Dziś o pewnym obowiązku każdego katolika. Choć słowo obowiązek pasuje tu tak, jak do czynności jedzenia i picia. Ciało każdego z nas przypomni nam, jeżeli nie będziemy wypełniać tego obowiązku i mało kto nazywa te czynności obowiązkiem przykrym. Bez wody i pokarmu nasze ciało nie poradzi sobie z codziennością. Dla duszy (ale dodam też: dla psychiki) takim pokarmem jest modlitwa.
Gdybym miał wskazać jeden wysiłek, jedną czynność do której katolik powinien - musi wręcz - się przymusić, byłaby to modlitwa. Oczywiście, podobnie jak z każdą pożyteczną czynnością, im większa wprawa, tym mniejsza konieczność przymuszania się, a większa radość z tej czynności. Załóżmy jednak, że ktoś (a obawiam się, że to większość z nas) nie jest w takiej kondycji duchowej, że modlitwa jest dla niego jak szklanka zimnej wody po dłuższej wędrówce w gorący dzień. Takim osobom możemy w pozytywny sposób zazdrościć i podjąć starania, aby z nami kiedyś było podobnie. Dopóki tak nie jest, z całego serca radzę przymusić do tej czynności.
Gdy stoimy przed problemem życiowym, a stawać będziemy do śmierci, czy to jakieś wyzwanie, jakaś trudność, nasza niemoc, słabość, nieumiejętność, beznadziejność, problem w relacji, uzależnienie... Szatan przystępuje do kuszenia i (teraz dzielę się jedynie swoją opinią) zwykle kuszenie to wygląda inaczej niż nam się wydaje. Ktoś mówi: miałem nie pić, ale szatan mnie skusił. Miałem być uprzejmy, ale szatan mnie skusił. Miałem stać się pracowity, punktualny, słowny, ale szatan mnie skusił. Miałem zachowywać czystość, ale szatan mnie skusił. Ile było w tym kuszenia szatana tego nie wiem, ale podejrzewam, że szatan przede wszystkim kusi nas na innym polu. Jeżeli odciągnie nas od modlitwy, bardzo często pod pozornie uzasadnionym powodem, bo przecież musimy czynnie rozwiązywać nasze problemy, musimy sprostać potrzebom swoim i bliskich, musimy zakasać rękawy i stawić czoła życiu... Tak, ale samemu, o własnych siłach.
Myślę, że takie kuszenie, jeżeli człowiek nabierze się na to, zwyczajnie wystarczy. Potem kwestią czasu jest nasz upadek. Szatan wie, że swój wpływ na człowieka straci, gdy ten zacznie się modlić. To modlitwa odradza życie każdej duszy. Módlmy się kiedy tylko się da. Jeżeli na początku wydaje się to przykrym obowiązkiem, przyjmijmy na rozum, że to złudzenie. Nasz podtruty organizm duchowy może na początku odrzucać to, co zdrowe. Jak przykrym obowiązkiem może być obcowanie z doskonałością. Z czystą miłością. Ze źródłem naszego życia. Módlmy się dużo, myślnie i ustnie, a doświadczymy jak Niepokalana coraz bardziej opanowywać będzie naszą duszę, jak znikać będą nasze winy i słabnąć wady.
Jak się modlić? Poczytać o tym. Coś wybrać. I potem to realizować. Oprócz stałych modlitw w ciągu dnia, można np. nastawić sobie budzik na telefonie czy zegarku, by o każdej pełnej godzinie, lub np. każdej parzystej godzinie przypominał nam dyskretnie o modlitwie. I wtedy wypowiedzieć akt strzelisty. To trwa kilkanaście sekund, a zmienia bardzo wiele w naszym życiu duchowym. Akty strzeliste można znaleźć w książeczkach do nabożeństwa. Najprostszym jest Gloria...
Mój Drogi Czytelniku, nie zabieraj się w swoim życiu za nic bez modlitwy, bo urobisz się, stracisz czas, raczej Ci się nie uda i stracisz ducha. Zacznij życie w duchu modlitwy. Rzadko przychodzi to człowiekowi naturalnie i łatwo. W takim przypadku - ZMUŚ SIĘ.
- Chwała... Gloria...
- Bóg mój i wszystko moje!
- Panie Jezu Chryste, Synu Boga, Zbawicielu zmiłuj się nade mną, grzesznym.
- Jezu cichy i pokornego serca uczyń serce moje według serca Twego.
- O Maryjo bez grzechu poczęta módl się za nami którzy się do Ciebie uciekamy
- Któryś za nas cierpiał rany Jezus Chryste zmiłuj się nad nami
- Najświętsze Serce Jezusa zmiłuj się nad nami.
- Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże!
Komentarze
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Tak właśnie przymusiłam się do codziennej mszy świętej. A teraz chodzimy we dwoje razem z mężem, którego nawet nie musiałam przymuszać 😉. Stwierdził że skoro ja mogę się zebrać rano na mszę to on też.
Z Bogiem.
Z jednej strony rozumiem Twoje podejście, z drugiej mam zupełnie inne doświadczenia,choć może to akurat kwestia mocno Indywidualna i zależy od formacji. Dla mnie modlitwa to przede wszystkim relacja i za definicję przyjęłam słowa św. Teresy z Avila że modlitwa to "miłosne przebywanie z tym o którym wiemy, że nas kocha". Być może to sprawia, że nie jestem w stanie też przyjąć twojej perspektywy mówiącej o tym, że Bóg jest tylko Królem i Panem, dla mnie to przede wszystkim Oblubieniec duszy. Czy to modernizm? Raczej tradycja karmelitańska i nauka św Jana od Krzyża, św Teresy z Avila i św Teresy od Dzieciątka Jezus. Cała trójka to wielcy Doktorzy Kościoła