Jedną z nieszczęsnych tendencji w Kościele katolickim dzisiaj jest zacieranie różnic pomiędzy kapłanem a świeckim. Wielu ludzi Kościoła wydaje się wprost do tego dążyć. Ojciec Szustak potrafi nagrać długi film przekonujący, że wynoszenie duchowieństwa nad świeckich jest powodem kryzysu Kościoła. Papież Franciszek mówi, że kapłan ma mieć zapach owiec, czyli być jak to tylko możliwe wmieszany w lud.
Tymczasem posługa ministerialnego kapłaństwa od powszechnego kapłaństwa wiernych różni się nie tylko stopniem ale i godnością, i można chyba powiedzieć, że wielkim pożytkiem dla kapłana i dla ludu jest, gdy kapłan dąży do tego, żeby mieć zapach świętości, a nie zapach owiec. Zjawisko forsowanego na siłę zlewania się duchowieństwa z ludem opiszę w kilku punktach - każdy z nich jest zarówno przyczyną jak i owocem tych niedobrych tendencji.
1. Nowa Msza - od pierwszej Mszy Tradycyjnej na której byłem widziałem, że tutaj kapłan jest tym, kim być powinien. Nowa Msza zaciera wyodrębnienie kapłana ze zgromadzenia wiernych silniej istniejące w Mszy Tradycyjnej.
2. Szafarze i Komunia św. na rękę - Komunia święta na rękę jest nieszczęściem. Temat szafarzy i... co ma już miejsce w Polsce, szafarek, to też nieszczęście, na dodatek wprowadzane w sposób cyniczny, gdyż używa się logiki sytuacji nadzwyczajnych do sytuacji powszednich. I oto szafarz nadzwyczajny lub szafarka nadzwyczajna rozdają Komunię gdy ksiądz siedzi. A zatem użycie słowa "nadzwyczajny" jest jedynie grą. Pytanie, czy Komunia na rękę, i to rozdawana przez szafarza, nie czyni konsekracji dłoni kapłana podczas święceń aktem bez znaczenia? Św. Tomasz z Akwinu pisze, że rozdawnictwo Chrystusowego Ciała należy wyłącznie do kapłana.
3. Spoufalanie się - "nie mów do mnie ksiądz, mów mi Stefan". Jeżeli dla kogoś nie jest oczywiste, że lepiej mówić "ksiądz" niż "Stefan", oczywiście przy założeniu, że Stefan jest księdzem, tym mniej oczywiste będzie dla niego całowanie kapłana w rękę. A oczywiste być powinno.
4. Zarzucenie kapłana działalnością zewnętrzną - gdy ksiądz zajmuje się administrowaniem, może być mu ciężko nie zaniedbywać swoich obowiązków nadrzędnych, czyli starania się o uświęcenie samego siebie i o zbawienie powierzonych sobie dusz. W dużym uproszczeniu - gdy ksiądz zajmuje się przeciekającym dachem, to kto zajmuje się duszami? Gdy ksiądz zajmie się duszami, one zajmą się przeciekającym dachem. A nawet jeżeli się nie zajmą, czy nie lepiej by ksiądz odprawiał pobożnie Mszę, słuchał spowiedzi i nauczał zdrowej doktryny przy cieknącym dachu niż to zaniedbywał w suchutkiej świątyni?
5. Świeccy zamiast kapłanów - spójrzmy jakie to jest zwodnicze. Śliskie wręcz. Ksiądz jest zarobiony, bo musi zajmować się profanum. Nie mówi się: świeccy, pomóżcie mu z profanum, żeby mógł zająć się duszami. Odwrotnie: ksiądz jest zarobiony, świeccy muszą pomóc i... odprawić pogrzeb, prowadzić nabożeństwa, rozdawać Komunię czy też w ogóle, jak postuluje się w Niemczech i na Synodzie o Synodalności - współrządzić Kościołem. Skutków tych nieszczęść jest wiele. Wymienię jeden: co może dziać się w rozumie młodego mężczyzny, który zaczyna słyszeć swoje powołanie? Patrzy na księdza i co widzi? Czym ksiądz różni się od świeckich? Po co przyjmować te wszystkie wyrzeczenia wymagane od kandydatów do kapłaństwa? Jeżeli chce się być pracownikiem socjalnym, psychologiem czy nawet szafarzem Ciała Pańskiego, nie trzeba być księdzem.
Myślę, że z wielu nieszczęść spowodowanych tzw. zapachem owiec, spadek powołań może być największym. Co możemy zrobić? Oczywiście jak zwykle wszystko zaczyna się na kolanach. Ale tam się nie kończy. Myślę, że warto zacząć do księdza mówić ksiądz, całować go w dłoń i odciążać od strefy profanum. Możemy za księdza zrobić wiele, ale dusz do nieba tak jak on nie poprowadzimy.
Komentarze
Pełna zgoda, świetny tekst!!! przekażę go dalej moim znajomym.
Dołożę tu jeszcz jedną cegiełkę o tym co robią Kapłani. Często prowadzą fundację, stowarzyszenia grupy itp. pochłania to ogrom czasu, a podstawową działalnością tych instytucji jest zaspokajanie potrzeb materialnych wiernych, a nawet niewiernych. I często na tej pomocy materialnej się kończy, brakuje w tych dziełach pomocy zaopiekowania się duchową stroną tych, o których się troszczą. Inną sprawą, która pochłania czas kapłański jest nauka religii w szkołach. Niby ważne, a w praktyce często jest to tylko dodatkowy obowiązek z dodatkową pensją. A dzieci uczą się tam na pamięć modlitw i niektórych prawd wiary. Ale czy od takich lekcji wiarą zapłonie. Ogień wiary może zapłonąć od innego ognia i to może też się zdarzyć na lekcji religii. Ja akurat nie miałem zbyt wiele szczęścia w tym względzie, bo moje lekcje religii po prostu były. W liceum do tego jeszcze Ksiądz próbował być "fajny". A sercem kapłaństwa jest służba Bogu a potem prowadzenie do Niego dusz. Może to, co dziś widzimy, to celowe odciąganie Kapłanów od ich prawdziwego powołania? Z Panem Bogiem.
Trochę zapolemizuje, bo uważam, że kapłan jak najbardziej powinien uczyć religii, zaś poziom nauczania to jest inna kwestia, bo zasadniczo lekcja religii polega na przekazywaniu wiedzy o katolicyzmie, a nie uczeniu się modlitw.
Patrząc na to jako na całość, widzę pewną analogię. Tak jak pod koniec XIX wieku, a właściwie na początku XX wieku powstał ruch sufrażystek, które notabene walczyły o słuszną sprawę, to później zlewaczała forma tego ruchu (czyli zarażona satanizmem), zaczęła dążyć do samounicestwienia ludzkości (zmiany płci, powszechny dostęp do antykoncepcji, powszechny dostęp do aB0rc1i itp.). Głównym celem było rozbicie rodziny. Tak teraz widzę analogiczne działania na terenie i wewnątrz kościoła. Zrównywanie księży i wiernych po przez podawanie komunii na rękę („ksiądz może dotykać to i ja też”) przez co większość ludzi nawet się nie spodzieje kiedy zacznie myśleć że „właściwie to czym ja się różnie od księdza? Po co mi ksiądz. Ja sobie sam przeczytam Biblię i będę wszystko wiedział lepiej bo z pierwszej ręki”. Odbieranie szacunku księżom („nie mów mi „proszę księdza” mam na imię Stefan”). To są działania przypominające jako żywo to co na początku działo się z „tożsamością płciową”. Tu się coś przytnie tam się przysztukuje i ze Stefana mamy Stefanię. Tylko nikt z tych lewaków nie chce wiedzieć, że różnic psycho-fizyczno-biochemicznych między kobietą, a mężczyzną jest ok. 40 000. Zmiana ubioru, podanie hormonów, wycięcie i dosztukowanie pewnych części ciała to są 4 z tych 40 000 rzeczy. Czyli taki Stefan stał się Stefanią tylko w 0,01%. Ale to przecież nauka, która do lewaków zazwyczaj kompletnie nie trafia. Działania są analogiczne i mają doprowadzić do tego samego efektu: rozpadu kościoła. Kiedyś, czyli w zlewicowanej emancypacji miano rozbić rodzinę, a tu się rozbija kościół. Oto cały modernizm. Wszędzie czuć swąd szatana.
Co do punktu drugiego to zasadniczo zgoda, tylko że nadzwyczajnym szafarzem jest diakon, oczywiście nie specjalnie do tego święcony, tylko jako jeden z etapów do kapłaństwa.