PRAWDZIWA ŚWIĘTOŚĆ

19.10.2024

Jest jedno zdanie św. Teresy od Dzieciątka Jezus, które zrobiło na mnie wielkie wrażenie: Świętość nie polega na tym, żeby wiele Panu Bogu dawać, ale żeby wiele od Pana Boga brać. Ileż rozmów w swoim życiu przeprowadziłem, w których rozmówca, lub ja sam, mówiliśmy o tym, co jeszcze musimy dać z siebie, żeby być lepszymi. Dość powszechne wydaje się być wyobrażenie o Panu Bogu, który nas potrzebuje lub który patrzy z góry i ocenia, czy wystarczająco się dla Niego urabiamy.

Tymczasem im więcej o tym czytam, tym bardziej wyłania się obraz, w którym wszelkie wysiłki dla Pana Boga powinny być raczej efektem ubocznym niż głównym przedmiotem naszych starań. Chodzi zarówno o wysiłki wewnętrzne - jak praca nad cnotami - jak i o wysiłki zewnętrzne, jak jakiekolwiek dzieła rąk ludzkich, czy to wynikające z obowiązków stanu czy z wielkoduszności, na przykład budowanie jakiegoś Bożego dzieła czy inicjatywy.

Patrząc z zewnątrz na działania świętego, który podejmuje liczne dzieła, jak i na kogoś innego, kto również je podejmuje, ulec można złudzeniu, że postępują oni podobnie, bo działają. Błąd ten może prowadzić do przyjęcia aktywizmu jako właściwej postawy katolickiej. Jakże to zgubne. Temat ten ociera się w pewnym stopniu o herezję amerykanizmu, jednoznacznie potępioną przez papieża Leona XIII. Była ona efektem emigracji katolików do Stanów Zjednoczonych i budowania tam katolicyzmu już zabarwionego protestanckim zakasywaniem rękawów i braniem spraw w swoje ręce. To tam zdaje się powstał nowy wzór księdza katolickiego, który odrzuca dogmatyczną małostkowość na rzecz dialogu, łagodzi nauczanie o moralności na rzecz, przynajmniej w teorii, przybliżania religii ludziom przecież niezbyt świętym. Ogólnie - aktywizm to jest to, a typowe dla katolicyzmu europejskiego życie zakonne, cóż, jakby było zbyt... bierne.

Ktoś mądrzejszy ode mnie mógłby ocenić w jakim stopniu amerykanizm wpłynął na modernizm, natomiast w tym drugim na pewno również znaleźć możemy wyraźnie objawy tego pierwszego. W modernizmie tzw. dobre życie czy działania ludzi dla ludzi przedstawiane są jako cel dążeń. W katolicyzmie cel jest zupełnie inny, a tzw. dobre życie czy dzieła są raczej efektem ubocznym. Świętość nie polega na tym, żeby wiele Panu Bogu dawać, ale żeby wiele od Pana Boga brać. Dlatego Msza święta jest ważniejsza niż działanie. Dlatego modlitwa jest ważniejsza niż działanie. Być może - a przypominam, że nie jestem duszpasterzem, dzielę się swoimi myślami, z nadzieją, że będzie to stanowiło dla kogoś pożytek - być może również o to chodzi w słowach św. Pawła w liście do Galatów: Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie.

Patrząc na świętego Pawła z zewnątrz pewnie ktoś mógłby powiedzieć: "No, spójrzmy jaki aktywny, ile tu roboty, starań, przemieszczania się, inicjatyw, my też tak powinniśmy". Chyba jednak za cel bralibyśmy wtedy samą końcówkę, efekt uboczny tego, że samego Pawła z jego staraniami było w św. Pawle coraz mniej, a nie coraz więcej.

Mój Drogi Czytelniku, co myślisz o tym? A jeżeli masz wiedzę teologiczną i dostrzegasz w tym błąd, napisz koniecznie.

Na koniec jeszcze raz powtórzmy za św. Teresą od dzieciątka Jezus: Świętość nie polega na tym, żeby wiele Panu Bogu dawać, ale żeby wiele od Pana Boga brać.

Komentarze