ŁACINNIK A KULTUROWY MARKSISTA - CZ. I

19.03.2025

Czy tego chcemy czy nie, bierzemy udział w wojnie cywilizacyjnej. Czy jest ona bardziej natężona niż kiedyś? Nie znam odpowiedzi. Wojna ta toczy się przecież od zarania dziejów. Pewną zmianę w jej intensywności odczuwalnej wytyczyło z pewnością pojawienie się mediów zwieńczone pojawieniem się smartfona, który jeszcze przed chwilką był ludzkości w ogóle nieznany, a teraz tylko nieliczni nie traktują go jako przedłużenia swojej dłoni. Efekt jest taki, że każdy niemal człowiek na świecie w stopniu dużo większym niż to miało miejsce w przeszłości jest na froncie tej wojny. Kiedyś wojna o ludzkie umysły toczyła się dużo wolniej, z jednej strony Kościół i niedzielne kazanie, z drugiej jakieś heretyckie pisemko, marksistowska broszurka, coś co raczej rzadko wpadało w ręce statystycznemu człowiekowi. Dziś wojna toczy się o każdy umysł w trybie codziennym czy nawet cogodzinnym.

Jakie są strony tej wojny? Zawsze dwie: prawda i fałsz. W Kościele jest to starcie doktryny katolickiej z herezją modernizmu. Prawda kontra fałsz. Poza Kościołem, w świecie, wojna ta toczy się między ideami łacinników (zachęcam do wpisania hasła w Google) oraz barbarzyńców, marksistów, komunistów, lewaków, dużo słów można by użyć, ale zawsze sprowadza się to do idei wywodzących się z ideologii satanizmu. Tutaj, co stanowi pewnie uproszczenie, jednak mniejsze niż może się wydawać, używał będę głównie określenia marksista kulturowy. Choć granice między łacinnikiem a kulturowym marksistą coraz bardziej się rozmywają, gdyż łacinnik w trybie ciągłym poddawany jest marksistowskiej indoktrynacji i często sam już nie wie co odróżnia jedną ideologię od drugiej, to gdzieś na dnie rozumu łacinnika leży idea, która zawsze go od marksisty odróżni: łacinnik wierzy, że jest jedna prawda.

Pochwaliłby go za to Arystoteles, św. Tomasz z Akwinu. To myślenie, nawet dla nieświadomych tego, katolickie. Kulturowy marksista nie wierzy, że jest jedna prawda. To dla niego myśl obrzydliwa. Wierzy, że jest ich wiele lub że nie ma żadnej, że człowiek może prawdę tworzyć, zmieniać. Coś na wzór filozofii zbesztanego przez Arystotelesa nieszczęśnika, jakim był Heraklit - panta rhei. Wszystko płynie. Nic nie jest stałe. Przejawy bycia po jednej ze stron można dość prosto dostrzec choć, jak już wspominałem, granice te są coraz bardziej rozmyte i nieuważny łacinnik może dziś mieć wiele symptomów marksisty. Jakie to przejawy? Proszę się nie śmiać. Łacinnik raczej będzie miał skłonność do ubioru klasycznego, marksista kulturowy do stroju nowoczesnego - np. niełatwo znaleźć mężczyznę łacinnika, który poza sportem nosi trampki i T-shirt z kolorowym nadrukiem, tak że po przymrużeniu oczu nie wiadomo czy widzi się 12-letniego chłopca czy 40-letniego mężczyznę.

Czy od zasady tej są wyjątki? Oczywiście. Mówię o pewnym trendzie ogólnym. Co jeszcze? Marksista kulturowy ceni, lub przynajmniej tak mu się wydaje, tzw. sztukę i architekturę współczesną. Kolorowe plamy na płótnie, rzeźby bez konkretnego kształtu, wynalazki architektury, tworzące przestrzenie upstrzone kakofonią budynków o niewspółgrających stylach. Łacinnik śmieje się z kolorowych plam na płótnie, ewentualnie widok ten go smuci, gdy widzi, że są ludzie skłonni nazywać coś takiego sztuką. Ze względu na zwięzłość tej rozprawki pozostałe znaki przynależności do jednej z tych kultur, czy też raczej kultury i antykultury, omówimy wkrótce.

Komentarze