Arcybiskup Lefebvre powiedział kiedyś, że w kościele soborowym "żeby stać stać się dobrym katolikiem, trzeba będzie stać się dobrym protestantem".
Byłem w odwiedzinach w dalszej rodzinie, która jest luterańska (choć miesza wyznania także z kalwińskim) i zszokowało mnie, że podważali oni podstawowe prawdy zawarte w Piśmie Świętym np. o zmartwychwstaniu ciał, o którym czytamy w liście do Filipian św. Pawła, zdziwiło mnie, że ich twierdzenia wzięte z kazań pastora można było obalić samym Pismem Świętym.
Niestety nie wywołało to u nich refleksji. Zbulwersowało mnie, że kiedy opowiadałem im o kryzysie Kościoła, powiedzieli, że jeżeli nie słucham Franciszka i biskupów, to nie jestem katolikiem. Osoba, która to powiedziała, angażuje się w szeroko rozumiany ruch ekumeniczny i ma częste spotkania z katolickimi biskupami. Niestety arcybiskup metropolita Warszawy abp. Galbas pojawił się w styczniu w luterańskim zborze i modlił się o jedność wszystkich wyznań chrześcijańskich, co tylko dało paliwa do ognia w dyskusji.
Powiedziano mi, że jako katolik mam obowiązek słuchać arcybiskupa. Odpowiedziałem słowami abp. Lefebvre'a: "Do środka Kościoła wdarli się duchowni, którzy opanowali Kościół
wykorzystując pozycje, które zagarnęli dla siebie w Kościele,
rozpowszechniają błędy. Ale czy my jesteśmy zobowiązani przyjmować
błędy, dlatego że przychodzą one od nas drogą urzędową? Nie bardziej niż
musimy być posłuszni rodzicom, którzy są zhańbieni i żądają od nas,
abyśmy też postępowali haniebnie. Tak samo nie możemy być posłuszni tym,
którzy wymagają od nas, abyśmy wyrzekli się naszej wiary, abyśmy
porzucili naszą Tradycję. O tym nie ma mowy!" - kazanie abp. Lefebvre'a
Niestety z rozmowy wynikło, że słowa arcybiskupa Lefebvre'a, o tym. że w kościele soborowym trzeba będzie być protestantem, ziściły się w pełni.
Komentarze
Dzięki za świadectwo z próby Ewangelizowania. Mnie trudno się na takie próby zdobyć. Na razie ze mną jest tak, w życiu codziennym. Staram się podporządkowywać Najwyższej Mądrości, którą jest Bóg. Mam przewodników duchowych w Księżach Bractwa, ale nie mam kierownika duchowego w swoim pobliżu. Jestem skazany na pewne zagubienie. Nikogo w pobliżu niestety nie mogę uznać za mądrzejszego. Dla nich wszystkich jestem pyszałkiem. I trudno się im dziwić. Oni nie podporządkowują się Bogu, ale w swoim mniemaniu są pokorni. Z Panem Bogiem.
Laudetur Iesus Christus
Ten fragment walną we mnie mocno: "Nie bardziej niż musimy być posłuszni rodzicom, którzy są zhańbieni i żądają od nas, abyśmy też postępowali haniebnie."
Moi rodzice, po rozwodzie, ojciec popiera prawo "Molochowe", a mama organizacje i ruchy ELEMENOPE+.
Zawsze powoływali się na IV przykazanie, kiedy nie zgadzałem się z ich światopoglądem, wywołując u mnie poczucie winy. Majac 31 lat ożeniłem się, w sakramencie małżeństwa jesteśmy 22 lata. Pan Bóg, obdarzył nas dwójką dzieci, w tym drugie z niepełnosprawnością. Będąc nieświadomymi neokatolikami, trzymaliśmy się jednak tradycyjnych wartości, nie naszych rodziców, ale bardziej dziadków. I nasze drogi mocno się rozeszły, tzn z rodzicami. Stwierdzili, że zglupieliśmy, a tak w ogóle to chyba do jakiejś sekty należymy i jesteśmy konserwatywni, nacjonalistyczni, a w ogóle to średniowiecze prezentujemy.
Ale cały czas wypominają 4 przykazanie.
Całe szczęście, że są tradycyjne wspólnoty, bo faktycznie przekonano by mnie, że trzeba iść z duchem "CZASU", tylko zapomnieli wspomnieć, że to nie Duch Święty.
Czytając 'Kazania' bardzo często miałam wrażenie, że Abp wypowiadał słowa prorocze.