kontrrewolucja nie jest wyborem. Jest obowiązkiem.
Plinio Corrêa de Oliveira, autor książki “Rewolucja i Kontrrewolucja”, pisał że największym zwycięstwem rewolucji nie jest przejęcie władzy, ale to że katolicy przestali wierzyć, że można zwyciężyć. Jeśli odzyskamy tę wiarę, zwycięstwo stanie się możliwe.
Komentarze
Współczesny świat z lubością celebruje postęp. Nowe prawo, nowe normy, nowy człowiek, nowy porządek. Nowoczesność to dziś ich słowo klucz." Z pewnością prawdziwy postęp (tzn. w medycynie, matematyce, technologii, itd.) jest czymś czego celebrowanie nie jest złe. Natomiast postęp typu aborcja, tranzycja, homo "małżeństwa", oczywiście ma swoich zwolenników, ale nie sądzę, że jest ogólnie celebrowany, a szczególnie w PL gdzie wielu jest przeciwnikami tych spraw. Większość ludzi po prostu nie poświęca wojnie kulturowej zbyt wiele myśli - chodzą do pracy, zajmują się dziećmi, rozrywają się itd. , mają swoje opinie na kulturowe tematy, ale to tylko mały wycinek ich życia i dlatego ciężko powiedzieć, żeby z lubością celebrowali "nowoczesność". Gdyby zrobić sondaż nie sądzę, żeby wiele ludzi samookreśliłoby się jako celebrujący "postęp" i "nowoczesność" w tym drugim sensie. Poza tym nie jest jasne dla mnie co masz na myśli pisząc "nowy człowiek, nowy porządek".
"Jednak coraz wyraźniej widać, że ten rzekomy postęp prowadzi nas nie do świetlanej przyszłości, ale ku cywilizacyjnej ruinie. Wobec panującego chaosu nie wystarczy już reforma. Potrzebna jest kontrrewolucja. I to kontrrewolucja katolicka." Tylko jak Pan to sobie wyobraża - zbrojna rewolucja? nagłe przekonanie wszystkich do zostania tradycyjnymi katolikami i stworzenie państwa wyznaniowego? - kontrrewolucja zakłada gwałtowną zmianę, a ta nie wydaje się możliwa, jeśli już potrzebna jest powolna praca u podstaw - z tego co wiem to też zdanie Pana Mysiora.
"Nieprzypadkowo największy rozkwit kultury europejskiej w sztuce, architekturze, filozofii, prawie i nauce przypadał na wieki, w których Kościół katolicki był nie tylko duszą społeczeństw, ale przede wszystkim fundamentem prawa i obyczaju." Tutaj najbardziej się nie zgadzam. Kościół katolicki zawsze trwał w napięciu z władcami świeckimi, więc nie sądzę, że można powiedzieć, że był fundamentem prawa i obyczaju, choć oczywiście miał duży wpływ na naszą kulturę i szczególnie przed renesansem grał dużą rolę. Największe rozkwity w wielu dziedzinach miały miejsce w okresach, gdy KK miał zmniejszony wpływ na kulturę i społeczeństwo, a w szczególności na warstwy dokonujące postępu w dziedzinach które pan wymienił. Np. Renesans w Italii - niech Pan porówna sobie dzieła Leonarda i dzieła ludzi w poprzedniej epoce. Leonardo był heretykiem, bachorem i sodomitą. Podobnie Isaac Newton był heretykiem, wśród wielkich fizyków XX w. (Einstein, Feynman, Oppenheimer) wiernego katolika, lub nawet chrześcijanina to szukać ze świecą w ręku. Podobnie wśród wielkich malarzy i matematyków. Wśród elitarnych naukowców obecnie i w XXI w. ludzi wierzących w Boga, a co dopiero tradycyjnych katolików jest bardzo mało, szczególnie w zestawieniu z resztą społeczeństwa. Może to brzmieć jak krytyka z mojej strony KK, ale to nieprawda. KK i szczególnie jego święci zawsze podkreślali, że liczy się zbawianie duszy, oddawanie czci Bogu, modlitwa i uświęcanie się, a nie rozwijanie dziedzin ludzkich kompetencji i zwiększanie potęgi ludzkości. Proszę mi podać świętych, którzy byli wybitnymi matematykami, naukowcami, malarzami, itd. i którzy za to zostali świętymi - nie ma takich. Nie zgadzam się z taką retoryką, która ważność KK uzasadnia tym, że sprzyja sztuce i nauce. "To cywilizacja łacińska, oparta na porządku naturalnym, zrozumieniu hierarchii, obowiązku, cnoty i ofiary, była dziełem Kościoła i jego świętych." KK i święci z pewnością odcisnęli swoje duże piętno na naszej cywilizacji, jednak jest to zbyt prostackie stawianie sprawy. Przedtem pokazałem, że ludzie, którzy odrzucali nauczanie KK i tradycyjną moralność mieli nieproporcjonalnie duży wpływ na doczesne sukcesy naszej cywilizacji, więc nie sądzę, że one wynikają ze "zrozumienia hierarchii, obowiązku, cnoty i ofiary"
"Dziś żyjemy w czasach antycywilizacji. Budowanej przez tych, którzy odcięli się od Boga, a za najwyższą wartość uznali człowieka i jego absolutną, indywidualną wolność. Ich rewolucja, zapoczątkowana we Francji w 1789 roku, trwa do dziś. Ma wiele masek. Liberalizm, komunizm, feminizm, ideologia gender, transhumanizm, globalizm. Cel zawsze pozostaje ten sam. Zniszczyć to, co święte, piękne i naturalne. Zbudować świat bez Boga." Nie sądzę, żeby ludzie działający pod tymi wszystkimi szyldami, uważali za swój cel to co Pan napisał. Uważam, że rewolucja 1789 rzeczywiście pomogła i położyła grunt pod te wszystkie ruchy, jednak to by wszystkie je klasyfikować jako maski tej rewolucji to straszne naciąganie. Poza tym uważam, że o wiele ważniejszym punktem i jądrem tych problemów jest rewolucja Lutra i następująca po niej wojna 30 letnia - to sprawiło, że religia w Europie zaczęła być coraz bardziej rozdzielana od życia politycznego i społecznego.
"Kontrrewolucja katolicka nie jest marzeniem garstki zapaleńców zamkniętych w piwnicy. To konieczność egzystencjalna. Święty Pius X jasno ostrzegał, że nie da się oddzielić Chrystusa od społeczeństwa. Jeżeli usuniemy Go z prawa, edukacji i życia publicznego, nie zostanie już nic poza tyranią relatywizmu i barbarzyństwem."
Uważam, że zarzut o "tyrani relatywizmu" jest śmieszny. Przecież nawet wśród ateistycznych filozofów relatywizm moralny nie ma dobrych notowań, a jest jeszcze przecież cały świat muzłumański itd. . To nie jest tak, że wybór jest między Cristianitas i relatywizmem - twierdząc tak ośmiesza Pan siebie i całe środowisko. Jednak to prawda, że KK ma prawdę o moralności i nie ma znaczenia, czy zastąpi go kalifat, czy relatywizm.
Ogólnie powtarza Pan tutaj krążące w pewnych środowiskach strasznie zwietrzałe "talking-points", nie wykazuje Pan, dozy krytycznego myślenia, ani twórczosci. Chciałbym, by przedstawił Pan coś bardziej konkretnego, a nie tylko powtarzał ogólne frazesy. Jest Pan opity wizją siebie jako elity i reformatora, co nie może być dalsze od prawdy. Nie chcę jednak, żeby Pan pomyślał, że źle Panu życzę, czy coś takiego. Wierzę, że ma Pan dobre chęci. Napracowałem się przy swojej krytyce i chętnie witam feedback i krytycyzm wobec mnie.