To co się dzieje na Ziemi moim zdaniem można nazwać grą (szczególnie w rodzaju RPG). Jak chcesz, możesz też nazwać to testem, sprawdzianem, itd. . Opowiem tu to trochę "po łebkach" (bo można napisać o tym całą książkę), a jeżeli chcecie więcej moich przemyśleń na ten temat - dajcie znać w komentarzu, tak samo napiszcie co byście Wy dopisali to tej idei. Z góry dzięki!
Spójrzmy na podobieństwa życia ziemskiego do gry RPG, które zauważyłem:
1) Początek: - rodzisz się w jednym z wielu miejsc na świecie, Twoimi rodzicami jest jedna z wielu na świecie kobiet i jeden z wielu na świecie mężczyzn, w jednym z wielu państw czy religii na świecie - na to gdzie się urodziłeś nie masz osobiście wpływu
2) Codzienność - tak jak w grze RPG, typu Minecraft, człowiek zadbać o jedzenie, picie, spanie, dach nad głową, żeby po prostu egzystować. Oprócz tego ma się tam swoje jakieś hobby, problemy itd.
3) Misja - życie ziemskie zaczyna się głównie w wieku nastoletnim (mniej więcej młodzież w wieku 16-18 lat). W głowie pojawiają się pytania jak m.in.: Kim będę? Po co żyję? Czy moje życie w takiej formie jaką ma teraz ma w ogóle sens? Czym na serio jest moja religia? Czy jest Bóg?
Jest to bardzo ważny moment w którym zaczyna się w pełni dramaturgia życia - czy człowiek te pytania po prostu zignoruje (w pełni zignoruje lub odpowie bez zastanowienia), czy szczerze pomyśli nad nimi i będzie się starał na nie odpowiedzieć. Ogólnie to nie jest tak, że tylko w tym młodym wieku możesz odpowiedzieć na te pytania, ponieważ one będą się dobijać do Ciebie całe życie, jednak czym szybciej zaczniesz odpowiadać na nie tym lepiej, ponieważ w zależności od chęci odpowiedzi, dzieli ona ludzi na dwie grupy: szukających prawdy i uciekających od prawdy. Różnica między nimi jest zasadnicza - kochający prawdę, mają w sobie "oczyszczalnie ścieków" - przyjmują do siebie wszystko z zewnątrz lecz klasyfikują co jest dobre, a co złe; z kolei grupa uciekających od prawdy przyjmuje za prawdę to co pochodzi z zewnątrz, to co mówią inni, czyli ogólnie to co mówi "świat", czyli najczęściej to co jest dla nich po prostu wygodne.
4) Zbieranie punktów - ilość punktów uzbierana w grze zależy od stopnia szukania i umiłowania prawdy w swoim życiu na serio czyli tym co wewnątrz Ciebie i uczynki zewnętrzne za tym idące
5) Śmierć - i tu jest właśnie tak naprawdę największa analogia. Ponieważ prawdziwe życie lub śmierć zaczyna się po tym pobycie na ziemi. Ponieważ czy można nazwać do końca życiem to, gdy każdego dnia tak naprawdę obumierasz stając się starszym, albo gdy starasz się być jak najbardziej dobrą i sprawiedliwą osobą, a spotyka Cię w domu, w pracy cały czas ból odrzucenia, bo nie jesteś tacy jak inni? Albo czy można nazwać do końca śmiercią, choć jest to rzeczywiście śmierć duchowa, życie przykładowo jakiegoś mafiosy, który mimo ohydnego życia, nadal odczuwa przyjemność np. kupując sobie drogie samochody?
Z tych powodów nasz pobyt na Ziemi nazwałbym raczej wygnaniem (jak nazywamy się wygnańcami w Salve Regina), a takie nazwy - jak życie czy śmierć - zarezerwowałbym dla tego co się dzieje po śmierci, a dosłownie chodzi mi o Niebo i Piekło (bo Czyścieć to jeszcze nie do końca życie, choć pewność że to życie wieczne się będzie miało). Wtedy w pełni się żyje - w radości, szczęściu, szczęśliwości, świadomości bycia kochanym, świadomości poznania prawdy, świadomości wybrania właściwej drogi, bez smutku itd. Z kolei w Piekle nikt nie zazna żadnej przyjemności, choć na chwilę.
Dlatego memento mori!
Zostań z Bogiem!
Komentarze
Nic mi nie mówi skrót, czy trzy literowa nazwa owej gry. Może dlatego, że nigdy nie grałem w żadne gry komputerowe (tak, zdarzają się jeszcze tacy jaskiniowcy). Za to znam Scrabble, Monopoly i starego, poczciwego Brydża. Niemniej jednak, przedstawiona koncepcja wydaje mi się oryginalna i bardzo ciekawa. Fajna prowokacja do zastanowienia i może podyskutowania.
RPG czyli inaczej gra fabularna to gra towarzyska oparta na narracji, w której gracze wcielają się w role fikcyjnych postaci. Cała rozgrywka toczy się zazwyczaj w fikcyjnym świecie, istniejącym tylko w wyobraźni grających. I właśnie tam trzeba wykonywać różne misje przy okazji dbając o ubiór, jedzenie itd.
Nie że polecam granie na komputerze bo jest bardzo wciągające (i nie tylko), lecz podobieństwo naprawdę można zauważyć
Myślę, że w przenośni można ująć nasze życie ziemskie jako swego rodzaju grę. Dla mnie to jest obrazowa metafora. Może dla współczesnych młodych pokoleń takie przedstawienie celu naszego życia i rzeczy ostatecznych jest bardziej zrozumiałe. Ale czy takie przedstawienie celu naszego życia skieruje młodych ludzi do poznania wiary katolickiej i nawrócenia?
Mam podobne zdanie. Uważam, że to właśnie dzisiejsze czasy zachęcają do traktowania życia jedynie jako grę w trybie pierwszoosobowym. Rozumiem jak najbardziej pańską głębszą analogię, ale trochę bym ją odwrócił.
Człowiek nie uświadamiając sobie realności życia po śmierci, sam nakłada na siebie klamry utożsamiania wszystkiego z fikcją, przemijającą w godzinie śmierci - a więc rzeczywistością złudną i na dłuższą metę nierealną. Dzisiejsze hedonistyczne i racjonalistyczne podejście do świata powoduje, że ludzie sami siebie w swojej podświadomości zaczynają traktować niejako jak NPC (dla niewtajemniczonych są to postaci niesterowalne przez gracza i będące jedynie tłem - elementem infrastruktury gry, niewychodzące poza schemat swoich z góry zaprogramowanych kwestii lub działań).
Uważam, że to właśnie Chrystus wyzwala nas z tej dramatycznej i beznadziejnej formy istot, które same z siebie nie mają wpływu na wyjście poza obszar samej gry.
Sam natomiast skłaniałbym się bardziej do zdania, iż nasze tutejsze ziemskie życie może być interpretowane jako gra - wyzwanie. Ale ostateczne zwycięstwo w niej nie wyniknie za sprawą tego czy sami będziemy posiadali maksymalne statystyki oraz oręż, ale raczej czy obierzemy prawidłową drogę do rozwiązania samego wyzwania - nawet bez ostatecznego doprowadzenia "gry do napisów końcowych".
Uogólniając - z woli Bożej gramy w realną grę, która już jest wygrana, a od nas zależy tylko tyle i aż tyle czy podczas niej przyłączymy się do zespołu wygrywającego czy pokonanego - oczywiście w myśl Ora et Labora - i modlitwą i pracą - i wolą i działaniem - a nie jedynie protestanckim przyłączeniem się samą wolą.
Wiara bez uczynków jest martwa. I tak samo jak samą wiarą w zwycięstwo nie przejdziemy gry - tak i samą wiarą w Chrystusa nie dostąpimy zbawienia wiecznego.
Katolicy mają ekran, mysz i klawiaturę.
Protestanci jedynie sam ekran (i to mocno śnieżący ;) )
Niestety jest jakiś problem i jak wybrałem format w postaci punktorów to ostatecznie wszystko się skleiło :(
Muszę poprawić już bez punktorów