Wczoraj pisałem o ważnej regule życia, czyli AGE QUOD AGIS i niepozwalaniu naszej wyobraźni by odciągała nas od tego co w danym momencie robimy. Reguła ta potrzebuje oczywiście być wzmocnioną, wspartą przez umiejętność właściwego wyboru tego, co w danej chwili rzeczywiście robimy. Tematyce tej poświęcić należałoby więcej miejsca niż ta jedna rozprawka, zatem dziś skupię się na pewnej cnocie, o której w jednej ze swoich książek pisał o. Jacek Woroniecki. Na cnocie długomyślności.
Z jakiegoś powodu w Kościele dziś nie mówi się wcale o tym, co ludzie powinni robić. A przecież to, na co poświęcamy nasz czas jest dla naszego życia doczesnego i wiecznego sprawą zasadniczą. Świat, z konsekwencją walca, tresuje kolejne pokolenia do nieplanowania, nieprzewidywania i niemyślenia jak to, co robię teraz ma się do tego, w jakim miejscu będę jutro. Takie myślenie tworzy człowieka mniej cennego dla systemu, mniej impulsywnego, mniej konsumującego, mniej zagubionego, mniej podatnego na manipulację, i, o zgrozo, człowieka cierpliwego. Zatem nie, człowieku XXI wieku, nie planuj swojego życia. Reaguj na bieżąco, a przede wszystkim konsumuj dużo i głosuj po naszemu.
Cnota długomyślności nie tyle oznacza samo myślenie wprzód i planowanie tego, co poddane nam bezpośrednio nie jest, czyli przyszłości. Cnota ta dotyczy raczej natury przedsięwzięć. Otóż wszystko, co wartościowe, zabiera czas i wymaga konsekwentnej pracy bez zniechęcenia, że efekty nie przychodzą od razu. Św. Tomasz z Akwinu nazywa długomyślność siostrą bliźniaczą cierpliwości. Cierpliwość pomaga nie poddawać się, gdy przedłuża się sytuacja niewygody, cierpienia. Długomyślność pomaga nie zniechęcać się brakiem szybkich, widzialnych efektów.
Użyjmy prostego przykładu siłowni, który dobrze zobrazuje naturę pracy nad wszystkim, co w życiu wartościowe. Jeżeli ktoś chce zacząć chodzić na siłownię, robi to, gdyż ma w głowie oczekiwane efekty. Gdy jednak pójdzie tam po raz pierwszy, po powrocie do domu na pewno nie zobaczy tych efektów, a będzie się czuł zmarnowany oraz będzie widział, ile czasu na to poświęcił. Po drugiej wizycie również nie zobaczy efektów, a już dwa razy się męczył i stracił dwa bloki czasowe.
Co miałoby sprawić, że pójdzie tam trzeci raz? Długomyślność. Bardzo podobnie jest ze wszystkim, nad czym w życiu warto pracować. Każdy Twój plan, zamierzenie, jeżeli jest wartościowy, wymagał będzie cnoty długomyślności. Weźmy przykład modlitwy wstawienniczej. Modlisz się o czyjeś nawrócenie. W poniedziałek, wtorek i środę. Patrzysz w czwartek, nie nawrócił się. Tu również przyda się cnota długomyślności. Albo spójrzmy na walkę o Polskę, o Społeczne Panowanie Chrystusa w niej. Ktoś coś usiłuje robić w poniedziałek, wtorek, środę, patrzy w czwartek, a wybory wygrywają siły wprost antykatolickie. I tu potrzeba cnoty długomyślności. AGE QUOD AGIS, czyń to co czynisz, nie tylko wbrew odciągającej od czynności wyobraźni, ale też wbrew zniechęceniu brakiem widocznych efektów.
Mój Drogi Czytelniku, czy ma to dla Ciebie sens?
Komentarze
To ma sens. Na bazie tego zastanawiam się jaką pracę zawodową powinien starać się posiadać katolik. Wielu z nas pracuje przecież w branżach, które niekoniecznie pomagają bliźniemu czy mają jakiś wpływ na panowanie Chrystusa w społeczeństwie. Czy czasami nie lepiej jest zacząć skromnie własny projekt, który na początku na pewno nie będzie przynosił odpowiednich środków finansowych, ale patrząc dlugomyslnie zaowocuje to jakimiś efektami 'bardziej spektakularnymi' niż finanse. Czy jednak musimy stawiać przede wszystkim na utrzymanie rodzin i prace, które nie są w żaden sposób rozwojowe duchowo, a często nawet przez złe towarzystwo wpływają na nas negatywnie.
"Modlitwa wstawiennicza"...? Praktykowana w protestanckich zborach charyzmatycznych, które zalęgły się w Kościele Rzymskim Katolickim czy chodzi o coś innego? Bardzo prosiłbym o wyjaśnienie, dziękuję i pozdrawiam serdecznie.