Od dawna mam problem z małżeństwami którym kościół stwierdził nieważność. Nie wiem jak było w tradycyjnym kościele 100 lat temu, ale patrząc na surową dyscyplinę tradycyjną w nauce, moralności, gdzie jest prosta mowa tak tak, nie nie - jestem przekonany że wiele dzisiejszych "stwierdzeń nieważności" przez kościół obecny, po prostu by nie przeszło.
Kiedyś ksiądz Najmowicz mówił o rozwodach kościelnych i o tym co to w zasadzie znaczy stwierdzenie nieważności z powodu niedojrzałości małżonków. Co to znaczy NIEDOJRZAŁOŚĆ? Każdy człowiek jak spojrzy na samego siebie sprzed 20 lat to pomyśli "Ale ja byłem wtedy niedojrzały!" - no bo cały czas dojrzewamy w ciągu życia - o ile dbamy o swój rozwój duchowy.
Jeśli mnie pamięć nie myli to kiedyś czytałem w jakimś artykule Zawsze Wierni, że od kilkudziesięciu lat w dokumentach kościelnych powód "Niedojrzałości" został wpisany jako jedna z przyczyn nieważności małżeństwa. Wcześniej, w kościele tradycyjnym też istniał taki powód, gdy jedna ze stron była zupełnie niezdolna do objęcia obowiązków małżeńskich czy to przez jakąś chorobę psychiczną, czy innego rodzaju poważny problem, ale w każdym razie był to wyjątek od reguły który był indywidualnie potwierdzany. A teraz ten wyjątek od reguły jest wpisany jako reguła.
No i gorszy mnie od lat słuchanie o przypadkach "kościelnych rozwodów" - chociażby przypadek Kurskiego, który po 24 latach małżeństwa z dorosłymi dziećmi stwierdził że jednak małżeństwo było nieważne i poszedł do innej kobiety i wziął z nią "legalnie" ślub kościelny. Takich przypadków znam więcej. Gorszy to niesamowicie. I boli. Bo to jednak kościół katolicki - mój najdroższy skarb. To też jeden z mocnych impulsów do szukania Tradycji katolickiej - którą dzięki Bogu znalazłem.
No dobra, dosyć teorii, przechodzę do sedna - dlaczego piszę ten wpis. Co jakiś czas spotykam się z osobami które miały stwierdzenie nieważności i są na przykład w innym związku albo nawet w małżeństwie. I mam ogromny dylemat jak się do tych osób ustawić. Bo jeśli ich małżeństwo było naprawdę nieważne i kościół ważnie to stwierdził - to chcę ich wspierać w nowym małżeństwie. Jeśli jednak powód był totalnie naciągany albo okoliczności były gorszące - to nie chcę wspierać takiego "nowego" małżeństwa i dawać poniekąd przyzwolenia i zgody na to co się dzieje.
No ale nie mogę się tego dowiedzieć. No bo co - mam z każdą taką osobą robić wywiad i pytać o szczegóły stwierdzenia nieważności? No nie zrobię tak... To co mam zrobić?
Zaufać kościołowi posoborowemu że orzekł dobrze i że stwierdzenie nieważności było ważne? Czy może podchodzić do tych osób z rezerwą? Obie sytuacje wprawiają mnie w pewne zakłopotanie i niepewność czy dobrze robię. Każdy wybór ma swoje konsekwencje...
Raczej się przychylam do założenia że kościół orzekł dobrze, bo jeśli nie mam ufać kościołowi, to niby komu? kto ma być tym sędzią któremu miałbym się zawierzyć? Nie widzę kandydata zastępczego.
Co za w ogóle smutne czasy że trzeba się z takimi dylematami mierzyć. Chciałbym się doczekać czasu gdy będę mógł w ciemno zaufać Kościołowi i oddać się całkowicie. No ale smuty na bok. Mam do Was pytanie. Jak się ustawiacie do takich sytuacji? Jak rozmawiacie z osobami które miały stwierdzenie nieważności małżeństwa i są w nowym małżeństwie?
Komentarze
We czwartek mieliśmy wykład z ks. Glinką o przeszkodach małżeńskich i padło tam, że wiele jest nieważnych małżeństw ze względu na brak prawidłowego przygotowania - ludzie nie zakładają niezbędnych dla małżeństwa aspektów. A sprawa niedojrzałości nie jest raczej przeszkodą. Myślę, że w środowisku tradycyjnym ludzie jednak to mają przeanalizowane, bo te same rozterki mieli do samych siebie i nie ma co im dodatkowo dowalać. Jeśli chodzi o resztę to pewnie sprawa roztropności czy można coś zasugerować. Bractwo ma swoją instytucję badającą takie sprawy do której można ewentualnie się zwrócić jeśli ma się wątpliwości czy słusznie jest orzeczona nieważność.
To są bardzo skomplikowane sprawy i tak naprawdę jedynie Pan Bóg wie jak jest naprawdę, ale moim zdaniem należy uznać że wyroki wydawane w imieniu Kościoła są, co do zasady, prawidłowe, zatem jeśli ktoś zawarł po stwierdzeniu nieważności sakrament małżeństwa, to traktować to małżeństwo jako ważne i sakramentalne.
Nie można unieważnić sakramentu. Nawet po śmierć jednego z współmałżonków nie można zawierać nowego sakramentu. "I cię nie opuszczę aż do śmierci" również mojej.
Jeżeli osoba upośledzona umysłowo bierze kredyt w banku, to taka umowa od samego początku jest nieważna, bo osoba upośledzona umysłowo nie jest w stanie rozpoznać znaczenia swoich czynów. I w przypadku małżeństwa, które jest sakramentem ale i umową wymagana jest dojrzałość. W dawnych czasach np. w XVII wieku szlachta masowo załatwiała sobie stwierdzenia nieważności. Wystarczyło dobrze biskupowi zapłacić. W II RP też tak było. Pokazywał to film Kariera Nikodema Dyzmy czy felieton Dziewice Konsystorskie Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Papież Aleksander VI (Borgia) stręczył swoją córkę. Wydawał ją za mąż, a jak zięć mu się nie podobał, to stwierdzał nieważność sakramentu. Stwierdzenie nieważności KAŻDEGO sakramentu istnieje. To, że ktoś skłamał i uzyskał stwierdzenie nieważności podobny jest do człowieka, co skłamał lub zataił grzech na spowiedzi i uzyskał rozgrzeszenie.
Po co są świadkowie?