CZY DEPRESJA MOŻE BYĆ BŁOGOSŁAWIEŃSTWEM?

14.01.2025

Dziś znowu o depresji. Nie sądzę, żebym miał podejmować tę tematykę głębiej, żeby to była moja rola i życiowa misja, jednak kilka rzeczy dość ogólnie pozwolę sobie napisać, ponieważ uważam, że już na takim poziomie ogólności mogą okazać się przydatne. Wczoraj wymieniłem najczęstsze błędy myślowe na temat depresji. Dziś napiszę ogólnie o wszelkich problemach z psychiką. Nie jestem ekspertem i proszę traktować moje słowa jako przemyślenia Dawida Mysiora, a nie wyrocznię.

Po pierwsze, ważna jest świadomość, że nie jest się jedynym z takimi problemami. Dzisiejsze czasy bardzo sprzyjają rozregulowaniu naszej psychiki i problem ten dotyczy coraz większej liczby ludzi, jednocześnie wciąż ludzie męczą się z tym raczej w samotności, każdy sam, często myśląc, że reszta radzi sobie świetnie. Możliwe jest spotkanie dwóch osób będących w depresji, podczas którego każda myśli, że ta druga jest w doskonałej formie. Myślę, że świadomość powszechności problemu może odrobinę odczarować tę tematykę i uświadomić osobę, że nie dzieje się z nią nic - powiedzmy - "nienormalnego".

Po drugie, ważna jest świadomość, że w ogóle mamy psychikę i że nie jest ona naszą duszą. Gdy zachwiany jest układ sił, równowaga, harmonia między naszą duszą, naszym rozumem i naszym ciałem, może zacząć szwankować psychika. Zaznaczam, że - choć mam sprawę dość mocno przemyślaną - nie jest to wiedza naukowa i w różnych źródłach można znaleźć bardzo różne ujęcia tych obszarów. Swój podział na duszę, rozum, ciało i psychikę przytaczam jedynie po to, żeby uzmysłowić niektórym, że dusza i psychika to nie to samo. Zbyt często spotykałem ludzi, którzy mając rozregulowane neuroprzekaźniki w mózgu, co jest raczej funkcją ciała niż duszy, myśleli, że temat jest duchowy.

Po trzecie, depresja może być wielkim błogosławieństwem, ponieważ wychodzenie z niej wymaga od człowieka (wymusza wręcz na nim) życie wysoce uporządkowane. Sama w sobie jest wielkim cierpieniem, a wychodzenie z niej wielkim wysiłkiem, jednak gdy już to nastąpi, człowiek taki jest niemal zmuszony do życia bardzo uporządkowanego, a to będzie dla niego z pożytkiem.

Po czwarte, najważniejszym momentem jest gdy problemy są w fazie umiarkowanej. Gdy osoba jest już w ciężkiej depresji wtedy konieczna jest pomoc z zewnątrz. Jednak w fazie umiarkowanej człowiek może jeszcze rozpocząć działania zaradcze. Jakie to działania - nie wiem, mój Drogi Czytelniku, czy jest to tematyka interesująca i czy moją rolą jest o niej mówić. W uproszczeniu chodzi o ład w życiu, o porządek, o plan dnia, higienę duchową, higienę rozumu, higienę psychiki i higienę ciała. Czy chciałbym wchodzić w tę tematykę? Nieszczególnie. Natomiast martwi mnie dość spora ignorancja, również wśród katolików, na temat psychiki, która mocno może komplikować również życie duchowe. I naprawdę nie chcę, żeby ludzie cierpieli w samotności po swoich domach.

Mój Drogi Czytelniku, jeżeli masz chęć, napisz w komentarzu, czy masz w swoim otoczeniu kogoś, kto zmaga się z tematem psychiki. Czy uważasz, że temat jest ważny. I czy może są jakieś źródła kompleksowej wiedzy katolickiej na ten temat, tylko ja po prostu o nich nie wiem. A do wszystkich, którzy zmagają się z depresją: nie jesteście jedyni, a problem jest do opanowania. Odwagi!

Komentarze