To moja pierwsza rozprawka na portalu Sprawki.pl. Starałem się w miarę całościowo spojrzeć na pierwsze cztery odcinki nowej serii „Bukłaki” ojca Adama Szustaka z kanału „Langusta na palmie” i podjąć polemikę. Duża ilość materiału (w sumie 3 godziny nagrań) zmusiła mnie do poruszenia jedynie niektórych wątków, jednak, mam nadzieję, że nawet tak ograniczona forma może być dla kogoś pożyteczna do wyrobienia własnego zdania o najnowszych wypowiedziach kontrowersyjnego dominikanina.
Już na samym początku serii o. Szustak mówi, że nowa seria:
"po pierwsze będzie początkiem albo już bardziej zaawansowanym etapem drogi mojego wyjścia z Kościoła katolickiego (tak oczywiście niektórzy powiedzą)"
"po drugie będzie serią, w której będę badał granice, jak daleko można się posunąć w mówieniu, pytaniu, stawianiu różnego rodzaju zagadnień, aż w końcu stwierdzą w Kościele, że trzeba mnie z tego Kościoła wyrzucić, bo już się w nim nie mieszczę i się nie nadaje"
"po trzecie będzie to seria, która powinna być znacznym ułatwieniem dla wszystkich tych, którzy mają mnie za heretyka, progresistę, lewaka, modernistę (* dołóż jakiekolwiek chcesz obelgi, jakie ci się tylko podobają), żeby w jednym miejscu, w jednej serii zgromadzić wszystkie zarzuty i argumenty, żeby nie musieli tego szukać po różnych filmach, bo mam tych filmów już po prostu kilka tysięcy, albo i więcej, więc będą mieli w jednym miejscu, żeby było łatwo to wszystko wynaleźć. Kochani, to oczywiście wszystko [jest] dosyć nieśmiesznym żartem”.
Żartem nie żartem, fakt, że to może być sporym ułatwieniem dla podjęcia polemiki. Jednak, jak się okaże z poszczególnych odcinków serii „Bukłaki”, czasem może pojawić się pytanie, czy debata z o. Szustakiem ma sens.
Tytułowe bukłaki są dla o. Adama obrazem reformy Kościoła. Dominikanin podkreśla słowa Pana Jezusa, że nie wlewa się nowego wina do starych bukłaków, bo inaczej młode wino je rozerwie.
Inaczej przypowieść, występującą we wszystkich ewangeliach synoptycznych (Mt 9, 26-27; Mk 2, 21-22; Łk 5, 36-38), rozumie inny dominikanin, Święty Tomasz z Akwinu (Suma Teologiczna I-II, q. 96, art. 2 ad 2):
„«Nie wlewa się młodego wina», to jest przykazań doskonałego życia, «do starych bukłaków», to jest w ludzi niedoskonałych; «W przeciwnym razie bukłaki pękają i wino wycieka», to znaczy gardzi się przykazaniami, a na skutek pogardy ludzie popełniają jeszcze gorsze czyny”
Przypowieść o bukłakach Akwinata interpretuje jako obraz dwóch porządków Starego Prawa i Nowego Prawa Chrystusowego (a nie, jak o. Szustak, obraz reformy Kościoła). Akwinata wskazuje, że Prawo Mojżeszowe było doskonałe w swoim kontekście („stare wino”), ale skierowane do ludzi niedoskonałych duchowo i moralnie, czyli „starych bukłaków”. Nowe Prawo, które przynosi Chrystus to „nowe wino”, czyli droga do doskonałości poprzez współpracę z łaską uświęcającą. Aby nie zmarnować łaski Bożej, potrzeba być „nowym bukłakiem”, czyli człowiekiem, który w Duchu i Prawdzie, a nie tylko zgodnie z literą, będzie wypełniał Boże przykazania, pracował nad kształtowaniem cnót i w ten sposób powiększał chwałę Bożą. Oznacza to, że łaska Chrystusowa nie może być przyjęta przez tych, którzy pozostają w zewnętrznych formach Starego Prawa. Zamiana bukłaków starych na nowe, to przemiana rozumu i woli, by przyjąć objawioną Prawdę i zgodnie z nią żyć.
Dla przykładu, tak jak niedoskonałe Stare Prawo dopuszczało w kwestii małżeństwa poligamię i rozwody, tak Nowe Prawo ustanowione przez Pana Jezusa podnosi małżeństwo do sakramentu, jeden mąż może mieć jedną żonę i jedna żona może mieć jednego męża, dopóki śmierć jednego z nich nie zakończy ich uświęconego związku. By przyjąć prawo Chrystusowe potrzebna jest zmiana usposobienia, która dokonuje się przez stopniowe wzrastanie w cnotach.
Dalej o. Szustak zauważa, że, zwłaszcza w obecnych czasach, Kościół jest w kryzysie: „Myślę, że następuje pewnego rodzaju przeformułowanie, przewartościowanie, przewalanie gruzu i tak dalej, i rzeczywiście jest taki moment trudny, przełomowy, ważny, niewiadomy i tak dalej”. Następnie dominikanin wskazuje, że od czasu pandemii przeżywa to bardzo osobiście.
Kiedyś według o. Szustaka reformowanie Kościoła polegało na oczyszczaniu go z różnego rodzaju grzechów, nadużyć, elementów niezgodnych z duchem ewangelicznym i tym, czym Kościół powinien być. Obecnie perspektywa zakonnika uległa zmianie, bo „nie na tym polega problem”.
Pewnego razu o. Szustak rozmyślał nad wspomnianymi wyżej ewangelicznymi bukłakami. Zamiast zostać przy tradycyjnej interpretacji słów Chrystusa o Starym i Nowym Prawie, którą wykładał choćby jego współbrat zakonny święty Tomasz z Akwinu, stworzył swoją własną wykładnię. Teraz stare bukłaki oznaczają nie pasujące do współczesnego "zeitgeistu" elementy Kościoła, których już nie należy oczyścić, tylko wyrzucić, jak stare bukłaki, zastępując je „nowymi bukłakami”.
„W mojej głowie od dłuższego czasu, i to przybiera na sile, pojawia się taka myśl: A może po prostu nie chodzi o to, że my mamy powrócić do tego, co kiedyś było dobre, tylko się potem, że tak powiem, zepsuło, przez jakiś tam czas, grzech i tak dalej, tylko może w ogóle to, co my myśleliśmy, że było dobre wcale nie jest dobre. I nie chodzi o to, żeby to oczyścić z naleciałości, tylko chodzi o to, żeby zobaczyć, że myśmy coś źle zbudowali” - mówi o. Szustak.
Po tych słowach dominikanin obrazuje swój pogląd za pomocą przykładu roweru z kwadratowymi betonowymi kołami, którym zmierzamy do Boga. Jakakolwiek konserwacja nie sprawi, że postąpimy dalej. Potrzeba wymienić koła.
Ale co dokładnie o. Szustak rozumie jako „stare bukłaki” i „kwadratowe betonowe koła”? Odpowiedź zawarta jest w pytaniach stawianych przez zakonnika: „Czy to jak pojmujemy kapłaństwo, to czy to jest naprawdę Jezusowy pomysł? Czy to jak pojmujemy władzę w Kościele, i nie chodzi mi o władzę w takim sensie, że nadużycia władzy, tylko w ogóle, to jak pojmujemy duchową ideę posłuszeństwa w Kościele, to czy to nie są «kwadratowe koła»? Czy to nie są «betonowe koła»?”. Pojmowanie kapłaństwa oraz władzy kościelnej i posłuszeństwa wobec niej to tylko dwa przykłady takich „starych bukłaków”. Zdaniem zakonnika, „takich rzeczy jest mnóstwo”.
O. Szustak w dalszej kolejności deklaruje, że szuka odpowiedzi na swoje pytania nie w swojej własnej głowie („bo ja to za mądry nie jestem” - skromnie wyjaśnia), ale czytając „różne książki teologiczne: katolickie, niekatolickie, w większości katolickie, nie oszukujmy się. Czytam eseje filozoficzne i tak dalej, na dane tematy”. Zakonnik przyznaje, że w ciągu wakacji przeczytał kilkanaście książek teologicznych „poważnych i mniej poważnych”.
Niestety, z tych rozważań o. Szustaka można odnieść wrażenie, że przeczytał jednak książki w większości niekatolickie, choć część z nich, z powodu obecnej sytuacji Kościoła, może być nominalnie katolicką. Dalej, że wśród tych kilkunastu książek, które studiował dominikanin, nie było ani jednej poważnej książki teologicznej, bo wystarczyłaby jedna poważna teologiczna książka, żeby rozwiać wątpliwości o. Szustaka (chyba, że nastąpiłaby przeszkoda w woli lub intelekcie dominikanina). Pozycje książkowe, które zaprezentował w następnych odcinkach „Bukłaków” ostatecznie to potwierdzają. Nie ma tam nic z tradycyjnej katolickiej literatury, a jeśli czasem o. Szustak powoła się np. na Sobór Trydencki, czy Sobór Watykański I, wyciąga z tych źródeł fałszywe wnioski.
W ciągu całej historii Kościoła liczni apologeci podjęli trud napisania książek, które dokładnie wyjaśniają wszelki niejasności w nauce katolickiej i bronią prawdy objawionej przed atakami niedowiarków. Niestety, o. Adam, co pokazują kolejne odcinki serii, sięga po inne dzieła, które są przesiąknięte modernizmem, a więc, używając słów św. Piusa X, ściekiem wszystkim herezji. Przykładowo: M. Ebner: „Czy Kościół potrzebuje księży”, R. Rohr: „Uniwersalny Chrystus”, M. Seewald: „Zmiana dogmatów”, T. Halík: „Popołudnie chrześcijaństwa. Odwaga do zmiany”.
O. Szustak mówi, że Kościół, jako depozytariusz prawd wiary, kojarzy mu się z kustoszem strzegącym ekspozycji w muzeum, a dla niego lepszy jest obraz Boga, który nie daje nam skarbów, ale daje nam mapę skarbów, i że my wiemy czego szukać, ale tego jeszcze nie mamy. Z całym szacunkiem, Ojce Adamie, jest to bzdura. Kościół zawiera całą prawdę objawioną przez Boga, która jest nam potrzebna do zbawienia. Katolik wie dokładnie gdzie jest skarb. Wiara nie polega na poszukiwaniu prawdy, tylko na przylgnięciu rozumu do niej, do tego co Bóg objawił, a święta Matka Kościół nam do wierzenia podaje. To jest bardzo proste. Nie trzeba niczego szukać. Jest wręcz szaleństwem uważać, że Bóg chce się z ludźmi bawić w chowanego, gdy chodzi o kwestię ich zbawienia lub potępienia.
Dominikanin powołuje się także na historię Izraelitów, którzy pod nieobecność Mojżesza, zrobili złotego cielca i oddawali mu cześć należną Bogu. Zdaniem o. Szustaka, to pokazuje jak ubóstwiamy nasze ludzkie pomysły, idee, które nie pochodzą od Boga. W swoim materiale mówi, że w Kościele pewne rzeczy nie popsuły się wskutek zmieszania ich z grzesznością, naszą niedoskonałością, ale "były już złe na etapie samej idei". Z późniejszych rozważań o. Szustaka wynika, że chodzi o elementy konstytutywne dla Kościoła, co jest nie do pogodzenia z świętością Kościoła, którą wyznajemy w Credo.
Po obejrzeniu pierwszego odcinka „Bukłaków” pomyślałem sobie, że ojciec Szustak jest niedokształcony, naczytał się niekatolickich głupot i ewidentnie szwankuje cała jego formacja. To wszystko wskutek posoborowego zamieszania. Przykładowo, o. Szustak mówi: "Jakbyśmy w piątym wieku rzucili w Kościele, że jest celibat, to by nie wiedzieli o czym mówimy". To nieprawda. Istnieje spora dokumentacja świadcząca o obecności celibatu w Kościele od samego początku. Tylko trzeba jej poszukać i się z nią zapoznać. Katolickie (tradycyjne) podręczniki apologetyczne wskażą potrzebne źródła.
Odcinek 2, podważający katolicką wykładnię kapłaństwa, potwierdził moje wcześniejsze przypuszczenia co do heretyckich lektur. Ponadto zauważyłem wybiórcze traktowanie źródeł informacji, dostosowane pod z góry przyjętą fałszywą tezę. Chciałem zaproponować ojcu Szustakowi jakieś katolickie źródła, które rozwiałyby wszelkie jego wątpliwości.
O mojej naiwności przekonałem się po obejrzeniu trzeciego odcinka „Bukłaków”, w którym ojciec Adam nauczanie papieży Piusa IX („Syllabus errorum”) i Piusa XI („Mortalium animos”) potępiające religijny indyferentyzm nazywa dosłownie „głupotami”. Z całą pewnością nie widzi w tym nauczaniu wyrazu ciągłej, powszechnej, apostolskiej wiary Kościoła. Opowiada się całkowicie za nową posoborową teologią, choć ma pewne zastrzeżenia do, co prawda złagodzonej, ale jednak perspektywy wyższości, która jest jeszcze widoczna w dialogicznych dokumentach Soboru Watykańskiego II („Nostra ætate”, „Lumen Gentium”). Za to już całym sercem przyjmuje nauczanie Jana Pawła II, wyrażone w czasie audiencji z 9 września 1998 roku, w którym papież Polak dopuszcza zbawienie innowierców poprzez słuchanie głosu swojego sumienia i spełnianie praktyk swych fałszywych religii. Jan Paweł II wprost stwierdza, że można zbawić się w Chrystusie nie uznając go za Boga i Zbawiciela. Co więcej, głosi w swoim przemówieniu, że założyciele innych niż katolicka religii, działali pod wpływem Ducha Świętego. O. Szustak słusznie wyciąga z tego wniosek, że Duch Święty inspirował np. Mahometa. Katolik powie, że to bluźnierstwo. Neokatolik przemilczy, jeśli jeszcze coś w nim zostało z prawdziwej wiary, lub pochwali, jeśli już przesiąkł modernizmem. Wobec tych słów, niedawne wystąpienie papieża Franciszka w Indonezji o religiach jako różnych językach, które prowadzą do jednego Boga, nie wydaje się zbyt oryginalne.
Ojciec Szustak twierdzi, za amerykańskim franciszkaninem o. Richardem Rohrem, że Chrystus jest we wszystkim, mimo tego, że jest świadomy panteistycznego brzmienia tej tezy. Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości, dominikanin pije wodę ze szklanki i komentuje: „Piję Jezusa”. Logicznym wnioskiem takiego rozumowania jest kolejne stwierdzenie dotyczące obecności Chrystusa w innych religiach: „On tam jest w tych religiach tylko nawet nie wiemy jak”, i dalej: „Myśmy się nauczyli widzieć go tylko w Kościele katolickim”, co zakonnik uważa za ciasnotę intelektualną.
W tym samym trzecim odcinku ojciec Szustak mówi, by nikogo nie nawracać, ale jednocześnie „głosić Jezusa”. Widocznie dominikanin nie widzi sprzeczności w swojej wypowiedzi.
W czwartym odcinku "Bukłaków" o. Szustak bierze się za dogmatykę katolicką. Mówi, że znaczenie dogmatów nie może się zmienić, ale za to sposób ich wyrażania ma nieustannie ewoluować w imię dostosowania do współczesnej mentalności. Moderniści już niejednokrotnie pokazywali jak przy pomocy "zmiany języka" wypaczyć istotę katolickiej nauki. O. Szustak deklaruje w swoim materiale, że jest katolikiem, że wierzy we wszystkie dogmaty. No dobrze. Na podstawie dotychczasowej działalności dominikanina jednak mogę mieć wątpliwości nie tyle co do jego wiary w dogmaty katolickie, co do tego jak on je rozumie. Czy nie jest przypadkiem tak, że Kościół podaje konkretną prawdę, którą należy rozumieć dosłownie i w taki sposób w nią wierzyć, a o. Szustak powie, że to dosłowne rozumienie to bzdury, bo to jest metafora i katolicy do pierwotnego znaczenia dodali swoje dodatki? Jak inaczej rozumieć jego zastrzeżenia co do sposobu sformułowania przez Sobór Trydencki dogmatu o grzechu pierworodnym? Albo o czym świadczy pogląd o. Szustaka, że w definicji dogmatu o przeistoczeniu należy odejść od precyzyjnego języka tomistycznego i terminu "transsubstancjacja"? Przecież właśnie ta jednoznaczność w wyrażeniu tego dogmatu chroni go przed heretyckim wypaczeniem.
Jedna z tez nielegalnego Synodu w Pistoi z roku 1786, która wyrażała dogmat o rzeczywistej obecności Pana Jezusa w postaciach eucharystycznych, została potępiona w bulli "Auctorem fidei" przez papieża Piusa VI tylko z powodu braku kluczowego dla właściwego pojmowania dogmatu słowa "transsubstancjacja".
Zarówno protestant jak i katolik podpiszą się pod tezą, że pod postaciami chleba i wina jest rzeczywiście obecny Pan Jezus, lecz jeden i drugi będą to rozumieć w całkowicie inny sposób.
W czwartym odcinku „Bukłaków” znalazła się również krytyka sądów inkwizycyjnych. Zdaniem dominikanina, dogmatyzm zawsze prowadzi do przemocy, czego przykładem jest właśnie Inkwizycja, czyli instytucja, której głównym zadaniem była obrona wiary przed herezjami. Widocznie dla o. Szustaka żadne herezje nie istnieją, bo w końcu „we wszystkim jest Chrystus”, a od protestantów możemy uczyć się rozumienia dogmatów.
Walenie w Inkwizycję mamy zaliczone. Na koniec jeszcze wisienka na torcie, czyli nazwanie wyrażonych przez księdza Daniela Wachowiaka starań o godne przyjmowanie Komunii Świętej „pierdami”.
Zastanawiać może, dlaczego tak elementarne wątpliwości o. Szustaka postanowił on wyrażać publicznie, zamiast poddać się nauczaniu jakiegoś lepiej zorientowanego w katolicyzmie dominikanina. Wiemy przecież, że jeszcze tacy są. Co ma dać takie publiczne kwestionowanie podstaw religii katolickiej przez zakonnika? Czy nie widzi on ryzyka, że wciągnie ludzi na spowitą modernistyczną mgłą drogę prowadzącą do wiecznego zatracenia?
Warto chyba ponownie zapytać: "Quo Vadis Ojcze Adamie?"
Najświętsza Panno Maryjo, Ucieczko grzeszników, módl się za nami!
Komentarze
LICh. Ciekawy tekst. Proszę zwrócić uwagę, że tacy neokatoliccy progresiści, jak Szustak bez końca prowokują : "wyrzućcie mnie z Koscioła,," bo wówczas będzie się mógł ogłosić ofiarą , ale póki sami tkwią w strukturach Kościoła , korzystają z jego zasobów, mącą w głowach wiernym swoim hm..kapłaństwem, ba niestety czasem pociągają tychże wiernych w otchłań modernistycznej herezji. I tacy jak Szustak potrzebni są wrogom Kościoła, dopóki w nim tkwią.
O.Szustak. Tyle w temacie. Trzeba się za niego modlić, bo za nim i jego piękna mową poszły tysiące ludzi. On sukcesywnie buduje odłam religijny oparty na swoim ego.
O. Szustakowi wydaje się że odkrył wielkie idee heretyckie że jest oryginalny w "swoich" herezjach - tymczasem wbrew zdaniu modernistów Zło się nie zmienia jest nudne i takie samo jak zawsze - beznadziejne.
Sprawa o. Adama jest doprawdy smutna. Swego czasu robił wiele dobrego. Oczywiście do Tradycji sporo mu brakowało, ale - jak mniemam - wielu ludzi dalekich od katolicyzmu skierował we właściwą stronę. Teraz jednak pogubił się całkowicie. Szkoda. Módlmy się.
Smutna historia z ojcem Szustakiem , błogosławieni ubodzy w duchu
Protestanci raczej nie wierzą w obecność Pana Jezusa w chlebie i winie. Artykuł bardzo dobry, ambitny i konkretny. Na O. Szustaka to brak słów.