Wybór mniejszego zła jako moralna powinność. Rozważania przed II turą wyborów prezydenckich AD 2025 w oparciu o teksty św. Tomasza z Akwinu.
Konieczność podjęcia decyzji dotyczącej tego, jak zachować się w II turze wyborów prezydenckich, stawia wyborców myślących kategoriami katolickimi, konserwatywnymi i tradycjonalistycznymi przed dylematem wyboru tzw. mniejszego zła. Jedni postrzegają go jako postulat zdrowego rozsądku i realizmu politycznego, inni wolą w ogóle nie brać udziału w głosowaniu bądź oddać głos nieważny, powołując się na absolutyzm moralny i czerpiąc poczucie moralnej wyższości wynikające z faktu nieuczestniczenia w procedurze, w której z konieczności musieliby przymknąć oko na wady jednego z dwóch kandydatów (a raczej jednego z dwóch reprezentowanych przez kandydatów obozów politycznych wraz z całą wizją państwa, prawa i ładu społecznego, jaka się z nim wiąże). Czy zatem nie rozpoznając w tej alternatywie dobrej opcji do wyboru, którą katolik i konserwatysta mógłby poprzeć bez wahania i bez zastrzeżeń, winniśmy z góry odrzucić wybór mniejszego zła? Spróbujmy rzucić na ten problem nieco światła zaczerpniętego z samego źródła katolickiej mądrości, to jest z pism św. Tomasza z Akwinu.
Pierwszym poważnym błędem, którego koniecznie musimy uniknąć, jest przystępowanie do rozważania kwestii etycznych w oderwaniu od podstawowych zasad metafizyki. Taka postawa (popularna w filozofii nowożytnej) była obca św. Tomaszowi. Zacznijmy więc od pytania, czym właściwie jest zło? W przeciwieństwie do manichejczyków św. Tomasz, jako przedstawiciel filozofii realistycznej i kontynuator myśli Arystotelesa, nie przyznaje złu jako takiemu własnej podmiotowości. Nie ma więc w świecie dobrej i złej zasady, dobrego i złego bytu. Podobnie jak św. Augustyn, Tomasz definiuje zło jako brak (defekt, uszczerbek, zepsucie) pewnego dobra i to nie dobra jakiegokolwiek, ale takiego, jakie danemu podmiotowi słusznie powinno przysługiwać. Obrazowo można więc powiedzieć, że jak ciemność nie jest osobnym bytem, a jedynie brakiem bytu jakim jest światło, tak też zło nie jest bytem, lecz tylko brakiem należytego dobra.
Skoro dobro jest pewną doskonałością bytu, jasne jest że zło (czyli defekt owego dobra) może przyjmować mniejsze lub większe rozmiary, oddalając dany podmiot mniej lub bardziej od właściwej mu doskonałości. Arystoteles na przykład nazywał zwierzętami doskonałymi te gatunki zwierząt, które wyposażone są we wszystkie pięć zmysłów (jak człowiek), ale są też takie gatunki, które nie mają jednego lub kilku zmysłów, przez co oddalają się od doskonałości zmysłowej dostępnej dla natury zwierzęcej. Św. Tomasz z kolei nazywa morderstwo większym grzechem niż cudzołóstwo, ponieważ bardziej sprzeciwia się dobru miłości bliźniego. Zgodnie z ogólną zasadą, im większe dobro, tym większe zło wyniknie z jego zepsucia (na przykład ślepota jako brak jednego ze zmysłów jest mniejszym złem niż obłęd będący brakiem używania rozumu, czyli władzy o wyższej doskonałości niż zmysły).
Po tym krótkim metafizycznym wstępie wróćmy do właściwego przedmiotu naszych rozważań. Nie mówimy tu o ewentualnym wyborze między dwiema czynnościami wewnętrznie złymi jako takie (z takim przypadkiem mielibyśmy do czynienia wówczas, gdyby alternatywa brzmiała: zabić czy ukraść, albo: okraść Kowalskiego czy Nowaka), ale o sytuacji, w której możemy zgodzić się tolerować pewne wady jednego z kandydatów na urząd prezydenta po to, by zapobiec wyborowi jego kontrkandydata i w konsekwencji dalszej realizacji postulatów jego obozu politycznego. Zarówno intelekt jak i roztropność podpowiadają nam, że mimo wszystko u jednego z kandydatów defekt dobra (cnót i zalet osobistych, jakich z zasady powinniśmy oczekiwać od osoby ubiegającej się o najwyższe w państwie stanowisko) jest mniejszy niż u drugiego: nie da się zaprzeczyć, że reprezentują stanowiska realnie różniące się w podejściu do prawa naturalnego, aborcji, tęczowego i zielonego marksizmu czy uległości wobec brukselskich dyrektyw. Oczywiście nie możemy zakładać, że wszystkie składane w kampanii wyborczej obietnice zostaną spełnione, a wszystkie hasła wygłaszane w debatach wiernie odwzorowują poglądy i dążenia kandydatów. Jesteśmy więc w położeniu podobnym do lekarza, który może na przykład podjąć decyzję o amputacji chorej kończyny (nie mając wszakże pewności, że zabieg ten rzeczywiście pozwoli na uratowanie życia pacjenta), bądź nie podejmować działania, przewidując, że pacjent umrze, ale nie na skutek interwencji lekarza. Nota bene jest to przykład, na który chętnie powołuje się sam św. Tomasz: „Zgodnie z tym, co mówi Arystoteles w V księdze Etyki, mniejsze zło przez to, że wybiera się je dla uniknięcia większego zła, nabiera charakteru większego dobra. Dlatego lekarz, jeśli tylko może, całkowicie uwalnia człowieka od choroby; jeżeli jednak nie może tego zrobić, wybiera mniejsze zło, aby uniknąć większego, na przykład amputuje jedną kończynę, aby nie dopuścić do zajęcia całego ciała przez chorobę”.
Obok teoretycznych rozważań o zasadach moralności cenną wskazówką jest również tradycyjna praktyka Kościoła. Zgodnie z prawami Kościoła kapłan, który w trakcie spowiedzi powziął wiedzę o jakimś przestępstwie, może dla ochrony tajemnicy spowiedzi skłamać, że nigdy danego człowieka nie spowiadał, co więcej, dopóki grzech nie jest jawny i publicznie wiadomy, kapłan nie może odmówić grzesznikowi komunii świętej, nawet jeśli wcześniej musiał odmówić mu rozgrzeszenia. Św. Tomasz wyjaśnia, że w takim przypadku kapłan „toleruje” grzech ciężki przyjmującego niegodnie Najświętszy Sakrament po to, by samemu nie zaciągnąć grzechu ciężkiego jakim byłoby okrycie grzesznika publiczną infamią (odmowa udzielenia komunii byłaby równoznaczna z ujawnieniem odmowy rozgrzeszenia). Niektóre dawne traktaty o teologii moralnej sugerują nawet wprost, że w szczególnych sytuacjach katolik pozostający w grzechu ciężkim może (a nawet powinien) spożyć konsekrowaną hostię po uprzednim wzbudzeniu aktu żalu za grzechy, jeśli dzięki temu może uratować ją przed profanacją przez niewiernych, a nie ma dostępu do kapłana, u którego mógłby się wyspowiadać.
Powyższe rozważania i przykłady pokazują, że katolickie myślenie o etyce reprezentowane zarówno przez Doktora Anielskiego jak i przez tradycyjne praktyki Kościoła jest dalekie od słynnego idealistycznego imperatywu kategorycznego Kanta: „W każdej sytuacji postępuj tylko wedle takiej zasady, co do której chciałbyś, aby stała się ona prawem powszechnym”. Wiedząc, że mniejsze zło nabiera charakteru większego dobra, kiedy wybiera się je dla uniknięcia zła jeszcze większego, nie możemy zwalniać się z obowiązku praktykowania cnoty roztropności i prób przewidywania konsekwencji naszych decyzji, nawet jeśli wiemy, że nie będą one optymalne. Nie oznacza to, że podnosimy mniejsze zło do rangi prawa powszechnego. Przedmiotem naszej woli zawsze jest pewne dobro, do którego dążymy (pomyślność ojczyzny, zachowanie wiary etc.), ale w dążeniu do tego dobra rozum praktyczny musi sięgać po najlepszy z dostępnych środków, nie zaś po środki optymalne, ale niedostępne. Ostatecznie jest to więc wybór między realizmem a idealizmem nie tylko w politycznym, ale także (a może przede wszystkim) filozoficznym znaczeniu tych terminów.
Dr Marcin Beściak - Tłumacz z języka łacińskiego, niemieckiego, francuskiego i włoskiego; zajmuje się głównie dziełami z zakresu teologii i filozofii tomistycznej; współpracownik Instytutu Tomistycznego w Warszawie, zaangażowany w prace nad projektem wydania dzieł wszystkich Tomasza z Akwinu w języku polskim.
Komentarze
Sz. Panie Doktorze, bardzo dziękuję za ten tekst.
Dzieki. Rewelacyjnie rozwazanie tematu, który intuicyjnie przetwarzalem w sercu i rozumie, a zwerbalizować i przekazac na zewnątrz nie potrafiłem.. Już nie muszę, bo jest.
Rzekome mniejsze ZLO to dokładnie jak glosowanie ad EUTANAZJI Opcje
1. EUTANAZJA człowieka od 80r,
2. EUTANAZJA człowieka od 85r
GLOSUJMY za pkt bo to MNIEJSZE ZLO bo człowiek dłużej żyje?????...Cały ten artykuł jest nieetyczna i niemoralne perwersja katolickich wartości. smutne. Katolik NIE MOZE WYBRAC ZADNEGO ZLA NAWET TEGO NAJMNIEJSZEGO Po prostu powinien nie wybierać wtedy ZADNEJ Z OPCJI NARZUCANYCH.
To ze ktoś ma doktorat nie znaczy dokładnie już NIC.
"To, że ktoś ma doktorat nie znaczy dokładnie już NIC." Pomijając niesamowitą składnię tego zdania, rozumiem, że można pozbawić kogoś autorytetu tylko z tego powodu, że się z nim nie zgadzamy. Bardzo prawe i katolickie myślenie. Winszuję.
Czyli katolik nie powinien głosować nigdy i na żadną osobę, bo, z pomiędzy ludzi, wolny od grzechu był tylko nasz Pan Jezus Chrystus. A jednak Jezus "zagłosował" na grzesznika, czyli św. Piotra.
Życie na tym polega. Nie ma w tym nic odkrywczego. Nie mniej jednak dobrze, że taki tekst powstał, bo być może otworzy on oczy tym, którzy uważają, że wszystko jest czarno-białe.
Chociaż z drugiej strony znamienne jest to, że powstał on dopiero teraz kiedy to p. Grzegorz Braun wprost poparł p. Karola Nawrockiego :)