Ostatnio weszłam w dyskusję ze znajomą, która jest Świadkiem Jehowy i uznałam właśnie, że opowiadanie konkretnie jej o całej historii i sytuacji Kościoła Katolickiego nie będzie dobre, ponieważ widzę, że jej nastawienie nie jest że tak powiem otwarte i myślę, że wykorzystałaby ten argument przeciwko mnie. Dobrze jest chyba starać się wyczuć, jaki skutek może to przynieść. Myślę więc, że przede wszystkim należy starać się przekazywać i tłumaczyć jak najwierniej tradycyjną naukę Kościoła. Od razu może nie zadziałać, ale jakieś ziarenko zostanie ☺️
Przyszła mi taka myśl, że takie rozmowy mogą przerodzić się, czasem może nawet nieświadomie, w zwykłą chęć wygrania, dowiedzenia swojej racji, pokazania, że druga osoba się myli. Wtedy pragnienia dobra i zbawienia schodzi na dalszy plan. Czy wtedy taka dyskusja nadal ma sens? Czy nie lepiej powiedzieć swoje, zaakcentować, że chcemy dla kogoś dobrze i nawet odpuszczenie w pewnym momencie nie będzie lepsze? Jestem ciekawa, czy ktoś myśli podobnie?