Czasami zastanawiam się, czy papież Franciszek sam wierzy w liberalne poglądy, które głosi. Są różne opcje:
1. Jest "liberalnym katolikiem" i wyznaje katolicyzm zainfekowany modernizmem i protestantyzmem i głosi to szczerze, raczej z dobrą wolą.
2. Jest marionetką lub jest szantażowany przez wpływowych ludzi, globalistów, polityków, masonów, "rzymian" itp., ma z tymi ludźmi jakieś układy, wyznaje ich poglądy lub nie wyznaje ich, ale straszą go, że jeśli się nie podporządkuje, to np. coś mu się stanie.
3. Punkt związany z wcześniejszym punktem - ktoś posiada na niego jakieś haki, kłopotliwe informacje, nagrania itp. (nie chcę zarzucać mu jakiegoś grzechu, również nie wiem tego, ale mógł coś zrobić również nieświadomie, w młodości, mógł być w coś wrobiony, napisać coś kontrowersyjnego itp. i się go tym szantażuje, że to wypłynie).
Może być też mieszanka w jakimś stopniu różnych opcji.
Brzmi to jak teoria spiskowa, ale co Państwo o tym myślą? Czy papież Franciszek wyznaje naprawdę te poglądy czy robi to pod naciskiem, ze strachu itp.?
Komentarze
Jestem przekonany, że szczerze wierzy we wszystko to, co mówi.
Myślę, że opcją druga jest realna. Papież Benedykt XVI, sam z siebie raczej nie abdykował, a był zmuszony do tego lub był zmęczony walką wewnątrz kościoła. Papież Franciszek wydaje się być marionetką, która posłucha każdego głupiego pomysłu jaki mu podsuną.
Papież Franciszek jest naturalnym ogniwem w rewolucji która przetacza się przez kościół. Takie samo pytania należałoby sobie zadań w stosunku to wszystkich papieży zaczynając od Jana XXIII.
No, ale w tym wypadku, że tak trysnę nieboszczykiem Marksem ,,zmiany ilościowe przeszły w jakościowe''.
Poza tym u wielu poprzednich papieży mieliśmy pewną ewolucję od początkowego progresizmu do poglądów znacznie bardziej konserwatywnych (w różnym stopniu dotyczy to i Pawła IV, i naszego Jana Pawła II i - zwłaszcza - Benedykta XVI). U Franciszka, jeśli mamy do czynienia z ewolucją, to raczej od ,,rozciapkanego'' (copyright by Dawid Mysior) ale jednak katolicyzmu do poglądów hiper-antykatolickich (nawet trudno mi na nie znaleźć właściwe słowo).
nie ma to znaczenia - "konserwatywny rewolucjonista" czy "postępowy - radykalny rewolucjonista" - wszyscy są rewolucjonistami (burzycielami porządku w tym wypadku porządku Bożego) .
Niezupełnie. Wszyscy jesteśmy zainfekowani modernizmem, wszyscy mamy w sobie coś z tego burzyciela. Ale jedni mają 90%, a drudzy 1%. I to nie jest wszystko jedno. Uważam, że zarówno Paweł VI, jak Jan Paweł II i - zwłaszcza - Benedykt XVI wychodzili od postawy bardzo modernistycznej, ale stopniowo ten modernizm tracili, choć - jak już mówiłem - w różnym stopniu i w różny sposób.
Panie Bartłomieju,
Tak trochę humorystycznie - akurat w przypadku Marksa to myślę, że bardziej adekwatnym słowem aniżeli "nieboszczyk" byłoby "piekłoszczak" ;)
Dobrej nocy
Z Panem Bogiem
Oczywiście, to tylko domysły, ale moim zdaniem bardzo wiele przemawia za opcją 2. Jeśli się przyjrzeć różnym ,,niefortunnym'' wypowiedziom, ,,przejęzyczeniom'', ,,niejednoznacznościom'', itd. to układają się one wręcz w przerażająco logiczny system. Takie ,,udawanie poczciwego safandulstwa'', za którym skrywa się zimna żelazna konsekwencja.
Dodam, że myślę tak od niedawna, bardzo długo się łudziłem, że jest inaczej.
Opcja 2 w jego wieku i pozycji wydaje się mało logiczna. Ale może się mylę mam dopiero 52 lata. W sytuacj gdyby chciał się przeciwstawić ewentualnemu szantażowi to:
by zyskał spokój sumienia (szantaż zakłada przymus);
sam pewnie musiałby/chciałby złożyć urząd papieża (spokojna starość);
zyskał by uznanie w oczach Katolików.
Cóż więcej trzeba, byłby Bochaterem ratującym Kosciół.