Jest dużo podobieństw pomiędzy rewolucją "wokistowską" w świecie i rewolucją modernistyczną w Kościele. Pierwsza służy do pozbawienia człowieka jakichkolwiek narzędzi oraz, co może gorsze - pobudek, by postawić się Wielkiemu Resetowi, prowadzącemu do tzw. Nowego Porządku Świata. Co więcej, ludzie zarażeni tą ideologią, nie tylko nie postawią się Wielkiemu Resetowi, ale będą jego siłą napędową.
Podobnie jak w poprzednich wielkich rewolucjach, wąskie grono architektów danej rewolucji potrzebuje siły do jej przeprowadzania. Tą siłą kiedyś był proletariat, który stanowiła uciśniona klasa robotnicza, dziś jest nią proletariat, na który składa się każdy "uciśniony" w swoim umyśle człowiek, czy to osoba LGBTQ (czy jakakolwiek inna literka), czy ktoś przerażony przyszłością planety czy wreszcie kobieta, której "ktoś chce zakazywać" robić czegoś z jej, jak się jej błędnie wydaje, własnym ciałem. Siłą współczesnej rewolucji są wszyscy, którzy czuja jakąś opresję oraz wszyscy, którzy się z tamtymi solidaryzują, bo przecież są zarówno tolerancyjni jak i empatyczni...
Wiemy już zatem czemu służy "religia wokeizmu". A czemu służy herezja modernizmu w Kościele?
I tutaj mam nowe przemyślenia, które poddaję pod Twoją, Mój Drogi Czytelniku, ocenę. Do tej pory uważałem i twierdziłem, że Kościół zainfekowano modernizmem "jedynie" po to, żeby go zneutralizować. Wszystkie rewolucje największą przeszkodę napotykały w ludzkiej wierze w świat nadprzyrodzony, a im bardziej ta wiara spójna i niezachwiana (jak w katolicyzmie), tym większy sceptycyzm wobec rewolucyjnych haseł i większa siła żeby rewolucji śmiać się w twarz, choćby przychodziła nas... zabić. Poprzednie rewolucje chciały Kościół zniszczyć. Do tej pory uważałem i twierdziłem, że obecna rewolucja przestała Kościół niszczyć od zewnątrz, wpuściła truciznę do środka i czeka aż Kościół sam zniszczy się od wewnątrz. Jest to proste i spójne wytłumaczenie rzeczywistości. Pytanie: czy nie nazbyt proste?
A może zniszczony ma być jedynie Kościół przez duże "K"? Może kościół, czyli struktury, niektóre zwyczaje, budynki, może to wszystko ma stać się częścią składową Nowego Porządku Świata? Czy ciągłe gesty przyjaźni Papieża Franciszka wobec wszystkich religii (oczywiście poza katolicką), otwieranie przez niego domu abramicznego w Abu Zabi, gdzie kościół stoi z meczetem i synagogą, pisanie adhortacji z imamami i prawosławnymi, modlitwy z indianami i hare kriszna, czy to wszystko nie jest budowaniem już tu i teraz nowej religii światowej? Być może nie brzmi to odkrywczo, bo wiele jest sygnałów, że kładzie się podwaliny pod jedną wspólną światową religię. Dla mnie jednak odkrywcze jest to, że nie wygląda to na projekt na sto lat od dziś, a raczej dwa-trzy pokolenia. Dziś jeszcze tę religię z prychnięciem człowiek raczej odrzuca. Ale czy już nie są hodowani ludzie, którzy przyjmą ją bezkrytycznie? Kult dobroludzizmu, kult stworzenia, kult energii, kult boga przez małe "b" (czyli wiecie, tak ogólnie coś z gwiazdami i drzewami), kult wszechświata, kult planety... W skrócie - kult antychrysta. Czy za chwilę nie będzie tak, że zamiast z ludźmi o innym światopoglądzie, trzeba będzie się nam mierzyć z ludźmi o innym, bardzo silnym wyznaniu?
Dlatego już nie myśle, że modernizm służy zniszczeniu Kościoła, ale jego przejęciu i wykorzystaniu do własnych celów - stworzenia rzesz wyznawców jakiegoś bliżej nieokreślonego "dobra", którzy nie tylko nie postawią się Wielkiemu Resetowi, ale już go wyczekują, by oddać mu siłę swoich rąk, umysłów i gardeł.
Obawiam się, że w Watykanie są dziś osoby, które widzą to właśnie w ten sposób.
Tyle że bez przestrachu, a wręcz przeciwnie.
Komentarze
W ramach poszukiwań czemu służy między innymi ten "abrahamowy cyrk" w Abu Zabi rekomenduję zapoznanie się z twórczością francuskiego eksperta od geopolityki Pierre'a Hillarda. Pamiętam, że jakiś rok temu poświęciłeś mu nawet jedną ze sprawek. Stawia on hipotezę, że - jak to mówisz - panowie na literkę "ż" i panowie globaliści (on używa określenia "talmudyczna synagoga") - promują noahizm (https://en.m.wikipedia.org/wiki/Noahidism) religię dla gojów, nie-żydów. Dlatego tym co jest tak zaciekle zwalczane w sferze duchowej jest Trójca Święta i kapłaństwo, a Jezus jest jedynie człowiekiem. Działania posoborowej hierarchii niewątpliwie zmierzają w tym kierunku coraz jawniej. Ubolewam, bo książki Hillarda dostępne są wyłącznie w języku francuskim. Mam jednak prawie wszystkie, bo wydaje mi się, że spośród ludzi zajmujących się geopolityką, to on jest najbliżej Prawdy. Poświęca bowiem BARDZO dużo miejsca kwestiom duchowości. No i jest (tradycyjnym) katolikiem :-)
Myślę, że skoro jeśli teoretycznie ktoś należy do Kościoła Katolickiego ale głosi herezje to można go nazwać Nie-Katolikiem, skoro ktoś przestrzega Dekalogu ale jakiś jeden grzech śmiertelny w sercu nosi i to go skazuje na piekło to właśnie zniszczenie Kościoła Katolickiego w obranym planie ma być zrealizowane przez zrównanie go z innymi wyznaniami, wymieszanie z herezjami, wtedy nie będzie On już nieomylny, będzie miał wrośnięte błędy. Czy wtedy można Go nazywać katolickim? Wtedy te dwa słowa: ,,Kościół" i ,,Katolicki" się rozłączą..