DYSKOMFORT I CZAS

01.01.2025

Żyjemy w czasach, w których większość ludzi mówi, że czas dla nich pędzi. Gdy pytam kogoś jak myślisz, dlaczego tak się dzieje, zwykle odpowiada on, że ma to związek z tempem życia, natłokiem spraw do załatwienia i natłokiem zdarzeń na świecie. Dziś, mój Drogi Czytelniku, chce podzielić się z Tobą swoją autorską tezą, obserwacją, której dokonywałem przez lata i która tłumaczy postrzegane przez nas tempo upływania czasu inaczej niż tzw. tempem życia.

Moja teza jest taka (i jak zawsze jestem otwarty na informację zwrotną), że nasze życie wydaje nam się pędzić z innej, bardzo prostej przyczyny. Ludzie - w większości - oduczyli się przeżywać dyskomfort. Lub też ich tego oduczono, a oni się na to nabrali. Na wszelki wypadek zaznaczę, że wszystko co powiem warto odnosić do sytuacji względnego dobrostanu psychicznego. Gdy człowiek znajduje się w stanie depresji klinicznej lub jakiegokolwiek innego przypadku zaburzenia lub choroby psychicznej, oczywiście zawarte tu słowa nie mogą zastępować pomocy specjalistów.

A zatem - co oznacza, że oduczyliśmy się przeżywać dyskomfort? Oto nauczono człowieka (choć bardziej by tu pasowało "wytresowano"), że z każdego nieprzyjemnego stanu należy od razu uciekać i dano mu ku temu bardzo szeroką gamę narzędzi. Jakże trudno dziś spotkać kogoś, kto w swojej codzienności mówi: "Boli mnie dziś życie" a Ty patrzysz na niego i nie widzisz, żeby od razu panicznie szukał uśmierzenia tego bólu. Powtarzam, nie chodzi mi o sprawy bardzo poważne, ale o normalną codzienność. NUDA. Kto dziś umie się nudzić? Nie znam takiej osoby. Niepokój. Kto umie na niepokój reagować - uwaga - ze spokojem? Zresztą weźmy każde uczucie nieprzyjemne i zastanówmy się jak długo umiemy w nim wytrzymać. A może sama taka myśl wydaje się absurdalna? Po co wytrzymywać w nieprzyjemnym stanie skoro można od razu spożyć alkohol, włączyć gierkę lub serial, wziąć coś przeciwbólowego, najeść się słodyczy, wziąć coś na uspokojenie, ewentualnie wszystko na raz. Powiedziałem, że nie znam osób, które od razu nie uśmierzają swojego bólu... W sumie to nieprawda, znam, ale są to osoby po przejściach, odwykach, osoby które już wiedzą, że im zwyczajnie nie wolno oszukiwać swojego systemu.

Nieumiejętność przebywania w dyskomforcie psychicznym powoduje po pierwsze trudności duchowe (nie jest łatwo poznawać Pana Boga mając zawsze brzuch pełen jedzenia i picia, tabletek przeciwbólowych i włączając ekran po 2 minutach nudy).

Po drugie, oprócz problemów duchowych powoduje to wielki spadek twórczości, bowiem wszystko co człowiek wymyślił lub stworzył w historii musiało w pewien sposób brać się z mieszanki cierpienia i nudy. Porównajmy sztukę średnowiecza i współczesną. No ale oni mieli więcej czasu. Tak? Myślałem, że medycyna wydłużyła życie człowieka i że to my mamy więcej czasu. Gdzie więc nasze kaplice sykstyńskie?

Po trzecie - ucieczka od każdego nieprzyjemnego stanu jest w pewnym sensie ucieczką od samego siebie, ale to już zagadnienie wymagające ewentualnie osobnej rozprawki.

Wreszcie czwartym skutkiem tego, że ludzie dziś usiłują uśmierzyć każdy ból i błyskawicznie uciec z każdej niewygody, jest właśnie tempo upływania czasu. Odłóż wszystko co uśmierza Twój ból, zobaczysz wtedy czy czas rzeczywiście tak pędzi. Przy czym uwaga - powtarzam to po raz trzeci, widocznie mnie to niepokoi - bardzo duża część ludzi ma tak bardzo rozkręcone uzależnienie od dopaminy, od błyskawicznej ucieczki z każdej chwili ciszy, że próba zmiany zachowania musi być wykonywana bardzo rozsądnie, najlepiej pod opieką kierownika duchowego, może kogoś bliskiego.

Podsumowując - nasz czas pędzi bo nie lubimy gdy nie pędzi i mamy narzędzia, by zawsze już pędził.

Komentarze