Laudetur Iesus Christus!
Mam 3 letniego syna, którego wychowanie jest o wiele większym wyzwaniem intelektualnym niż gdy miał 1 lub 2 lata. Szukałem ostatnio inspiracji jak by tu mu skutecznie przekazywać wiarę i wszczepiać miłość do Pana Boga.
Ostatnio w kaplicy FSSPX wpadła mi w oczy książka "O wychowaniu" Jadwigi Zamoyskiej, a przejrzenie tej książki zachęciło mnie do jej kupienia.
Okazało się że książka jest napisana przyjemnym i prostym językiem, mimo że mówi o rzeczach trudnych i wymagających. Co robi na mnie duże wrażenie, to że Zamoyska prowadziła szkołę dla matek.... W OKUPOWANEJ POLSCE. I uczyła ich jak zachować wiarę i miłośc do ojczyzny, w czasach gdy obie te rzeczy były zwalczane. Jadwiga Zamoyska otrzymała order Odrodzenia Polski.
No ale do rzeczy - pisała ona że chociaż katechizacja dzieci z katechizmem jest bardzo ważna i kluczowa i wręcz powinny być one wykute na pamięć, to zbyt wczesne czytanie katechizmów może po pierwsze być za trudne dla dzieci i zniechęcające, a po drugie nadmiar wiedzy może sprawić że poznają dobro i zło, a fakt że nie mają jeszcze ukształtowanej woli stwarza ryzyko że zaczną robić to czego wiedzą że nie mogą czynić.
Dlatego Zamoyska zachęcała żeby dla najmłodszych dzieci, zacząć kształtowanie od opowiadania opowieści biblijnych, ponieważ te opowieści dotyczące historii zbawienia są znacznie ciekawsze do słuchania dla małych dzieci, niż abstrakcyjne pojęcia z katechizmu.
A POTEM - gdy już dziecko zna z opowieści całą historię zbawienia, to potem katechizm będzie jedynie dopełnieniem tego co dziecko i tak już zna i łatwiej dziecku będzie połączyć poznane prawdy z katechizmu z praktycznymi przykładami z Biblii.
Brzmi to dla mnie bardzo rozsądnie i chcę iść w tą stronę. Natomiast mam pewien problem. Chociaż cały Stary testament przeczytałem, to ciężko mi sprawnie i spójnie przedstawić chronologicznie całą historię zbawienia. Na razie umiem opowiedzieć w ciekawy sposób stworzenie świata, Adama i Ewę w raju i ich wygnanie.
Ale co dalej? Czy mówić dziecku o Kainie i Ablu? O zazdrości i zabójstwie? Może w jakichś okrężnych słowach? Albo może pominąć to, bo za mocne dla 3 latka? Dużo tutaj jest do przemyślenia. Chcę stworzyć dokument z kompletną listą opowieści które chcę opowiedzieć dziecku, tak żeby poznało ono historię zbawienia w sposób ciekawy i spójny. Tak żeby przygotować grunt na katechizację za kilka lat.
Nie chcę wynajdywać koła na nowo, tak więc piszę tu post. Może ktoś ma ogarnięty ten temat? Może jakieś filmiki, blog albo inne inspirację jak zrobić to umiejętnie i skutecznie i wdrożyć w życie nauczanie Zamoyskiej?
Komentarze
Nam ks. Świerczek zasugerował zapisanie dziecka na katechezę korespondencyjną z Bractwa, przesyłają katechezy do zrobienia z dzieckiem i są dostosowane do wieku. Nasz syn ma
4.5 roku, ale treści są tak podstawowe jak np. Jak poprawnie robić znak krzyża i o stworzeniu świata. Dużo daje świadectwo rodzinne, np. Praktyka wspólnej modlitwy. Poprzez słuchanie po jakimś czasie dziecko nauczyło się podstawowych modlitw pacierza: Ojcze Nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu, Aniele Boży, O Mój Jezu, za zmarłych Wieczny odpoczynek, a na koniec każdy ma możliwość podziękowania i poproszenia o coś innego własnymi słowami. Młodsza córka (2.5 roku) przez cały pacierz klęczy przy nas a włącza się w momencie osobistej modlitwy i mówi spontanicznie za co dziękuje. „Ja mama, ja tata, ja amen, lody, ciuf-ciuf (pociągi) itd.” Gdy omawiamy katechezę ze starszym to siedzi obok i bierze w tym udział, więc chłonie od najmlodszych lat.
Jest to bardzo interesujący wpis i jestem ciekaw komentarzy, które pod nim się pojawią.
Od siebie chciałbym napisać, że nie wierzę, aby był jakiś jeden, poprawny model wychowania i że ogromną rolę odgrywa intuicja rodzica. Co nie zmienia faktu, że bardzo warto sięgać po inspiracje do takich źródeł jak pani Zamoyska.
Z moich doświadczeń zrodziły się następujące rady:
1. Przede wszystkim przykład. Dobrze, gdy dziecko widzi rodzica pobożnie się modlącego, ew. słyszy rozmowy rodziców nawiązujące do Pana Boga i odnoszące do Niego rzeczywistość dnia codziennego.
2. Nauka posłuszeństwa. W tych czasach może to zabrzmieć wręcz kontrowersyjnie, ale jedynym argumentem dlaczego trzylatek miałby się słuchać mamy i taty jest "bo jestem Twoją mamą", "bo jestem Twoim tatą". Tłumaczenie w zbyt młodym wieku zasadności swoich poleceń czy wręcz przekonywanie dziecka, że "warto sprzątać", "warto myć ząbki" itp itd, za bardzo obciąża dziecko, które w młodym wieku zaczyna czuć, że on sam musi uznać zasadność czegoś. W późniejszym wieku dziecko takie chce aby mu wszystko uzasadniano, a do 18. roku życia argument "bo jestem Twoim tatą" powinien mu wystarczać. Wiem, że brzmi to utopijnie, ale dzielę się jedynie swoimi przemyśleniami:)
3. Za olbrzymią wartość uważam nauczenie dziecka czerpania satysfakcji z "normalnego życia". "Mamo, Tato, co dziś porobimy?", "dzisiaj przygody - zakupy, spacer itp.". Zbyt wczesne zarzucenie dziecka atrakcjami wykraczającymi poza rzeczywistość przynosi moim zdaniem więcej szkody niż pożytku.
Mógłbym pewnie sporo pisać, ale wychowywanie dzieci to tak delikatny temat, że szybko można komuś podpaść, a naprawdę uważam, że nie ma tu rozwiązań zero-jedynkowych, bo dziecko to człowiek z całą swą wielką tajemnicą.
Co Państwo o tym sądzicie?
Odnośnie pkt. 2. Gdy się cofnę w czasie i przypomnę sobie swoje nastoletnie czasy to wiem, że argument "bo jestem Twoim tatą" byłby dla mnie zbyt słaby, drażniący, a wręcz prowokujący do zachowań nieposłuszeństwa. Uważam, że na etapie nastoletnim ten argument nie wystarczy, powinien być wspierany argumentem rozumowym, aby nastolatek uruchamiał procesy myślowe.
Panie Szymonie:), ale w swoim komentarzu napisałem: "ale jedynym argumentem dlaczego trzylatek miałby się słuchać mamy i taty jest "bo jestem Twoją mamą", "bo jestem Twoim tatą".
Trzylatek:)
W przypadku nastolatka, tak ja Pan napisał, to byłoby rozwiązanie nienajlepsze:)
Napisał Pan również, że taki argument powinien dziecku wystarczyć do 18. roku życia. I do tego się odnosiłem :)
Tak... To są delikatne tematy, a szczególnie posłuszeństwo...
Co do punktu 1 i 3 to widzę to podobnie co Pan, w sumie to punkt 1 się robi automatycznie sam, gdy rodzice dbają o zbawienie swojej duszy.
Ale zastanawiam się co do punktu drugiego - tak myślę że jak ja znam uzasadnienie dlaczego coś warto robić, to o wiele bardziej się czuję zmotywowany, bo czynność jest pokrzepiona rozumem.
Z jednej strony widzę ryzyko o którym Pan mówi że dziecko będzie się domagać uzasadnienia wszystkiego i kwestionować polecenia, ale z drugiej strony trochę szkoda mi tej rozumowej motywacji
Może jest gdzieś jakiś złoty środek, balans między tymi dwiema skrajnościami? Może wytłumaczyć dziecku coś wyraźnie 1 raz, a potem przy pytaniach "dlaczego?!" Odpowiadać - "już Ci mówiłem, do roboty!" ? 😁
Z rego co napisał Pan to Jadwiga Zamoyska radziła aby we wczesnych latach dzieciństwa wstrzymać się od wskazywania że jest zło i jak się przejawia. Wydaje mi się że należy na razie pominąć wątek z Kainem i Ablem, lub przynajmniej nie mówić co zrobił Kain z Ablem. Można o zawisci że Bogu się to nie podobało itd.
Może jako odpowiedź, dam tutaj fragment z tej książki który dotyczy tego tematu:
"Najpierw bezwzględne posłuszeństwo i wyrobienie woli, a dopiero potem kształcenie rozumu i sądu - taki jest porządek, jakiego się trzymać należy w wychowaniu dziecka. Rozwijając sąd i delikatność sumienia, zanim się wykształci odpowiednią siłę woli, dochodzi się do najgorszych następstw. Kto daje dziecku zrozumienie zasad, a nie uczy wprowadzać ich w czym, ten sumienie fałszuje, bo dziecko wiedząc co czynić powinno, a jednak tego nie czyniąc, uczy się niesumienności, obłudy, dobrze mówi, a źle czyni, staje się czasem krnąbrne, małoduszne i moralnie upośledzone.
Zdrowy sąd tylko przy mocnej woli wytwarza charaktery silne, najlepszy zaś sąd przy słabej woli nędzne daje owoce. Liczne i zwykłe zawody w wychowywaniu pochodzą stąd, że się do dzieci za wiele mówi, więcej niż one są zdolne słuchać i rozumieć, a za mało się od nich wymaga."
W każdym razem przesłaniem raczej nie jest to żeby nie uczyć dzieci zasad, zakazów i nakazów, ale żeby robić to dosyć ostrożnie i żeby najpierw położyć nacisk na posłuszeństwie.
A pod większą katechizację, przygotować grunt przez wyrabianie posłuszeństwa u dziecka i opowiadanie opowieści biblijnych.
Jadwiga Zamoyska jest wspaniała i jej książki - O wychowaniu, O pracy, O miłości Ojczyzny - wychowują rodzica, który dopiero wdroży w życie to, o czym mówi Zamoyska właśnie w sposób intuicyjny. O ile możemy zaplanować dobrą lekturę - w kontekście Biblii warta uwagi jest „Historyja Biblijna dla rodzin chrześcijańskich” X Stagraczyńskiego (dostępna również online), o tyle trudno zaplanować wychowanie własnych dzieci „metodami” Zamoyskiej. Kocham Zamoyską, ale biorę pod uwagę fakt, że „O wychowaniu” to piękne dzieło, które warto potraktować przez pryzmat „Wspomnień” Jadwigi, wówczas można dojść do ciekawych wniosków. Zamoyska żyła w całkowicie innych czasach - ciekawym wątkiem jest jej małżeństwo ze starszym wujem (bratem matki), czy macierzyństwo - Jadwiga zostawiła z rodzicami 6 miesięczne dziecko i wyjechała do męża do Turcji - wróciła z mężem do ponad 2 letniego synka… (jako matka wciąż o tym myślę). Kocham Jadwigę, niemniej uważam, że warto spojrzeć na to co pisze również przez pryzmat jej życia i jej pracy nad sobą.
Co do wychowania, lubię ten cytat:
„Celem wychowania jest wyrobić sąd, sumienie i wolę, a to nie wytwarzając około dzieci sztucznych i niewolniczych warunków życia, ale dając im od maleństwa dobre przywyknienia, ucząc je czynić w każdej chwili, co na tę chwilę przypada, i to w sposób właściwy. Sprawiedliwie mówi przysłowie, że przywyknienia stanowią drugą naturę. A i tu trzymać się trzeba porządku Bożego, wykształcając porządek, prawość charakteru, odwagę i inne zalety przyrodzone, zanim się kształcić zacznie cnoty chrześcijańskie, nadprzyrodzone. Podwójnie ważną rzeczą trzymać się tego porządku względem ludzi poza wiarą chrześcijańską wychowanych. Cnoty chrześcijańskie nie przyjmą się w duszach, którym braknie podstawy cnót naturalnych”.
Prowadzę cykl na Instagramie #środyzzamoyską, na blogu mamalingwistka.pl stworzyłam skromną zakładkę o Jadwidze Zamoyskiej, więc nad tym co napisała Jadwiga wciąż sama pracuję i chętnie poczytam tu o doświadczeniach innych osób :) Dziękuję za ciekawy wątek!
Pozdrawiam serdecznie,
Ania
myślę że można powiedzieć trzylatkowi (mam 4 letniego syna) że Kain był bardzo zazdrosny o miłość rodziców i Boga, wyjasnić jak zachowywał się przy tej zazdrości i że ostatecznie zrobił krzywdę bratu. Nie wolno omijać tej części Biblii ponieważ główną chorobą cywilizacji jest zazdrość skrzętnie ukrywana, zawiść i radość z czyjegoś nieszczęścia już od przedszkola