Wielka rewolucja niewiary, która w kilkadziesiąt lat zamieniła świat zachodni z ziem chrześcijańskich w ziemie pogańskie oraz rewolucja modernistyczna w Kościele idą ramię w ramię i można między nimi znaleźć bardzo wiele podobieństw. Jednym z nich jest pewne programowanie językowe. Jeżeli zmieni się ludziom znaczenia pojęć, a następnie zacznie burzyć struktury myślowe panujące w danej cywilizacji, nawet gdy ludzie zaczną się orientować, to bez wspólnego języka, czyli wspólnego znaczenia pojęć, nie dadzą rady tych zburzonych struktur odbudować.
Zamęt pojęciowy jest zatem ważną składową rewolucji. W rewolucji niewiary w świecie podmieniono słowa miłość, dobro, piękno, prawda, tolerancja, narodowość, nacjonalizm, patriotyzm, krzywda... Pewnie łatwiej byłoby wymienić słowa niezarażone tym zmąceniem niż zarażone. W Kościele zaś podmieniono znaczenia słów: ekumenizm, wolność, jedność, posłuszeństwo, królowanie Chrystusa, lista też jest bardzo długa. Dziś jednak chciałbym skupić się na jednym słowie, którego zmącenie przynosi według mnie ogromne szkody i uniemożliwia odbudowę tego, co zburzono. W jaki sposób można mącić w znaczeniu słów? Nie tylko poprzez rozmywanie znaczenia, bo czasem jest to niemożliwe. Wtedy zaś mąci się poprzez, tak to nazwijmy, zmianę ładunku emocjonalnego danego słowa. Pojęcia negatywne można oswajać, natomiast pozytywne zohydzać.
Słowo, o którym chcę powiedzieć dziś jest słowo równie piękne, co przez ostatnie 60 lat w Kościele świadomie zohydzane. DOKTRYNA. Zresztą, możesz, mój Drogi Czytelniku, zrobić na sobie krótki test. Co odczuwasz, tak naprawdę, gdy na pytanie: co jest lekarstwem na ten potężny kryzys usłyszysz odpowiedź: DOKTRYNA. Ja spotkałem się z reakcjami od niechętnych do zupełnie zniechęconych i zawiedzionych. DOKTRYNA? A nie miłość, życie, nadzieja, dobroć, troska, chwała, wojska anielskie, itp. itd...? DOKTRYNA? Jakieś strasznie suche słowo. Powiedziałoby się - takie bez miłości.
Tymczasem jest to moim zdaniem efekt świadomego programowania tego, jak odbieramy słowa. Zaczęło się ono najpóźniej podczas II Soboru Watykańskiego, który sam siebie nazywał soborem „pastoralnym", a nie doktrynalnym. Pierwszy raz w historii Kościoła otwarto sobór, który oficjalnie miał nie dotykać doktryny. Mówił za to o praktycznych rozwiązaniach. Nie dyskutował o kwestiach wiary, ale o praktyce duszpasterskiej. I od wtedy zaczęło się odbieranie słowu DOKTRYNA jego wielkiego blasku.
Czym jest doktryna? W tych czasach trzeba dodać KATOLICKA, bo oto okazuje się, że mamy doktryny polityczne, doktryny prawa i wiele innych doktryn. A więc czym jest doktryna katolicka? Jest czymś przecudownym i przepięknym. Jest uporządkowanym zbiorem najcenniejszych skarbów jakie mamy, czyli całości tego, co Pan Bóg raczył nam powiedzieć. Czy na liście Bożych Darów nie jest ona bardzo wysoko? Pan Bóg daje życie, a następnie odkupienie. Człowiek jednak pozostaje z życiem do przeżycia - tyle pytań, tyle niewiadomych, tyle niejasności, Panie Boże, co mamy robić? A Pan Bóg na to mówi: DOKTRYNA. Czy zatem jest piękniejsze, bardziej soczyste i dające nadzieję słowo? I czy przypadkiem jest, że je tak powszechnie zohydzono?
Mój Drogi Czytelniku, czy możesz napisać co myślisz o tym co dziś napisałem?
Komentarze
Zgadzam się ,powrót do katolickiej doktryny nie przesiąknięta modernizmem,protestantyzmem to zdrowa wiara,katolicka wiara
Zgadzam się. Sobór Watykański II w zohydzeniu doktryny był wielkim finałem procesu rozpoczętego od wiary bez używania rozumu (fideizm), poprzez subiektywne uczucia religijne (modernizm), aż do tego soborowego "milutkiego duszpasterstwa" z człowiekiem w centrum i jego całkowicie niezależną "godnością".
Mi też słowo doktryna spontanicznie kojarzy się negatywnie